NA SZYBKO

Chciałabym znienawidzić budziki

budzik timex


I pokocham tego, kto mnie tej nienawiści nauczy.

Śpicie. Jest Wam dobrze, ciepło, otula Was ciepła kołdra i być może czujecie na sobie bezwładną rękę tego jednego człowieka, w którym mieści się cała Wasza definicja miłości.

Odpływacie i tańczycie z Morfeuszem najpiękniejszego fokstrota, jakiego widział świat. Pod ciężkimi powiekami dzieje się swego rodzaju magia, bo wyobraźnia gra sobie z Wami w ciuciubabkę.

Oprowadza Was na ślepo po świecie, który istnieje tylko teraz, tylko przez te kilka godzin, podczas najdłuższego mrugnięcia oczami w ciągu doby.

Czujecie się bezpiecznie, wygodnie i wszystko byłoby pięknie, ale wtedy całą sytuację psuje on.

Budzik.

Nienawidzicie go, bo wyrywa Was z objęć miękkiej kołdry, bezlitośnie krzyczy, że już czas wstawać, że zaczyna się dzień, że trzeba przełączyć się na tryb produktywności i znów robić dużo rzeczy, a przecież tak pięknie byłoby pospać jeszcze pięć minut. Albo godzin. Ewentualnie dni.

Dajecie sobie chwilę, włączacie drzemkę i w ciągu kilkudziesięciu sekund znów jesteście w krainie snów. Teraz doceniacie to bardziej, bo wiecie, co Was czeka. Obejmujecie się i zakrywacie aż po szyję. Jednak po kilku minutach znów z buciorami w Wasz sen wchodzi on – budzik, który chyba za główny cel istnienia wziął sobie wkurzanie Was. Patrzycie na aktualny czas, wyłączacie dzwonek, który mógłby być nawet dziełem sztuki, a i tak już nigdy go nie polubicie, i wstajecie, wciąż myśląc o nienawiści do tego przedmiotu.

I wiecie co? Zazdroszczę Wam.

Wolałabym nienawidzić jeszcze jednej rzecz w moim życiu, ale przynajmniej mieć jakąkolwiek kontrolę nad tym, co się dzieje kiedy śpię. Wolałabym nie musieć co wieczór zasypiać cała zestresowana i niespokojna, że nie zdążę do pracy, na egzamin, uczelnię, czy spotkanie.

Naprawdę wolałabym być pewna, że spóźnienie czy przesunięcie planów zależy od mojego lenistwa, braku motywacji, guzdrania się albo przypalenia porannej owsianki, a nie od tego, że po prostu nie miałam szansy na trzymanie się harmonogramu. A to dlatego, że grające mi przy uszach głośniki nastawione na maksa wcale nie przeszkadzały mi w spaniu, chociaż one akurat kiedyś budziły śpiących kilka pokojów dalej rodziców, którzy przychodzili krzyczeć, żebym wyłączyła to ustrojstwo. Ale mnie, kurwa, nigdy.


I wiecie, mówimy o budziku, ale pomyślcie sobie o tych wszystkich sytuacjach, w których nie macie kontroli nad własnym życiem i możecie tylko przyglądać się z założonymi rękoma jak los robi z Wami co chce.

Na przykład jak wypadek na drodze uniemożliwia Wam dojazd na ważne spotkanie, jak odwołują Wasz lot i jesteście zmuszeni do przekładania planów albo jak na Waszym ślubie ładna pogoda nagle zamienia się w ulewę i pioruny. Chujowo, co?

Jedną z najpiękniejszych rzeczy w dorosłym życiu jest to, że jesteśmy za nie odpowiedzialni. Jeśli coś spieprzymy, to tylko siebie możemy obwiniać. To my trzymamy za sznurki – cały czas podejmujemy decyzje i ponosimy ich konsekwencje. Mamy w rękach ster i to od nas zależy, jak wykorzystamy każdy dzień. Od nikogo innego.

Kontrola nad własnym życiem to najbardziej ekscytująca część całego tego momentu między narodzinami a śmiercią.

Dlatego cieszcie się z niej, a mnie nauczcie nienawiści do budzików, bo taki codzienny brak kontroli jest bardziej wkurwiający niż burza na ślubie.

  • U mnie to telefon pełni funkcje budzika, a telefonu nie da się przecież nienawidzić! Za to wybrałem sobie najbardziej wkurzający dźwięk z możliwych, który za każdym razem z powodzeniem wwierca się w mózg. W sumie to bardziej się go boję niż nienawidzę XD

    • Ja kiedyś miałam taki pisk wgrany. Na obozie moja koleżanka prawie zawału dostała, bo myślała, że coś się komuś dzieje i tak głośno krzyczy. Tak, ja sobie smacznie spałam.

  • Hania Lewandowska

    Ja kładę telefon jak najdalej, bo moim pierwszym odruchem rano była chęć wyrzucenia go za okno gdy zaczynał dzwonić. A jeśli chodzi o kontrolę nad życiem, to cieszę się, że mogę sama podejmować decyzje i ewentualnie obrywac za błędy. Lepsze to niż poleganie w stu procentach na rodzicach, a potem obwinianie ich.

    • E, też próbowałam. Tylko że gorsze jest to, że nawet do tego budzika nie wstaniesz. :)

  • Wanda Pawłowska

    ja tam lubię w sumie mój budzik, często nie mogę się doczekać momentu, kiedy rano się obudzę i rozpocznę kolejny fajny dzień (wersja optymistyczna)

    • Musisz dużo ćpać.

      • Wanda Pawłowska

        tylko czekoladę albo mleko w proszku

  • AJD

    Ja za to nigdy nie ogarniałam ludzi, którzy potrzebują drzemek w swoim budziku. Przecież to jest katorga. Należę do grupy osób, które wstają po pierwszym budziku.

  • Ja tak wypracowałam regularne kładzenie się i wstawanie, że zazwyczaj budzę się sama na kilka minut przed budzikiem (nastawiam w razie przypadku gdybym jednak zaspała). I najlepiej nastawić na początek relaksującą muzykę, która delikatnie wprowadzi w nowy dzień. Te energiczne darcie ryja z głośnika zawsze mnie irytowało.

  • Bałam się deszczu w dniu ślubu jak śmierci – i oczywiście była całodniowa ulewa. Nikt mnie niestety nie ostrzegł, że jak przyjdzie co do czego – to pogoda nie będzie miała najmniejszego znaczenia ;) A co do budzików – mam ten sam problem. I też rodzice przychodzili z sypialni z drugiego końca mieszkania, bo co się u mnie dzieje. Próbowałam tradycyjnego „dryyń”, piosenek, których nienawidzę, i takich, które bardzo lubię – za każdym razem efekt ten sam. A jak już udało mu się mnie obudzić, to możliwość wstania o czasie potrafiła zniweczyć mi moja własna podświadomość, wmawiając np., że jest weekend, a budzik musiałam nastawić przez przypadek…

    • O Esu, jesteś w takim razie pierwszą taką osobą, którą znam. Uff.

  • A ja około 5 budzę się sama! Uwielbiam to!

  • Janko Walski

    Współczuję, Haniu. Mnie też trudno dobudzić, dlatego ustawiam co najmniej trzy budziki i czasem proszę kogoś o telefonowanie do mnie. Wczoraj, pomimo zastosowania powyższych, wstałam o godzinę za późno, ale szczęśliwie zdążyłam na egzamin :)

Przeczytaj poprzedni wpis:
samolocik
Pośmiejmy się z marzeń

I poklepmy po kolanku.

Zamknij