LUDZIE MOTYWACJA

Czy warto iść na studia?

notatnik


Pytanie, które co roku pojawia się w głowach wszystkich maturzystów, rodziców maturzystów, przyjaciół maturzystów i dzieci maturzystów. Co z tymi studiami?

Mamy rok 2015. Czy nadal potrzeba pomachać szefowi papierkiem, żeby zrozumiał, że coś potrafimy? Czy bez niego (papierka, nie szefa) jesteśmy nikim? Czy opłaca się siedzieć pięć lat nad książkami i wódką, żeby móc sobie dopisać potem jakieś trzy literki przed nazwiskiem?

To nie takie proste, bo nie ma jednoznacznej odpowiedzi. Ale zaraz rozbierzemy to na czynniki pierwsze.

Kiedy nie warto?

W ogromnej większości przypadków. Wielu ludzi traktuje studia jako takie przedłużenie liceum, które niewiadomoco ma dać. No nie, nie potrzebujecie tego. Zdecydujcie się, co chcecie robić w życiu i zacznijcie to robić zamiast szlajać się między pokojami wykładowców z prośbami o wpis.

workk

Chcecie pisać książki? Zacznijcie pisać teksty do szuflady zamiast siedzieć na zajęciach z psychologii.

Chcecie robić designy fajnych stron? Zacznijcie kleić jakieś proste szablony zamiast uczyć się fizyki.

Chcecie rysować komiksy? Zacznijcie wrzucać swoje szkice na fanpage zamiast uczyć się biografii Michała Anioła.

Generalnie chodzi o to, aby nie tracić czasu na naukę tego, czym i tak nie chcecie się w przyszłości zajmować. Na to był czas w gimnazjum i liceum, trzeba było uczyć się historii, matematyki i chemii. Teraz jesteście już duzi i powinniście robić to, co lubicie. A potem zamienić to na zarobki. Wtedy bardzo często nie warto iść na studia, bo nie są potrzebne.

a kiedy warto?

Ale to jest też tak, że jeśli chcecie być prawnikami albo lekarzami to owszem, warto. Warto iść na studia, bo jest kilka (nie więcej) zawodów, których nie można wykonywać bez porządnego zgłębienia wiedzy w temacie. Tak, możecie być chirurgami i wszystkiego nauczyć się w domu, ale jeszcze nie widziałam, żeby ktoś dał radę to zrobić i myślę, że to cholernie trudne. Dlatego jeśli marzycie o jednej z tych profesji, która potrzebuje hardkorowej ilości wiedzy i papierka – warto.

Idźcie na studia i zapierdalajcie. Ale nie, nie pijcie wódki każdego dnia i nie biegajcie nago po akademiku. Idźcie na studia, jeśli naprawdę chcecie coś z nich wynieść.


Zrozumcie, że już nie macie 15 lat. Już nie czas na przeciąganie wszystkiego, udawanie i bawienie się w „coś się wymyśli”. Zdecydujcie się, co chcecie robić i zacznijcie. Jeśli naprawdę potrzebujecie do tego dyplomu to okej, zróbcie go, ale podczas studiów nie bawcie się w „kto się mocniej zaleje” tylko zapierdalajcie, żeby oprócz tego papiera mieć też wiedzę. Zdobywajcie doświadczenie i wyrabiajcie się tak, byście sami sobie zazdrościli tego, co osiągniecie przez ten czas.

workyy

Poza tym, za kilka lat już każdy będzie w posiadaniu świstka poświadczającego, że czegoś się nauczył. Swoją drogą – gówno prawda, bo chlał wódę i zaliczał dlatego, że zapłacił koledze za pójście w jego imieniu na egzamin. W każdym razie, nasz kraj wyprodukuje miliony cwaniaków, którzy będą pewni, że skończone studia i ta piękna karteczka coś im da. Och, jakie to naiwne. Wyobraź sobie – studia kończą tabuny. A Ty musisz czymś się wyróżniać na rynku pracy.

ups

Jeśli wpakujecie się w coś, co Was kompletnie nie interesuje, to z czasem będzie tylko coraz ciężej się z tego wygrzebać. A wiecie, głupio będzie obudzić się mając 40 lat, etat, rodzinę, dzieci na utrzymaniu i kredyt do spłacenia z myślą, że nienawidzicie swojego życia, bo robicie coś, co nie sprawia Wam żadnej przyjemności. Nawet, jeśli da Wam górę pieniędzy, nie da Wam szczęścia, a to ono jest w życiu najważniejsze.

A jeśli już studiujecie coś, czego nie chcecie robić w przyszłości, co Was nie interesuje, nie podoba Wam się i tkwicie w tym tylko dlatego, że taki jest system – że liceum, studia, ślub, praca, dzieci – to darujcie sobie. Rzućcie to w cholerę. Pierdolnijcie tym i zacznijcie inwestować w siebie, w rozwój tej części, która napędzi Was sto razy bardziej. Naprawdę, zaufajcie mi, nie po to się urodziliście, żeby siedzieć w takim gównie.

zarabiaj na pasji

Kluczem do fajnego życia jest odkrycie tego, co się lubi, co Was fascynuje i jara – no i robienie tego. Przy tym powinno się zorganizować to tak, że ktoś będzie Wam za to dawał pieniądze. Możecie pisać bloga, odkrywać nowe gwiazdy, kręcić vlogi albo wymyślać szczepionki na AIDS, ale róbcie to, co sprawia, że świecą Wam się oczy. Życie nie trwa długo, nie ma czasu na cokolwiek innego, serio.

czemu nie siedzisz w 1 rzedzie

Jeśli do szczęścia na dłuższą metę przyda Wam się papier z uczelni – zróbcie go, ale nie zapominajcie po co uczycie się tych wszystkich głupot. Jeżeli będziecie widzieć cel, nie zgaśnie Wasz zapał i motywacja.

Jeśli jednak okazuje się, że do Waszej dream job wystarczy mózg pełen pomysłów i umiejętności, które możecie nabyć we własnym zakresie – nie traćcie czasu na wykładach, ćwiczeniach i naukach do kolokwiów. Serio, umrzecie za jakieś 70 lat (!), nie traćcie pięciu na chlaniu wódy i uczeniu się głupot tylko po to, żeby zaliczyć.


Spójrzcie na swoje życie z boku. Powiem Wam coś: jest krótkie. Zaraz się obejrzycie i będziecie na emeryturze. Zróbcie z nim coś tak, by nie pluć sobie w brodę, że zmarnowaliście cenny czas na robieniu czegoś, czego tak naprawdę nienawidzicie nie wiadomo w jakim celu.

Nauczcie się tego, co zobaczyłam niedawno wymalowane na jakimś budynku na Pradze, bo to jedna z najważniejszych prawd ogólnych:

im dłużej czekasz na przyszłość

tym będzie krótsza

i do dzieła.

  • Adam Niedbała

    Mam 26 lat, na studiach spędziłem 2 dni. Mam skończone technikum, dyplom zawodowy, za sobą szkołę policealną o kierunku pokrewnym do technikum i maturę też mam. Zarabiam średnią krajową w pracy, która mnie wkurza, ale jest na liście prac, które planowałem wykonywać od 15. roku życia. Moi rówieśnicy niedawno skończyli studia, teraz obserwuję jak miotają się między różnymi posadami, które nawet nie ocierają się o kierunki ich studiów. Mam 26 i lat i 9 lat doświadczenia zawodowego, cały czas w tej samej branży. Dziś magistra ma każdy, mało kto ma za to doświadczenie. Zgadzam się z tekstem w 101%.

  • Dorcia

    Dobrze, Haniu. A w takim razie: poszłaś na studia, bo chcesz wykonywać zawód, który studiujesz? Gdzieś mi się kiedyś przewinęło (nie wiem, może ask?), gdzie napisałaś, że nie chcesz wykonywać zawodu związanego ze swoim kierunkiem. Więc gdzie tu konsekwencja i logika?

    • No widzisz, ciężka praca blogerki. Pół roku na mechanice w ramach researchu…

  • Piotrek

    Z częścią się zgodzę, ale sądzę, że przez kilka dobrych lat papierek w Polsce będzie jeszcze wymagany, bo taka jest Polska mentalność – pracodawców i pracowników w sumie też. Skoro Polska kształci miliony cwaniaków, to ten który nie załapie się do miliona będzie automatycznie na przegranej pozycji. Wielu firmom (nawet tym z branży high-tech) nie zależy na umiejętnościach kandydata, tylko na jakimkolwiek pojęciu o tym czym jest, nie wiem, procesor…i oczywiście dyplomie. Resztą zajmują się sami i szkolą pracownika pod siebie. Niestety nie na każdej pasji da się zarobić, nawet jeśli jesteś w tym naprawdę dobry. A hajs za programowanie w znienawidzonej korpo-pracy w jakiś sposób zrekompensuje ubytki w szczęściu, bo jak mawiał klasyk „Pieniądze to nie wszystko, a wszystko bez pieniędzy to chuj”.

    Pozdrawiam!

    • Ja chyba się jednak upieram, że da się zarobić na każdej pasji. Wystarczy ją ciekawie przedstawić, zapakować i sprzedać. Też myślałam tak jak Ty, a potem poznałam ludzi, którzy zarabiają (i to niemało) na tak niszowych tematach, że głowa mała.
      I tak, bez pieniędzy lipa, zawsze powtarzam, że fajnie je mieć i że są mi potrzebne. Ale wiesz, można je zdobywać bez studiów. I nie trzeba być korpo-szczurkiem, no ej.
      A miliony cwaniaków z papierkiem i trzema literkami przed nazwiskiem możesz prześcignąć zwykłymi umiejętnościami albo doświadczeniem, które zdobędziesz podczas gdy oni będą chlać wódę i zaliczać kolokwia.

    • „Niestety nie na każdej pasji da się zarobić, nawet jeśli jesteś w tym naprawdę dobry.”

      Hmmm.

      Jedną z głównych zasad ekonomii jest: „Handel może być opłacalny dla wszystkich.”

      Btw. – nauczyłam się tego na studiach :d

      Więc wydaje mi się, że jednak da się. Trzeba tylko pomyśleć w jaki sposób można połączyć swoją pasję z czymś jeszcze, co akurat może być bardzo opłacalne.

  • Mam 31 lat, skończyłam licencjat, pracowałam 5 lat jako księgowa, przeplatane okresami bezrobocia i prawie 2 latami pracy w sklepie. Nienawidziłam pasjami najpierw studiów, a potem swojej pracy. Niecałe dwa lata temu zostałam bezrobotną, a pół roku temu zaczęłam studia. Nie, nie zastanawiałam się, czy dadzą mi zawód i pieniądze, przecież te, które skończyłam wcześniej też miały, I co? I nic. Męczyłam się w pracy za najniższą krajową, oczywiście jeśli w ogóle udało mi się coś znaleźć, nabawiłam się problemów z kręgosłupem i depresji (oczywiście ledwo było mnie stać na jedzenie i leki. Teraz studiuję na kierunku, który właściwie nie ma przyszłości, ale jest to coś, co kocham i co sprawia mi przyjemność. Uważam, że studia powinny być próbą poszerzenia swojej wiedzy, niezależnie od tego, w jakiej dziedzinie. Jeśli cię coś interesuje, to to rób i staraj się być w tym jak najlepszy, ale traktowanie papierka jako drzwi do kariery całkowicie mija się z celem. Możesz myśleć co chcesz, możesz liczyć na to, że dostaniesz pracę w zawodzie, ale pamiętaj, że im więcej ludzi z danym wykształceniem na rynku, tym później trudniej będzie znaleźć wolne miejsce dla siebie.
    A najbardziej i tak liczy się szczęście i siła przebicia. Nawet bez papierka.

    • Oja, dzięki za ten komentarz!
      Powodzenia, trzymam kciuki, że wyjdzie Ci zdobywanie pieniędzy za coś, co Cię interesuje i sprawia Ci przyjemność. :)

  • Sporo racji w tym, co piszesz.
    Ale dobrze, że dodałaś też „kiedy warto iść”. Moje studia to cyrk na kółkach, ale znam ludzi, którzy studiując ten sam kierunek dziś się realizują. I wiem, że bez skończonych studiów w tej dziedzinie, mieliby ogromne braki w wiedzy. (Inżynieria Produkcji)
    Wiesz, tak sobie jeszcze pomyślałam, że wielu ludzi studia traktują w kategoriach ekstra spędzonego czasu, który można spędzić na imprezach i zabawie. Ja korzystałam – co prawda niedługo, ale jednak. I choć kierunek słaby, to nie żałuję, że go studiowałam.

    Tak czy inaczej – mądre to to, co napisałaś :)

  • Bodajże jeden z najdojrzalszych tekstów na temat sensu studiowania.

  • Majk

    Hania – studiujesz mechanikę (zgadza się?). Zawsze zastanawia mnie, czemu tak dużo dziewczyn jest na tym kierunku. Wydaje się on dość, no nie wiem, „męski”? Co planujesz robić po takich studiach? Coś zwiazanego z projektowaniem? Tak z ciekawosci pytam ;p

    • Wywnioskowałeś, że na mechanice jest dużo dziewczyn, bo ja tam jestem? Czy skąd? I ile to dużo?

      • il’ka

        Kiedy ja studiowałam, miałam wielu znajomych na polibudzie i na PUT było hasło- Kobiety na Politechnikę :) Było to ładnych kilka lat temu, więc jestem w szoku, jeśli to się zmieniło :)

        • „Kobiety na Politechnikę” to projekt, który działa, z tego co mi wiadomo. :)

    • Haniu, podbijam pytanie.
      (Też kiedyś chciałam iść na Mechanikę w kontekście późniejszej specjalizacji lotniczej).
      :)

      W ogóle temat: Kobiety a Typowo Techniczne Kierunki Studiów jest ciekawym tematem. Jestem ciekawa Twojej opinii.
      :)

      • Coś o moich studiach może napiszę niedługo, najpierw potrzebny był dzisiejszy tekst. :)

        A temat kobiety a politechniczne studia to nic ciekawego tak naprawdę. Kobieta na Polibudzie i mężczyzna na Polibudzie różnią się posiadaniem penisa. Mózgi mają oboje.

        • Okej, to czekam :)

          Jestem ciekawa jaka atmosfera panuje, gdy na roku są z dwie, trzy dziewczyny. Po prostu. *No ale może u Ciebie jest więcej kobiet na roku?*

          • Jest nas z 10.
            Gorzej pachnie.

          • I ile kandydatów na MĘŻÓW, drogie Panie.

  • Taka sytuacja.

    Studia, nawet jeżeli pokrywają się z twoimi zainteresowaniami (zakładając, że dasz radę je odkryć przed 20 rokiem życia), wcale nie sprawią, że będziesz się realizować i będzie fajnie. Parę przedmiotów może być ciekawych, parę przydatnych, ale w większości przypadków wykładowcom uda się aktywnie zniechęcić. To już nie jest ogólniak, czy inna podstawówka, gdzie za rączkę Cię podciągną, zdasz maturę i jesteś na podobnym poziomie co każdy inny, kto skończył (z róźnicą kilkunastu procent w wynikach).

    Studia teraz prócz umiejętności zdawania egzaminów są też swojego rodzaju testem, na to czy chcemy się rozwijać. A to trzeba robić samemu, mozolnie, uciążliwie, wbrew prowadzącym, znajomym, rzeczywistości i koniunkcji planet na zwrotniku raka. Po studiach różnica między osobami, które były zaangażowane, a które przeszły jest ogromna i widać ją na pierwszy rzut oka pracodawcy.

    Być chirurgiem i ratować ludźkie życie i kończyny to musi być wspaniałe uczucie. Być studentem medycyny i uczyć się łacińskich nazw wszysztkich kości w przerwie od przeglądania encyklopedii chorób wewnętrznych, pomiędzy sesjami nauki farmakologii niekoniecznie jest wspaniałe. Ale to jest coś, co trzeba przejść, żeby osiągnąć powyższe.

    Dlatego nie zrażaj się, że trzeba zapierdalać i że wcale to nie jest fajne. Nie wszystko jest fajne w życiu, a już na pewno nie początki czy pierwsze razy. Ale miej w głowie do czego dążysz, chciej tego i rozwijaj się. Pokaż wszystkim, że możesz i że trzeba się z Tobą liczyć.

    Tak samo, gdy nie idziesz na studia i zaczynasz się rozwijać w kierunku twoich zainteresowań. Różnica jest taka, że w jednej masz papierek, który poprawia ego i jest niezbędny w niektórych zawodach, a także sporo problemów organizacyjnych i nerwów z powodu słabej organizacji i biurokracji.

  • il’ka

    O ile zgodzę się ze stwierdzeniem, że musisz się czymś wyróżniać, żeby być zajebistym i papier z wyższej szkoły lansu i bounce’u na pracodawcy może nie zrobić wrażenia o tyle nie zgodzę się ze stwierdzeniem, że nie warto iść na studia. Studia poszerzają Twój światopogląd, uczą nie tylko teoretycznych podstaw przyszłego zawodu, ale również szeregu innych umiejętności, nie związanych stricte z nim. Zgodzę się z tym, że uczysz się też masy bzdur, które do niczego Ci się w życiu nie przydadzą, fakt. Ale tu akurat wina naszego systemu szkolnictwa.
    Większość ludzi wyjeżdża ze swojego rodzinnego miasta, żeby studiować- jest to również lekcja życia, której studiujące w swoim mieście osoby nie zaznają. Nie zgodzę się z Tobą Haniu, że studia to strata czasu bo nie masz juz 15 lat i z tego co piszesz wywynioskowałam, że czas już się ustatkować. Błagam Cię- mając 19 lat? No z tym się nie zgodzę, bo kiedy szaleć jeśli nie właśnie mając 20 lat. Pracować i tak będziemy do 67 lat. Ja już dawno jestem po studiach i to był zajebisty okres w moim życiu i nigdy bym z tego nie zrezygnowała. I mam dzięki temu zawód, którego bez papierka nie mogłabym wykonywać.

    • „Kiedy szaleć jeśli nie właśnie mając 20 lat?”
      Wow, poszłam na studia. Ale jestem szalona.

      • il’ka

        No tak.. Może dla Ciebie pójście na studia ograniczyło Twoje życie, skoro nie zrozumiałaś mojej wypowiedzi. Wiesz, studia to także ludzie, to spotkania, to również teatr, szalone wypady ze znajomymi, balowanie do rana, a gdy trzeba- zakuwanie do rana. Nie wiem jak to było u Ciebie, ale myślę sobie, że najwidoczniej sporo Cię musiało ominąć.

        • A to bez studiów nie ma ludzi, spotkań, teatru, wypadów ze znajomymi i balowania do rana (a kiedy trzeba: pracy do rana)?

          • il’ka

            Spójrz na moją poprzednią wypowiedź, napisałam o tym.

  • Warto tylko jeżeli jesteśmy w stu procentach pewni, że dany kierunek otworzy nam drogę do super-hiper-duper-megawymarzonej przyszłości. W innym przypadku lepiej iść do pracy albo spakować plecak i przez rok podróżować po świecie, zanim nie wpadnie nam do główki co chcemy robić (w Polsce mało kto robi sobie gap-year; niestety). Fajnie też byłoby wspomnieć Haniu o tym, że w trakcie studiów na wielu kierunkach w naszym kraju, zniechęcająca może być masa teorii, podczas gdy za granicą większy nacisk kładzie się na praktyczne wykorzystanie wiedzy ;)

    Sama studiowałam dwa miesiące filologię angielską i rzuciłam w trzy diabły. Tłumaczeniami mogłabym się i zajmować bez tego. A jak na razie całkiem nieźle radzę sobie bez jakiegokolwiek papierka na rynku pracy i specjalnie narzekać nie mogę – wszystko zresztą jest plastyczne i jeżeli coś jest nie tak, to staram się to popchnąć w lepszym kierunku i nad tym pracować.

    Swoją drogą nieodmiennie śmieszy mnie płacz magistrów, którzy przez całe studia nie zdobywali żadnego doświadczenia, a potem snują niezliczone poematy o tym, że „po ich kierunku nie ma pracy”. Praca jest wszędzie, trzeba tylko ruszyć tyłek i potrafić się sprzedać. Ale to tak na marginesie, bo zaczynam odbiegać od tematu ;)

    • Ale nigdy nie możemy być pewni, że dany kierunek da nam cokolwiek. Wiesz dlaczego? Bo, uwaga uwaga, odkrywam Amerykę – nie znamy przyszłości.
      Dlatego sądzę, że warto studiować wtedy, kiedy wiemy, że coś nas interesuje, jara nas, widzimy się w tym w przyszłości, albo po prostu zawód, który chcemy wykonywać wymaga papierka, bo nie da się inaczej (lekarz, prawnik, te sprawy).

      To nie tak, że praca jest wszędzie, ale ten, kto umie zrobić z siebie produkt, markę, coś ciekawego, sprzedać się – pracę wszędzie dostanie.

  • Ja na studia szedłem, żeby nie iść do wojska. Poza tym to były inne czasy. Dziś poboru nie ma, więc po co się męczyć?
    Najlepsze, co chyba można zrobić, to pójść na studia, poznać świetnych ludzi, zdobyć niezbędną wiedzę, a potem ich nie ukończyć. Oczywiście przy założeniu, że dyplom nie jest potrzebny do wykonywania zawodu ;)

  • Bartosz Łęcki

    Ja poszedłem na studia informatyczne z nadzieją że nauczą mnie programować (taaaaaaaaaak, można być tak bardzo naiwnym). Czy żałuje? Na pewno nie bo poznałem wielu fajnych ludzi i nauczyłem się bądź co bądź uczyć. No i w sumie jednak na tych studiach jest parę przedmiotów wartych uwagi.

    • Nie no, jasne, że na studiach człowiek poznaje często super ludzi, uczy się uczyć i… cwaniakować. :) Zawsze jest też coś ciekawego, ale wiesz, patrząc na swoje życie z boku, 5 lat można wykorzystać na tyyle fajnych sposobów, że zrywanie się na nudne wykłady z rana nie zawsze jest najlepszym rozwiązaniem.

      • Bartosz Łęcki

        U nas na UAMie wykłady nie są obowiązkowe na szczęście. No i nie koniecznie od razu 5 lat, niektórym wystarczy inżynier :P

  • Ja studiowałem 7 lat (musiałem dokładnie poznać materiał :), przepracowałem następne 7, żeby w końcu dojść do takich samych wniosków. Ech, ja ta młodzież dzisiaj szybko dorośleje i mądrzeje :D

  • Prowadzę bloga, bo to mnie kręci, pobudza do życia, ale nie daje pieniędzy…

    • Ok, a gdzie tu związek z tekstem?
      Odpowiem na zapas:

      Tak, można zarabiać na blogu.
      Tak, można na nim nie zarabiać.

  • Sporo wódki w tym wpisie jak na taką grzeczna dziewczynę, co ją ostatnio poznałem ;) Ale ogólnie jasny i klarowny coaching, płaciłbym!

  • Ja poszedłem na licencjat, ponieważ wydało mi się to coś ciekawego (sinologia) i takie się okazało. Dzięki tej decyzji umiem dogadać się po chińsku, byłem na 3 stypendiach (2x Chiny i 1x Tajwan) i zrozumiałem co chcę robić. To nie jest chiński i przez to mgr nie skończyłem, ale nie żałuję że go zacząłem, ani tym bardziej tego, że poszedłem na lic.

  • Warto…nie warto… warto… nie warto… Kiedyś po prostu studiowało się to, co było dla nas interesujące i ciekawe. Nikt nie traktował tego w kategoriach, że już w wieku 20 lat zdecydowanie musisz koniecznie wiedzieć na 100 procent, kim będziesz, bo jak nie, to jesteś z góry przegrany. Teraz czasy się zmieniły i tego właśnie świat wymaga. Inna sprawa, że nie wiem, czemu studiowanie dla niektórych jest synonimem chlania. Może na dziennych na niektórych uczelniach faktycznie tylko chleją, nie wiem, ale w każdym razie nie jest to regułą.

  • Jestem w drugiej klasie liceum. Klasa humanistyczna, bo tak chciałam. Od dzieciaka uczę się angielskiego w prywatnych szkołach, zdałam egzamin, język znam, od roku planuję po studiach wyjechać za granicę. Ostatnio doszłam, jednak, do takiej konkluzji, że po co studiować w Polsce i wyjechać, skoro można studiować (z o wiele lepszym rezultatem) w Wielkiej Brytanii. Mam jeszcze trochę czasu na zastanowienie się, lecz uważam, że papier to papier. Warto go mieć, bo nie wiadomo, co nas w życiu czeka :)

    • Dobrze brzmi, powodzenia, trzymam kciuki! :)

      Jasne, że papier to papier, ale idąc tym tropem warto robić papiery na wszystko, a na to może nam nie starczyć życia.

      • Dzięki :)
        Z tym „na wszystko” nie przesadzajmy, ale jeśli jest jakiś kierunek, który względnie nas interesuje, a na dalszych etapach życia taki dyplom może się przydać, to why not.

  • Gdybym dzisiaj, z całym swoim doświadczeniem, miała jeszcze raz podejmować decyzję o tym, co zrobić po zakończeniu szkoły średniej, myślę, że nie poszłabym na studia, tylko pojechała w piździec. Dwa lata temu miałam przyjemność spędzić dwa miesiące na wolontariacie europejskim w Bułgarii i była to jedna z najlepszych przygód mojego życia. Gdybym miała znowu 19 lat, to właśnie taką opcję bym wybrała, tylko, że na cały rok. I zdobywa się fajne doświadczenie i podróżuje, i poznaje nowych, świetnych ludzi. A co najlepsze, praktycznie za darmo.

    Swoje studia zakończyłam na licencjacie. Studiując zaocznie miałam większy wpływ na swój własny rozwój, szkoda mi było czasu i pieniędzy, by kolejne dwa lata siedzieć na uczelni.

  • Ciężko jest jednoznacznie ocenić czy lepiej iść na studia czy lepiej na nie nie iść. Z jednej strony ważniejsze jest doświadczenie w branży, ale również papierek. Niestety ale częściej najpierw patrzy się na papier, a później na doświadczenie i umiejętności, kompetencje.

    • Ojj, nie zgodzę się chyba. Raczej szłabym w kierunku stawiania na to, że doświadczenie jest ważniejsze.

      • Wiele jest czynników. I niestety głównym jest ta nieszczęsna branża. W niektórych po prostu nie da się nie mieć papierka, bo do pracy nie przyjmą.

        • Dodam jeszcze, że doświadczenie jest ważne ale czasem bez papierka się go nie zdobędzie :)

  • Adam

    Jako maturzysta który boi się, że jutro nie zda ustnego polskiego [„starego”], powiem jedno:
    Nie wiem co ze sobą później zrobić. Myślę o studiach informatycznych, bo nie widzę innej opcji dla siebie.
    Nie mam 10 000 zł na papierki potrzebne by zostać kierowcą ciągnika kołowego. :C

  • blowzy

    Jako tegoroczna maturzystka, w przyszłym miesiącu będę próbowała dostać się na Akademię Sztuk Pięknych – nie, żebym się tym pasjonowała jakoś szczególnie, ale życie rzuciło mnie do Liceum Plastycznego, no i jakoś tak wyszło, że do innych studiów nadaję się jeszcze mniej. Swój ‚dream job’ odkryłam już dawno – muzyka. I jakkolwiek głupio to brzmi, granie jest tym, co chcę w życiu robić. Dlatego boli mnie, bo już dzisiaj wiem, że na studiach prawdopodobnie będę się męczyć – ale też nie mogę z nich zrezygnować, przynajmniej na pierwszym roku – są dla mnie jedyną przepustką do życia w Większym Mieście, w którym mam szansę swój zespół rozwinąć.
    Pojebane to wszystko, nie?

    • Wyprowadzasz się do większego miasta, idziesz do losowej roboty (byleby dawała pieniądze), masz na mieszkanie, resztę ładujesz w pasję, zakładasz zespół. Jednak taka opcja jak dla mnie brzmi logiczniej, niż iść na studia, które ani trochę nie porywają.

      • Właśnie coś w tym stylu miałam pisać. Powodzenia Blowzy! :)

  • majkie

    Znajoma zdała pielęgniarstwo na Akademii Polonijnej i od ręki dostała pracę w Norwegii , oprócz tego kierunki techniczne bez papierka ani rusz . W korporacji też ciężko dostać pracę bez studiów , są dość duże koszty rekrutacji , a jak wysiedziałeś kilka lat na jednej uczelni to etat jest jak znalzł

    • Skąd masz te dane? ;) Ja pracowałam w korporacji bez żadnego papierka, wcale nie było ciężko. Bardziej wartościowe są umiejętności i doświadczenie, co komu po dyplomie. A samo „wysiedzenie na uczelni” niczego nie zapewnia, przynajmniej tak mówią statystyki.
      Dnia 03.09.2016 o godz. 17:59 Disqus napisał(a):

      • Marcin

        Hania wystarczy przejrzeć oferty pracy za granicą i propozycję płac, no nie okłamujmy się pielęgniarką bez papierka nie zostaniesz, jak uważasz? Z ciekawości jaką funkcję Haniu wykonywałaś w tej swojej korporacji?

        Kolega też trochę w skrajność z tym etatem popada, a gdzie wolność, własna firma i praca dla samego siebie!?

        • A czytałeś tekst, który komentujesz? Jest taki akapit „kiedy warto?” i tam napisałam o zawodach, które wymagają papierka.

  • fober

    To zależy. Jeśli idziesz na studia dla wydłużenia młodości i jakiegoś tam papierka, to popełniasz wielki błąd, bo stracisz lata, które możesz wykorzystać znacznie lepiej. Ale jeśli masz jakieś konkretne zainteresowania, widzisz się w danym kierunku, to pewnie że warto. Przede wszystkim pamiętajcie o tym, że studia mogą rozwijać zawodowo. Jestem od kilku miesięcy na dietetyce w Szkole Mydłowskiej. Wiecie ile czasu poświęciłam na szukanie odpowiedniego miejsca? No właśnie… Znaczenie ma kadra, program i dokładnie na to każdy powinien zwracać uwagę, jeśli traktujcie studia na poważnie.

  • Pingback: Czas mieć ułożone życie – hania.es()

Przeczytaj poprzedni wpis:
TAK zajawa zlogo
KOMIKSES #4

Robienie sobie selfies weszło do naszej codzienności. Wszystko jest okej, ale zaczyna się robić źle kiedy dostajesz powiadomienie na Facebooku, że...

Zamknij