LUDZIE MOTYWACJA WYOBRAŹNIA

Czas mieć ułożone życie

facet zamyslony


Nie wiem czy zdążyliście zauważyć (mogliście nie znaleźć chwili), ale przyszło nam żyć w czasach nieustającego pośpiechu. A najbardziej przerażający w tym wszystkim jest fakt, że nie mamy kiedy popełniać błędów.

Mając 12 lat trzeba wybrać gimnazjum i profil klasy. Mając 15 – liceum i przedmioty rozszerzone, z których będziemy przygotowywani do egzaminu dojrzałości – a więc w zasadzie czas się określić, z czego piszemy za trzy lata. W wieku 18 lat musimy podpisać deklaracje maturalne. No i wybrać, czy i na jakie idziemy studia. (A wcześniej zastanowić się, czy w ogóle warto iść na studia?)

Nacisk. Już. Szybko.

Kończysz 18 lat i masz wiedzieć, co będziesz robić za 20. Jeszcze niezły z Ciebie gówniarz, a już przecież wymagają od Ciebie – masz mieć ułożone życie. Nie ma czasu do stracenia, no nie ma kiedy się mylić! No, no, decyzja, teraz, dawaj.

Presja. Czas. Stres.

Zegarek tyka. Godziny lecą. Lata uciekają.

Szybko!

koles mysli

A może po pierwszym roku studiów stwierdzisz, że jednak gdzieś coś nie poszło, że to był błąd i ten kierunek nie jest dla Ciebie? Okej, więc zdecydujesz się go zmienić… ach, tak – nie masz potrzebnej matury na ten, na który Cię teraz ciągnie. Dlaczego jej nie masz? Bo w wieku 15 lat wydawało Ci się, że będzie fajnie i podjąłeś decyzję o profilu w średniej.

Teraz już nie ma czasu na zmiany, nie ma co szukać szczęścia i pukać do różnych drzwi, bo ten błąd będzie Cię kosztował kolejny rok nauki w domu, maturę, rekrutację… wiesz co Ci powie na to świat? Wiesz, jaki da Ci wyrok? Dwa lata w plecy. Stracone. Zmarnowane.

Do śmieci.

Wiesz ile to jest dwa lata? To jakieś dwie osiemdziesiąte Twojego życia. Jedna czterdziesta. W bombonierce jest czterdzieści czekoladek. To tak, jakby ktoś Ci jedną wziął i zajebał. Chciałeś karmelową? Spierdalaj, zjedzona! Akurat ta, bo co. Tak przedstawi Ci tę sytuację społeczeństwo. Takiego feedbacku możesz się spodziewać.

Tragedia.

Nie nie, nie, że przez ten czas się czegoś nauczysz. Nie, że doświadczenie, momenty, szczęście, nauka, przyjaciele, wyjazdy, podróże, życie. Nie nie, świat splunie Ci w twarz i powie – ludzie w Twoim wieku są już po drugim roku studiów. Mają więcej. A Ty? Stracone siedemset trzydzieści dni. Przejebane. Jesteś w tyle. Przegrana.

morze

A może masz trzydzieści pięć lat i tkwisz w nieszczęśliwym związku? Co teraz? Przecież jak to tak, rozstać się. Jak to, Ty teraz z rozwodem na koncie? No ej, w tym wieku to już czas mieć ułożone życie. Stabilizacja, dzieci, przyszłość, te sprawy. Rówieśnicy tak nie robią, to niepoważne, w tym wieku znowu bez nikogo? Głupio, no i tyle lat stracone. Nie nie, nie ma czasu na takie pomyłki. Takie cyrki to można było odstawiać w liceum, teraz trudno, za późno.

Nie ma kiedy się mylić.

Bo rynek, bo potrzeba młodych, a ludzie w naszym wieku zapierdalają. Bo musi wychodzić od razu, za pierwszym razem – czy to z maturą, ślubem, studiami czy firmą. Inni dają przecież radę.

Oni tak samo nie mają czasu na pomyłki i albo ich nie doświadczają, albo je ignorują. Nieważne, sprawa jest taka, że oni pędzą! Dalej, do przodu. Szybko. Podejmują decyzje i nakurwiają.

Towarzyszy nam nieustanne poczucie, że wszyscy teraz robią wszystko.

A Ty?

A Ty być może nie wiesz. Może się wahasz. Boisz się podjąć decyzję, bo masz kilkanaście lat i całą swoją przyszłość w swoich młodych, niezapracowanych łapkach. Albo kilkadzieścia – i kredyt, dom i dzieci, ale robisz coś, czego nienawidzisz, więc nieśmiało myślisz o rzuceniu tego wszystkiego i rozpoczęciu od nowa. Ale przecież może się nie udać, co wtedy? Nie chcesz tej odpowiedzialności, bo boisz się, że sobie z nią nie poradzisz. Co jeśli popełnisz błąd? Nieodwracalny i bardzo kosztowny. Przecież nie możesz, nie stać Cię na niego, nie masz na to czasu!

Szybko.

Decyzja!

Masz dwanaście lat i podejmujesz pierwszą. Okej, ta jeszcze nie wpływa aż tak znacząco na Twoje życie, ale gdy masz piętnaście – tu już robi się poważniej. Jasne, nie przekreślasz wszystkiego, ale to ważny wybór. Dziewiętnastka – hardkor; no a potem jest tylko gorzej. Pójść do pracy, rzucić ją? Ślub, dziecko? Co z rozwodem? Błędne koło, znowu pomyłki, znowu wybory.

Uprzedzę Cię – już do końca życia społeczeństwo będzie Ci wmawiało, że każda zwłoka, każdy błąd, każde doświadczenie odstające od normy typu zmiana studiów, rok urlopu dziekańskiego, rozwód i wszystkie inne przeciąganie podjęcia decyzji to strata i marnotrawstwo. Bo czas już mieć ułożone życie, bo lata lecą, a konkurencja nie śpi.

ptaki

A ja Ci zdradzę pewną tajemnicę.

Nic nie zniszczy Ci życia bardziej niż przekonanie, że powinieneś mieć je już ułożone.

  • Świetny tekst, szczególnie że w tym momencie czuję się dokładnie tak samo. Ze wszyscy wymagają ode mnie poukładania sobie życia, zrobienia wszystkiego według schematu studia, potem magisterka, praca i tyrka 8h dziennie poniedziałek-piątek.

    PS Niestety, ten tekst dezaktualizuje się niemal w całości, gdy bierzesz kredyt na mieszkanie. Który – jeśli nie masz takowego w spadku, albo ktoś ci go nie kupi – i tak będziesz musiał(a) kiedyś wziąć.

    • Nikt nie musi brać kredytu. To kolejny mit po „musisz po studiach założyć rodzinę”

      • Jeśli nie spadnie Ci dobrych parę tysięcy z nieba, nie wygrasz w konkursie RMF, nie masz dzianych starych lub po prostu nie dostaniesz w spadku, to raczej marne są szanse na kupienie sobie mieszkania za gotówkę.

        To znaczy są, ale wcześniej na 99 procent trzeba sobie wcześniej „ułożyć życie” i harować jak wół.

        • Nie masz kasy – nie kupujesz.
          To chyba proste równanie.

          • Nie każdy chce całe życie wynajmować i być zdanym na łaskę wynajmującego. Zresztą wcale w końcowym rozrachunku nie wychodzi to korzystniej po tych trzydziestu latach.

          • Nie rozmawialiśmy o chceniu tylko o zwrocie „będziesz musiał”.
            Nie – nie będziesz musiał. Możesz sobie podróżować i żyć z dnia na dzień. Możesz zarobić na ten dom, o ile masz dobrą robotę albo pomysł na biznes. Nie. Nic nie musisz. Tak cię tylko nauczyli.

          • Mi bardziej chodziło o „będziesz musiał” jeśli faktycznie to mieszkanie/dom będziesz chciał mieć. Jasne, nie dla każdego jest to cel z gatunku „must have”.

            Dobra (lubiana!) robota / pomysł na biznes to ten 1 procent z któregoś z poprzednich komentarzy.

          • Czyli: wymyśliłeś sobie, że tak trzeba i uznałeś, że każdy tak musi. Aha. :)

          • Yyy nie.

            Chodziło mi o to, że sytuacja, gdzie ma się na sobie bardzo dużo odpowiedzialności, jak na przykład ten kredyt na mieszkanie na którym zaczepiła się dyskusja (czyli w domyśle też rodzina, dzieci), to nie można wszystkiego rzucić, żeby spełnić jakieś marzenie typu: hej, zawsze chciałem zostać wędkarzem. Mam w dupie to, że syn będzie do szkoły chodzić bez książek, plecaka i spodni, a dom zaraz zajmie komornik.

            Zmienienie swojego życia i podjęcie ryzyka w dowolnym momencie – okej, odwaga. Zrobienie tego, gdy już się ma te rzeczy, a przede wszystkim te osoby na głowie – to już będzie chyba egoizm. Czy nie?

          • A dlaczego kredyt to „w domyśle rodzina i dzieci”. To teraz banki nie tylko franki wciskają, ale jeszcze jakieś dziecko jako aneks do umowy?

          • Czo ten Michno, nie dość, że szybki, to jeszcze mądry.

          • Michno? Nie znam.
            #typowyMichno

        • Pieprzenie – po liceum wyjechałem na studia 600km od rodziców mając w plecaku dwie zmiany ubrań, garnitur i dwa słoiki bigosu. W wieku 23 lat zostałem ojcem, kiedy miałem 25 lat kupiliśmy mieszkanie za gotówkę. Zdążyłem się pobawić, postudiować i urządzić na przyszłość. Ale pierwsze pieniądze zarobiłem jakoś tak w wieku 14 lat.
          W jednym natomiast masz rację – bez zapierdalania do niczego nie dojdziesz.

          • Mam taką teorię, że wszystko dzięki temu bigosowi.

          • Gołąbki mają mi za złe, że o nich nie wspomniałem ;)

    • Mam mieszkanie na kredyt i co z tego? Tekst o wyborach życiowych jest nadal aktualny.

  • Amen. Bierzcie przykład ze mnie. Nie mam kredytu, mieszkania na własność, prawa jazdy, męża, dzieci, ostatnio nawet pechowo jestem na bezrobociu. Po zrobieniu licencjata zrobiłam sobie przerwę w nauce, bo nie pociągała mnie już ani sinologia, ani anglistyka, ani anatomia. I wiecie co? Żyję. Daję sobie czas na podejmowanie tych wszystkich decyzji, które powinnam podjąć szybko i od razu.

    • Jak tak analizuję komentarze, to stali czytelnicy są najmądrzejsi. Dumnam. *łezka*

  • Adam Niedbała

    Cholernie celne.

    Kończąc gimnazjum wiedziałem co chcę robić i robię to już 11 lat. Jestem w mniejszości, rzadko ma się takiego farta. Nie ma się co spieszyć, jeśli nie ułożysz sobie życia teraz to ułożysz je później, a jeśli umrzesz z niepoukładanym życiem, to przynajmniej powiesz sobie „było fajnie”. Poza tym *nie-mów-mi-jak-mam-żyć*.

    • W mega mniejszości; to super, że wiedziałeś!
      Poza tym *i-tak-wiem-że-tego-chcesz*

      • Adam Niedbała

        *ale-to-nie-było-skierowane-do-Ciebie-tylko-do-społeczeństwa* :(

  • Oskar Krekora

    Kurwa jaki dobry tekst.

  • Viva la ignorancia!

  • Kama Kam

    Dobrze, że mam tak bardzo wyłożone na innych, rzuciłam studia zaoczne po dwóch latach, bo nie chciałam być inżynierem, tak jak wszyscy w rodzinie na to napierali. Jestem dwa lata w plecy, ale jestem w końcu na studiach, na których chciałam być i wstając o 6:45 w sobotę czy niedzielę, jestem szczęśliwa, bo robię to, co lubię. Zmieniłam pracę bo szef traktował mnie jak ścierwo. Przy każdej z tych sytuacji wszyscy dookoła mnie oceniali, a ja wiedziałam że nikt tego życia za mnie nie przeżyje. Dlatego wiem, że jestem w miejscy w którym jestem tylko dzięki samej sobie, a to co ludzie gadają mam tam gdzie plecy kończą swoją szanowną nazwę. Gadać i tak będą. Ja robię swoje. Mam ułożone życie ale dla mnie samej, nie pod publikę.

    • „Nikt tego życia za mnie nie przeżyje” to jedna z ważniejszych konkluzji życiowych, która teoretycznie jest ogólnie wiadoma, a tak naprawdę ludzie nie ogarniają.

  • trafilas w sedno mojej ostatniej rozmowy z matka … to juz czas na dziecko ;)

    • No wiadomo, a co Ty myślałaś?! Już czas! Szybko, szybko!

  • I oczywiście do układania naszego życia pierwsi są ci, których ono zupełnie nie dotyczy. Wpierniczają się w nie swoje, mówią: „róbcie tak i tak, powinniście już mieć dzieciaka, no bo sąsiedzi/koleżanki/ kuzynka z pięćsetnej wody po kisielu ma, a wy czekacie”. Moje życie, moje decyzje i póki co wychodzę na tym idealnie. :)

  • Hmm… tak sobie pomyślałem – zajebiste byłyby w życiu ‚sejwy’ :)

    • I te przyciski – play, stop, pauza, do przodu i do tyłu. Jak na playerach.

      • hehe, nie znam osoby, która o tym nie marzyła :)

        • Joi

          Genialne byłoby móc przewinąć sobie życie wstecz – żeby zobaczyć, ile razy zbiegła nam się ścieżka z osobami, które teraz znamy. Może w najmniej oczekiwanym momencie już spotkaliśmy kogoś ważnego teraz, może dało się wiele lat wcześniej poznać wielkiego przyjaciela czy wroga.

  • pieceofsimplicity

    Ja tam całe życie popełniam błędy i wcale niekoniecznie się na nich uczę :) A tak poważnie to naprawdę jestem nieziemsko wdzięczna moim rodzicom, którzy od zawsze mówili mi że nigdy nie jest za późno żeby coś zmienić (nawet jeśli zmianie miałoby ulec wszystko), a także że nie ma czegoś takiego jak „stracone 2 lata” – widocznie te 2 lata były nam do czegoś potrzebne, tylko musimy zrozumieć do czego konkretnie – może mieliśmy się czegoś nauczyć, a może coś przemyśleć.

  • Darek

    „Wiesz ile to jest dwa lata? To jakieś dwie osiemdziesiąte Twojego życia. Jedna czterdziesta. W bombonierce jest czterdzieści czekoladek. To tak, jakby ktoś Ci jedną wziął i zajebał. Chciałeś karmelową? Spierdalaj, zjedzona!”

    Genialnie napisane. Akurat piłem wodę i mało brakło a bym opluł ze śmiechu monitor ;)

  • Jak myśląc o zmianach bierzesz pod uwagę zdanie społeczeństwa to znaczy, że tak bardzo ci na tych zmianach nie zależy. W wieku 24 lat poszłam na nowe studia. Dzienne i równie nieprzydatne jak pierwsze, których jeszcze nie miałam skończonych. W wieku 26 lat skończyłam wieloletni związek i chwilę później wzięłam ślub z facetem, którego prawie nie znałam. W wieku 30 lat rozwiodłam się i podjęłam jeszcze kilka innych radykalnych decyzji. W żadnej z tych sytuacji nie zastanawiałam się nawet przez sekundę, co o tym myśli społeczeństwo.

  • MADO

    Zgadzam się z ideą, że nikt nie może mi niczego kazać lub zabronić. Natomiast w kontekście życia generalnie, kompletnie nie zgadzam się z tekstem. Bo jest jedna rzecz którą muszę ( i musi każdy) – muszę mieć za co żyć. I to determinuje wiele innych rzeczy które powinnam zrobić (celowo nie używam slowa muszę), czyli dobrze się wykształcić żeby mieć pracę żeby mieć za co żyć. Oczywiście mogę się z tym wszystkim nie spieszyć, ale co wtedy ? Powiedzmy że będę studiować 4 lata jeden kierunek a potem go sobie zmienię bo mi nie pasuje, nikt mi tego nie zabroni studiować nawet 10 lat, ale konsekwencja takiej decyzji spada na mnie – musi być mnie na to stać, bo muszę przez te lata za coś żyć. Mogę zmieniac pracę za każdym razem gdy mi coś nie pasuje, ale biorąc pod uwagę ryzyko z tym związane muszę mieć zabezpieczenie finansowe. ITD ITP. Ok można popełniać błędy – ale chyba nie ciągle? Kiedyś powinno się to zycie ułożyć, bo inaczej jest się nieodpowiedzialnym niebieskim ptakiem – chyba że komus taki styl pasuje.

    • Ale prezentujesz tu takie myślenie sprzed 30 lat, że bez studiów nie da się zarabiać.
      http://www.hania.es/czy-warto-isc-na-studia/

      • MADO

        Nieprawda, w miejsce studia wpisz sobie zdobywać wiedze, na czym chcesz zarabiać nie mając żadnej wiedzy?

        • Przecież możesz zdobywać wiedzę, pracować i zmieniać pracę, zmieniać rodzaj wiedzy, którą zdobywasz i tak dalej. Nie rozumiem problemu.

          • MADO

            Zmierzam do tego, żeby zdobywać poważną wiedzę, którą bez studiów ciężko zdobyć, nawet jeśli nie jest ona naszą pasją. Teraz każdy chciałby żyć z pasji i koniec końców mamy tysiące fotografów, tancerzy , specjalistów od mody, wizerunku, blogerów, pań robiących kolczyki, szyjących czapeczki dla dzieci, specjalistów od ciast, gotowania itd itp – statystycznie większość ledwo przędzie. Na 10 znajomych fotografów tylko jeden jest w stanie utzymać się na zadowalającym poziomie, na 10 tancerzy może jeden ma dobrze prosperująca szkołę tańca (bo rodzice doinwestowali), reszta ludzi próbujących żyć z pasji gniecie się po czterech w dwupokojowych mieszkankach, dorwie od czasu do czasu małe zlecenie i ledwo wiąże koniec z końcem. Życie z pasji to ideał, ale nie ma opcji żeby wszyscy mieli idealne życie. Dlatego trzeba sie uczyć, czegos co ma przyszłość, nawet jeśli to nas nie do końca interesuje.

          • MADO

            a pasja – jak najbardziej – po godzinach

          • Szczęście – po godzinach. Wow, serio?

          • Właśnie takim myśleniem charakteryzują się ci, którzy nigdy nie są zadowoleni ze swojego życia. Serio, w moim prywatnym rankingu jesteś zniszczona. W sensie – ta dyskusja nie ma sensu, bo mamy inny punkt widzenia. Ja wiem, że mogę osiągnąć wszystko, jeśli tylko zechcę, Ty sama postawiłaś sobie ograniczenia.

          • Kama Kam

            „Ja wiem, że mogę osiągnąć wszystko, jeśli tylko zechcę, Ty sama postawiłaś sobie ograniczenia.”

            Chapeau Bas!

          • MADO

            Ale moje życie mnie mega satysfakcjonuje. Po skończonych studiach które wcale nie były szczytem moich marzen a zostały wybrane z rozsądku jestem rozrywanym na calym świecie specjalistą. To co robię zawodowo nie jest moją pasją, ale osiągam w tym sukcesy bo mam ambicje aby we wszystkim co robię być najlepszym i nie odpuszczam. Osiągam wszystko czego chcę a dodatkowo mam pasję w której napieram do przodu i się mega realizuję. I wcale się nie ograniczam i nie unikam ryzyka. Życie osobiste nie wyszło – kończę i zaczynam na nowo mimo że rozwalenie rodziny dużo kosztuje a startownie od zera w tym temacie to największe wyzwanie jakie mnie do tej pory w życiu spotkało.
            Masz tu Haniu kilku czytelników i prawie wszyscy pieją z zachwytu na Twoje teorie, dlaczego jak pojawia się ktoś z innym punktem widzenia to ucinasz dyskusję i wrzucasz do worka ludzi zniszczonych. Jesteś zamknięta na inne spojrzenie na świat niż Twoje własne ? – znaczy stawiasz sobie ograniczenia.

          • No super, cieszę się, jeśli Ci się podoba robienie tego, co nie jest Twoją pasją – okej. Dla mnie to byłby synonim nieszczęścia.
            Mam tu kilku (:D) czytelników, jak się zgadzają to super, a jak nie – to zastanawiam się nad ich punktem widzenia. Twój po prostu jest ograniczony i głupi, bo to myślenie typowego człowieka, który chce być przeciętny. Piszę bloga dla ludzi, którzy mają aspiracje na więcej, którzy chcą przebić się wyżej, wyjść z szarej masy. Przeciętni ludzie mnie nie interesują, bo są ograniczeni. Po prostu. ;)

          • MADO

            Jesteś niekonsekwentna, jakoś nad moim pkt widzenia się nie zastanawiasz, tylko mnie za niego obrażasz. Mimo robienia czegoś co nie jest moją pasją – robię to na tyle dobrze że osiągam sukces, a osiągając sukces wychodzę z szarej masy i jestem dowodem na posiadanie wyższych aspiracji.
            Dla mnie pisanie bloga o sprawach mało odkrywczych, nawet z sukcesem (choć jeśli miarą tego sukcesu jest ilość czytelników w przedziale 19-24 – to jest to póki co ograniczony sukces) to nie są jakieś aspiracje godne podziwu. To pójście na latwiznę. Byłabys dla mnie dużo bardziej wyjątkowa gdybys skończyła z sukcesem swoje studia i odnalazła się zawodowo w tym temacie, bo tą mechaniką naprawdę mi imponujesz.

          • Oesu, czytaj ze zrozumieniem – „No super, cieszę się, jeśli Ci się podoba robienie tego, co nie jest Twoją pasją – okej.”. Może dla Ciebie to jest coś fajnego, dla mnie w ogóle nie. Tak samo dla Ciebie pisanie bloga jest małą aspiracją, dla kogoś innego może być wielką.
            I widzisz – ja nie chcę być dla Ciebie wyjątkowa. Chcę móc spojrzeć w lustro i powiedzieć sobie, że dobrze mi się żyje, robię to, co kocham i jestem w tym dobra.
            Mamy inne definicje słowa sukces, cóż. ;) Dla mnie bycie dobrym mechanikiem nie jest wyżej niż bycie dobrym blogerem, serio. Ważne jest to, co chcę osiągnąć, bo mogę wszystko. Pytanie tylko co wybieram.

          • MAD

            Apropos mojego punktu widzenia, Twoje słowa : „Twój po prostu jest ograniczony i głupi, bo to myślenie typowego człowieka, który chce być przeciętny” – niby czego tu nie rozumiem?, to nie jest obrażanie ?

          • aniamerlin

            „Sukces, to robienie tego, co chcesz robić, kiedy chcesz, gdzie chcesz, z kim chcesz, tak długo, jak tylko chcesz.” – Anthony Robbins

            Dla mnie to jest sukces. Sukces w jakiejś dziedzinie, która mnie mao interesuje (np. taki przykład: Piszę licencjat na pewien temat, który w jakimś tam stopniu mnie interesuje, ale w życiu nie chciałabym na to poświęcićcałego zycia, napiszę to, zaliczę na najwyższą ocene, to jest sukces, ale tylko punktowy, taki wiesz, punkcik w życiu, że powiem no łał udało się. Ale nie mój życiowy, bo trwałej satysfakcji mi to nie daje. Pozdrawiam ;)

          • Po pierwsze dzisiaj łatwiej niż kiedykolwiek wcześniej jest zdobyć wiedzę bez studiów. Wolałabym mieszkać w 4 osoby w 2-pokojowym mieszkaniu i żyć z tego, co jest moją pasją, niż mieszkać w apartamencie i śmiertelnie nudzić się w pracy.

            Pracuję w branży, która podobno od lat upada, jest bez przyszłości i pracy w niej nie ma, a już na pewno nie za duże pieniądze. Poświęciłam czas na drugie studia, które absolutnie nie dawały gwarancji zatrudnienia, a raczej były typową „fabryką bezrobotnych”. Nauczyłam się niepopularnego języka, który wszyscy mi odradzali. Nadal nie mam apartamentu, ale jestem szczęśliwa. A wiem, że nie byłabym szczęsliwa kosząc 10 tysięcy na rekę w jakiejś korporacji za pracę w biurze.

          • To jest baaardzo dobry komentarz. Dzięki!

          • aniamerlin

            Tak tylko sobie pozwolę przelotem dopisać komenta…. wiesz czemu tak jest, że nie wszyscy tancerze itd. nie osiągają identycznego sukcesu? Bo nie każdego stać na walkę o najlepszą pozycje, nie każdy ma w sobie tyle determinacji. Życie to dżungla – wygrywa najsilniejszy. Można żyć z pasji, ale nie wystarczy chcieć i talent, trzeba zapierdalać i pokazać życiu gdzie jest jego miejsce.

  • Kurczę, mam 26 lat (i 11 miesięcy z kawałkiem) i czasem też wydaje mi się, że fajnie byłoby mieć już ułożone życie. Znajomi pożenieni, dzieci już są lub w drodze i patrzę na kredyty. Normalnie dorosłość, cholera jasna pełną gębą!
    Jednak cieszę się z tego, że myśl o ułożeniu sobie życia szybko mi mija. Znaczy układam je sobie, ale według mojego planu, a nie planu społeczeństwa. I jak się nic nie spierdzieli to może za 2-3 miesiące będę je miał tak ułożone, że mucha nie siada ;)

  • Pingback: Blue Coaster33()

  • Pingback: watch movies online free()

  • Pingback: streaming movies()

  • Sandra

    jak czytam Twoje komentarze to w pewnym sensie utożsamiam się z Tobą poznaje nowy punkt widzenia i uczę się nowych rzeczy. Może napisałabyś wpis o zazdrości… Wiele kobiet się z nią zmaga a jeszcze więcej nie wie jak sobie z nią radzić. Mam na myśli zazdrość w związku.

    • Mam tak samo.
      PS tekst o zazdrości? Podbijam!

  • dobrymjud

    Ja wciąż nie mogę uwierzyć, jakim jestem szczęściarzem, kiedy poszłam na studia nie będąc pewną, czy to jest to. Moi znajomi – wszyscy byli pewni. Oni po maksymalnie roku zerezygnowali, podobno niektórzy zostali i narzekają, że #życietakiezłe. A ja, pach, okazało się, że to jest to. Studia, których nie byłam pewna rozwinęły moje zainteresowania, dały szersze perspektywy, sprawiły, że poznałam masę cudownych i inspirujących ludzi, ale też stworzyły takie okazje, o których wcześniej nawet nie myślałam. Cieszę się jak glupia, bo patrząc na moich znajomych z liceum czuję się,jakbym wygrała los na loterii – perspektywa dalszej pracy mnie nie demotywuje, a tylko napędza do działania, bo wiem, że to jest coś, co lubię robić. No kurczę. Pamiętam, jaka zła byłam w wieku tych 15 lat wybierając profil liceum, bo nie miałam pojęcia, co chcę robić w przyszłości. I jak nic dziękuję tej 15-letniej, leniwej mnie, która poszła na mat-fiz, bo „nie trzeba się nic uczyć na pamięć, wystarczy zrozumieć” ;) tej 18-letniej, która zdawała rozszerzenie z polskiego, bo w klasie mieliśmy konkurs „kto napisze więcej matur” też dziękuję. Już się chyba przyzwyczaiłam, że przypadek jest moim najlepszym doradcą :)
    #borzeiletekstu #omgcozaprywata #pmsjaknic

    • dobrymjud

      Pach, oczywiście zapomniałam do czego zmierzałam i co chciałam napisać na początku. To ten. Nie kumam jak można budzić się i mieć świadomość, że robi się coś, co nas męczy i nie chcieć tego zmienić. No japierdolę.

  • Agnieszka Piątkowska

    To jest cholerny problem… Nie mam pojęcia co ze sobą zrobić, nie wiem co chcę robić, jak, gdzie i jak się za to wszystko zabrać…

  • blowzy

    wybacz mi caps locka, ale W KOŃCU KTOŚ TO POWIEDZIAŁ NA GŁOS.

  • Daria

    Mam prawie 21 lat. Od razu po maturze nie dostałam się na kierunki, które chciałam. Więc poszłam na cokolwiek, byle pójść. Trafiło na filozofię. Wytrzymałam 2 miesiące i zrezygnowałam. Przez wiele miesięcy siedziałam w domu, czytałam dla siebie, blogowałam, co przyniosło mi masę radości. Potem znów – od października poszłam na studia. Tym razem bardziej przemyślane. Filologia polska, specjalizacja dziennikarska. Długo byłam zajarana. Kochałam to, co robię, rzadko zdarzało się, że musiałam coś poprawić. Ze wszystkich ćwiczeń razem miałam średnią 4,7. Przyszła sesja, w niej 5 kół. Zajebałam je wszystkie. Pojawiła się pierwsza myśl: jesteś głupia, odejdź. Powiedziałam sobie: nie, kurwa, nie odejdę, zaprę się, zdam i będzie pięknie. Zdałam cztery z kół, bo jedną poprawkę miałam mieć w następnej sesji. Zaczął się drugi semestr. Na drugim semestrze stwierdziłam, kurwa, że to chyba nie jest to. Że owszem, ja kocham zajęcia specjalizacyjne. Że tak, uwielbiam przedmioty językoznawcze. Ale nienawidzę literaturoznawczych. I nie czytam na nie nic prócz opracowań, bo gdybym miała czytać lektury, to by mi moja miłość do czytania się rozwiała, a sobie ją cenię, bo trzyma mnie przy życiu. Poza tym, c’mon, zaczęłam myśleć i widzieć. Dostrzegam już teraz, że ludzie, którzy na co dzień na zajęcia nie chodzą, przyjdą sobie na konsultacje raz czy dwa pod koniec semestru i mają wyniki niewiele gorsze od tych, którzy zapierdalają jak dzikie osły. Widzę, że mam na kierunku idiotów, którym wciśniesz wszystko. Zdaję sobie sprawę, że wielu wykładowców ma wyjebane. Że się cieszą jak przyjdziemy nieprzygotowani na ćwiczenia. Mało jest tych, którzy nas z sali wypierdolą z masą karnych zadań domowych na następne zajęcia. Wkurwia mnie to. Chcę odejść. Oczywiście w domu chryja. Bo słomiany zapał. Bo jak to, w pierwszym semestrze było w porządku. Bo raz już odeszłam. Bo jestem niepełnosprawna, gdzie indziej mam iść w związku z tym i z maturą zdaną nie na jakimś super poziomie? I ja się zgodziłam przebrnąć przez to gówno. Ale żałuję. I jednak będę się starać stąd wycofać. Bo, kurwa, życie nie jest po to, żeby się męczyć. Przez jakieś 3 ostatnie miesiące chodziłam na uczelnię na niektóre zajęcia z radością. Chodziłam też dla ludzi, bo z niektórymi naprawdę się zżyłam. Ale ile tak można? Ale oczywiście moje podejście jest podobno złe.
    I tak, gryzie mnie w dupę to, że jak się zdecyduję teraz odejść, to będę miała drugi rok w plecy. Ale świadomość, że będzie mi lżej na duszy, mnie pociesza. Nie wiem co dalej. Nie mam planu B. Ale chyba zaryzykuję.

  • AJD

    Według mnie to trochę chore, że już w tak młodym wieku powinnyśmy decydować co robić przez resztę życia. A nawet jeśli nie to, to fakt, że tak trudno zmienić kierunek swojego życia.
    I tak naprawdę, chyba nie da się mieć całego życia ułożonego :D

  • Pingback: Wszyscy wszystko, a ja nic - hania.es()

  • Pingback: Gap year i powrót do nauki – hania.es()

Przeczytaj poprzedni wpis:
na ty
A ja nie lubię, jak ktoś do mnie pisze na „ty”

Mało kto w Internecie ma z tym problem, bo z jakiej racji miałby, a ja zwyczajnie nie lubię. Zawsze było...

Zamknij