DZIECI LUDZIE

Czy kupić chłopcu lalkę?

misiu


Chłopięce niebieskie, dziewczyńskie różowe. Dla chłopca auto, dla dziewczynki lalka. Krótkie włosy u chłopca, długi warkocz u dziewczynki. A co jeśli dziecko chce inaczej?

Ostatnio usłyszałam pod przedszkolem matkę „Pani mówiła, że znowu bawiłaś się pół dnia samochodem. No jak to tak, dziewczynka i samochód? Dlaczego mi to robisz, nie możesz być grzeczna?” i się załamałam. Nie róbcie tego dzieciom.

Mój trzyletni siostrzeniec ma długie włosy. I lalkę, którą uwielbia się bawić, więc dostał niedawno też ciemnoskórą do pary. Zawija sobie taką w chustę (pisałam, że wisiadła są straszne, ale chusty ok!), karmi, kładzie spać. Jak ma wybrać kredkę to najpierw bierze różową. Jak myślicie, kto ma z tym wszystkim największy problem?

On, jego mama czy społeczeństwo?

Tak, dobrze myślicie. Wszyscy dookoła, tylko nie sami zaangażowani. Bo jak to tak, bo przecież on musi wyglądać jak chłopiec, bo czym on się bawi, bo co kto pomyśli. To głupoty.

Wiecie co najgorszego może się stać jak chłopiec będzie się bawił lalkami? Może lubić dbać o dzieci, może być dobrym ojcem, może być empatyczny, może chcieć się opiekować innymi i pomagać. Tragedia, co?

Wiecie co najgorszego może się stać jak chłopiec będzie miał długie włosy? Nic. Albo dobra, mogą mu się wcinać w zamek od kurtki, to mój koszmar z dzieciństwa.

Wiecie co najgorszego może się stać jak chłopiec będzie wybierał różowe kredki? Nic. Zupełnie nic.

***

Niedawno prowadziłam zajęcia taneczne, między innymi z pięcioletnią dziewczynką, która miała dość krótko ścięte włosy i była ubrana w granatowe dresy i niebieską koszulkę z samochodem. Wiecie w czym była gorsza od innych dziewczynek w różowych spódniczkach, białych rajstopkach, baletkach i pięknych, małych koczkach na środku głów? Dokładnie w niczym.
I nie, nie piszcie mi o wykluczeniu społecznym w przedszkolu z powodu innej fryzury albo koloru ubrania, to paranoja. Dzieci może są ultraszczere, ale przy okazji są też ultratolerancyjne.

mamo, tato

Jeśli Twój syn marzy o lalce, ale nie dasz mu jej tylko dlatego, że nie wypada, bo przecież chłopcy nie bawią się lalkami, bo powinien składać modele, a nie myśleć o jakiejś Baby Born to jesteś chujowym rodzicem.
Jeśli Twoja córka chce bawić się samochodem sterowanym na pilota albo poczytać książeczkę z modelami samolotów, ale nie pozwalasz na to, bo to niedziewczęce i nieróżowe to jesteś chujowym rodzicem.

dlaczego?

Bo tylko chujowy rodzic zabroni dziecku czegoś takiego. Nie róbcie tego swoim pociechom, nie hamujcie ich zainteresowań, pasji, nie zabraniajcie wyglądać tak jak chcą, ubierać się w to, co im się podoba i rysować tymi kolorami, które lubią.

Po prostu nie bądźcie chujowi.

  • To nie wina przyjętych norm, że dziewczynka to lalka, a chłopczyk to samochód; to wina rodziców, którzy praktycznie nie mają z tym problemu, ale problem mają z tym, co powie otoczenie na to. Bo dorośli patrzą na opinię innych ludzi – społeczeństwa, które nijak wie, co jest dobre dla dziecka, a jeszcze mniej wie, gdy nie posiada własnego. Dlatego też często, ci którzy nie mają dziecka/dzieci, oceniają innych rodziców za zachowanie ich pociech.

    • No jasne, rodzice nie powinni się bać takich głupot jak „co ludzie powiedzą”. Powinni uczyć dzieci, że przejmowanie się takimi tekstami to świadome unieszczęśliwianie się na rzecz innych. A tego nie chcemy.

      Ale wcale nie jest tak, że nie wie się co jest dobre dla dziecka jeśli nie ma się własnego. Ja nie mam, a wszystko wiem. ;> No i jest mnóstwo rodziców, którzy mają dzieci, a nie mają zielonego pojęcia o tym, jak powinno się je wychowywać. To kwestia czego innego niż posiadania dzieci.

      • To fakt. Czasami aż się dziwię jak ludzie nie zdają sobie sprawy, że mają pod swoimi skrzydłami człowieka, że to ogromna odpowiedzialność i mogą zarówno spieprzyć mu życiowy start jak i sprawić, że wyjdzie spod ich skrzydeł ktoś, kto dostał od rodziców wszystko co tylko mogli mu dać. Miłość, poczucie bezpieczeństwa, pewność siebie i tak dalej.

        • Konrad Norowski

          Dlatego uważam że spora część ludzi którzy mają dzieci nie powinna ich mieć – po prostu nie zdają sobie sprawy z odpowiedzialności jaka na nich spada i jak wiele w życiu dziecka od nich zależy.

          • Trudat. Kiedyś napiszę o tym, kto nie powinien mieć dzieci. Wtedy wszyscy się na mnie poobrażają.

          • Konrad Norowski

            Chyba łatwiej napisać kto może a nie kto nie powinien.

          • Łetam łatwiej.

  • Popieram. Rodzice mają wielki wpływ na dzieciaki. Jak miałam 8 lat i powiedziałam, że chcę zostać pisarką tata kupił mi maszynę do pisania. Starą, niemiecką, na prąd. Tak, kiedyś maszyny do pisania podłączało się do prądu. Nie miała polskich znaków, ale mogłam na niej pisać opowiadania o króliczkach z lasu. Kiedy wspomniałam mamie, że chcę być aktorką palnęła, że z taką wadą zgryzu nigdy nie wystąpię w TV. Dziś mam blogaska i nie mam konta na YouTubie. Oskara już nie dostanę, zostaje napisanie bestselleru. Wniosek: Nigdy nie mów dzieciom, że czegoś nie będą mogły zrobić.

    • Tak, rodzice to dla dziecka herosi, wyznaczniki świata i bogowie. Posłuchają wszystkiego co powiedzą, trzeba o tym pamiętać i wykorzystać to w dobrą stronę, a nie tę złą.
      Ludzie nie zdają sobie z tego sprawy.

      • Czasami o tym po prostu zapominają. Jestem pewna, że moja mama nie chciała zabić moich marzeń. Wypsnęło jej się i tyle. Raczej nieświadomie. Tylko potem dziecko to pamięta. To jest najgorsze. Powiesz coś, nawet przypadkiem, dziecko to usłyszy i klops. Weź to potem odkręcaj. Ciężka sprawa to wychowywanie dzieci.

      • esbjorn

        Ale nie tylko rodzice. Dla mojej 7-letniej siostrzenicy ogromnym autorytetem jest (całe szczęście ogarnięta!) Pani nauczycielka: „nie zrobię inaczej, bo pani nie pozwalała” itp. Rodzice mogą i zazwyczaj są najważniejsi, ale wpływ otoczenia…może czasem to jest właśnie problemem.

        • Tak, na późniejszym etapie oczywiście włączają się inne autorytety, ale na początku to zawsze są rodzice i nigdy nie przestają nimi być (no, poza gimbazą, wiadomo). Czasem włączają się po drodze inne, tu trzeba zadbać o to, żeby właśnie były ogarnięte.

          • Konrad Norowski

            Słyszałem ostatnio, że jeśli nie podobają ci sie autorytety twojego dziecka, to warto poszukać błędów w sobie, bo często to z tobą jest coś nie tak, i dziecko przez ciebie dobiera sobie złe autorytety.

  • Konrad Norowski

    Serio dziewczynka bawiąca się samochodem jest niegrzeczna? Muj borze.

    Dzieciaki potrafią być bezpardonowo okrutne w swej szczerości i zachowaniu, bo nie znają jeszcze norm społecznych. Ciekawe to z tą tolerancyjnością jest, zaobserwowałaś coś takiego?
    Niemniej ograniczanie dziecku możliwości rozwoju w ten sposób dowodzi tylko ograniczenia umysłowego rodziców. Jeśli ktoś myśli że chłopiec od bawienia się lalkami zostanie gejem czy coś w stylu to taka osoba nie powinna mieć dzieci. Generalnie mnóstwo osób mających dzieci nie powinno ich mieć, ale to już inna sprawa.

    Przy okazji: mam wrażenie że dużo gorzej odbierany jest różowy chłopczyk niż niebieska dziewczynka, też tak masz?

    • Jasne. Dziecko powie innemu, że jest grube albo że ma brzydką koszulkę czy zabawkę, ale nie przestanie go przez to lubić. Tak działają dzieci, psychologia. Nie będą miały żadnego problemu z powiedzeniem komuś wprost, że ma coś brzydkiego, że coś jest głupie albo bez sensu, ale to nie wpływa na ich ocenę tak, jak u dorosłych.

      • Konrad Norowski

        Pojedyncze dziecko owszem, ale w przypadku grupy dzieciaki czasem zachowują się jak drapieżniki, lubią sobie dokuczać itd.

        • Iwona Wardal

          Przedszkolaki? Nie wiem na razie, jak starsze, ale aż do starszaków takie zachowania obserwowałam na jakimś wąskim marginesie i to raczej u dzieciaków, które miały zwyczaj wyskakiwać z tekstami typu „A mi tato wczoraj wlał w dupę.” itp. Widywałam raczej wspólne zabawy kucykami Pony (przewaga dziewczynek, ale bez dyskryminacji chłopców), zestawami narzędziowymi (obie płcie po równo się o nie zabijały) i klockami LEGO (jak wyżej – chyba, że dziewczynki były mocno zajęte kucykami :P ). Wózki dla lalek-dzidziusiów czasami robiły za wózki spacerowe, a czasami za samochody rajdowe i przekrój płciowy rodziców/kierowców zawsze był tyleż podobny, co mieszany. Szefów kuchni też niejeden raz widywałam. Generalnie – do końca przedszkola problem nie istnieje, chyba, że dorośli go stwarzają.

    • Tak, też tak mam (cwaniaku edytujesz komentarze i nie nadążam z odpisywaniem). Jak byłam mała to najbardziej lubiłam chodzić w czarnych ubraniach. I glanach (w podstawówce!). :D Zero problemu z rówieśnikami czy coś.
      A z kolei o Małym (siostrzeńcu) wysłuchuję czasem od jakichś przypadkowych babek, że jak to tak, że tragedia, że jak tak mogę bawić się z nim lalkami. Głupota. Ale co ciekawe – tylko dorośli mają z tym problem, ofkors. ;)

  • Brawo!

  • Jeśli kiedyś będę miała dziecko to od początku będzie dostawało po prostu fajne zabawki, bez głupiego stereotypowego podejścia. Samo wybierze, co lubi najbardziej.

    • I bardzo dobrze, to jedyne słuszne i dobre wyjście.

  • An

    Dokładnie, to jedyne słuszne podejście.
    Sama zawsze się bawiłam samochodzikami i klockami, bo były dla mnie najciekawsze, bo można było urządzić wyścigi, a jak zabrakło zawodnika budowałam własnego, a z lalkami, zwłaszcza tymi największymi niewiele mogłam zrobić (no można było je rozwalić)
    Chociaż lalki też miałam i nawet niektórymi się bawiłam (ale tylko najmniejszymi)

  • pepparrot

    Ja lubiłam samochodziki. Lalki wysyłałam na wyprawę w nieznane (najczęściej przez okno), przywiązane za nogę marnym sznurkiem, bez włosów, koniecznie z mejkapem wykonanym markerem… Zły ze mnie człowiek.

  • Na wielu przykładach z mojego otoczenia widzę jaką głupotą jest nakazywanie dziecku, żeby bawiło się zabawką ‚zgodną’ z jego płcią. Moja koleżanka jeszcze z przedszkola uwielbiała jako mała dziewczynka jeździć ciężarówami i bawić się w ‚chłopięce’ zabawy a teraz gdyby ktoś na nią spojrzał to nigdy by się nie domyślił jakie były kiedyś jej ulubione zabawki. Przykłady można mnożyć i trzeba być naprawdę upośledzonym, żeby wciskać dziecku na siłę jakąś zabawkę, bo tak, bo dżęder nie będzie demoralizować. Czy coś tam, nie wiem, nie mam tak wyrobionej oszołomskiej fantazji.

  • Owszem, miałam dużo lalek w dzieciństwie, ale równie dużo miałam samochodów, a ulubioną zabawką był zdalnie sterowany jeep. I moje dzieci będą podobnie wychowywane – na zasadzie wolnych wyborów w tej kwestii.

    • Cieszę się, że jednak pod tym postem znajdują się same rozsądne komentarze. Nie zawiedliście mnie, nie jesteście chujowi. Dumnam.

  • Mnie to do dziś się czasem myli z wysokim blondynem.

    Co do ultratolerancyjności dzieci – byłabym tutaj ostrożna. Bąble często przychodzą do przedszkola z wizją świata wyniesioną z domu, a w tej samochody są dla chłopaków, a dziewczynki bawią się w pieczenie babeczek. Co nie zmienia faktu, że dobry belfer pokaże, że żadna tragedia się nie dzieje, jeśli chłopak ma długie włosy, a dziewczynka chce bawić się kolejką.

    • Ale dlaczego się myli? Bo jesteś wysoka? (jeśli tak to nie wiem nawet jak to skomentować)

      No właśnie to ta wizja wyniesiona z domu jest zła. I tu zwracam się do rodziców – nie twórzcie im takiej.

      • Tworzenie tworzeniem, ale jest jeszcze coś takiego, jak „peer pressure”. Ja sam – będąc jeszcze niewielkim człekiem – nie ugiąłem się i za cenę ostracyzmu pozostałem takim dziwolągiem, jakim byłem zawsze, ale paru innych się złamało.

  • Ja nigdy nie byłam specjalnie dziewczęca i wyrosłam na niezbyt kobiecą kobietę. W tym roku, w wieku już cokolwiek po-studenckim, zaczęłam studia na kierunku „militarioznawstwo”. Taki nowy pomysł UWr-u. Pewnego dnia przyszli panowie z telewizji, żeby zrobić wywiady ze studentami tego wytworu. Pierwsze, co usłyszałam, to było zdziwienie, że jest tu jakaś dziewczyna (jak powiedziałam, ze nawet trzy, to panowie mało na zawał nie zeszli ;p), a drugie to pytanie, czego kobieta może szukać na takim kierunku. Na końcu języka miałam, że męża, ale że akurat miałam na palcu obrączkę, to się powstrzymałam. W każdym razie wyglądali na zszokowanych odpowiedzią, że to jest coś, co mnie interesuje od dzieciństwa.
    Generalnie nietypowość z dzieciństwa mi została i nadal pierwszym działem w księgarni, na który ide jest historia i militaria, a na konieczność zakupu ubrań dostaję gęsiej skórki, ale uwielbiam też piec i zajmować się domem, więc chyba mogę się uważać za przykład tego, że męskie zainteresowania nie sprawiają, że zupełnie przestaje się być kobietą :)

    • Etam, kobieta niegotująca (to ja to ja to ja) i kobieta w mundurze to też kobieta. No halo.
      Spoko, ja jak mówię, że jestem na mechanice i budowie maszyn to też zostaję zasypana tekstami „Aaa, męża poszłaś szukać?”. Meh.

  • Zdecydowanie zgoda. W 100%. Jeśli mój syn będzie miał inne pomysły na zabawę, niż samochodziki, których już mu nakupowałem (taaa, jemu :P), to żodyn problem. ŻODYN. No, może poza tym, że może być to coś na czym się słabiej znam, więc będzie trudniej uczestniczyć w tym tak, jak mógłby chcieć. Ale damy radę.

    Nie zgodzę się tylko z tą ultratolerancją wśród dzieci. Oczywiście nie pamiętam wszystkiego z lat przedszkolnych czy wczesnopodstawówkowych, ale pamiętam jedno: każda inność była piętnowana natychmiast i zazwyczaj brutalnie. Przez same dzieci.

    • To znaczy, że te dzieci miały głupich rodziców. Bo moje założenie jest takie: każde dziecko jest dobre. No ale tylko przez chwilę, bo zaraz psują go rodzice i środowisko. Pytanie w jakim stopniu.

  • Futur

    Pamietacie takie dywany z ulicami, na ktorych mozna bylo
    bawic sie samochodami (resorakami?)? Otorz, bedac w przedszkolu uwialbialam ten rodzaj zabawy. Raz podszedl do mnie chlopiec I oznajmil:

    – Hahaha….. dziewczyny nie moga bawic sie
    samochodami bo nie potrfia prowadzic auta!

    Poczulam sie troche urazona, ale odpowiedzialam z duma:

    – A wlasnie, ze moga bo Moja Mama ma samochod I nim codziennie jezdzi.

    Pamietam rowniez, ze w ten sam dzien ów chlopak narobil w majtki I mialam ‘ubaw po pachy’.

    Wtedy w moim swiecie bylo mnostwo samochodow, rowerow, scigania sie, wspinania sie na drzewa, zadrapania, siniaki – To bylo cos! Z tamtych czasow pozostalo mi zamilowanie do rywalizacji I sportow ‘ekstremalnych’,ale musze rowniez przyznac, ze jak widze ladna sukiene czy szpilki nie zawacham sie ich uzyc! Zyjmy I dajmy zyc! :)

    *przepraszam za brak polskich znakow – uciekly z mojej
    klawiatury

Przeczytaj poprzedni wpis:
US-FRANCE-ATTACKS-MEDIA-DEMO
Co z tym Charlie?

Pytacie mnie co sądzę na temat zamachu w Paryżu. Czy ta karykatura nie powinna nigdy powstać, czy Islamiści powinni być...

Zamknij