LUDZIE

Blogerzy vs tancerze

fight


Blogerzy i tancerze to dwie charakterystyczne grupy. Obie znam, do obu się zaliczam. Często pytacie mnie o nie, też w kontekście porównania. No to co, blogerzy czy tancerze?

Tańczę od dziecka, a blogosferą interesuję się od półtora roku. Z jednej i drugiej grupy poznałam mnóstwo ludzi – i tych, dla których to styl życia i główne źródło dochodów i takich, którzy traktują to jako hobby po godzinach.
Czy da się porównać blogerów z tancerzami? A no da się, bo znalazłam między nimi sporo wspólnych punktów.

2014-04-24 22.20.21

PASJA

Jedni i drudzy żyją swoją pasją. Spędzają godziny na ciężkiej pracy, robiąc to, co kochają. Doskonalą się, rozwijają, pilnują, żeby utrzymać swoją pozycję wśród konkurencji. Tylko, że tancerze walczą na sali, a blogerzy przed monitorami. Nie ma różnicy, pasja to pasja.

BLOGERZY 1:1 TANCERZE

CZAS

Co zabiera więcej czasu? Zdecydowanie blog, ale nie jeśli chodzi o samo pisanie. Tancerz trenuje, załóżmy, trzy godziny każdego dnia. Bloger pisze kilka godzin, ale jest też wiele innych rzeczach, o których musi pamiętać w ciągu dnia. Tancerz po treningu jest wolny od tańca – ewentualnie ogląda mistrzów i się inspiruje.

workk

Bloger musi zaplanować tematy, zrobić research, ogarnąć zdjęcia i jeszcze pamiętać o publikacjach w socialach o właściwych godzinach, zasięgach, kontakcie z czytelnikami (Snapchatach, Twitterach, Askach i tych innych Instagramach), więc w podliczeniu tancerze wygrywają w więcej czasu na spanie.

BLOGERZY 1:2 TANCERZE

WYDATKI

Żeby móc pisać bloga potrzebujesz komputer. Fajnie mieć też książki Tomka, domenę, serwer i ewentualnie zdjęcia ze stocków/reklamy na Fb. Dopóki nie masz milionów czytelników to są grosze.
O tańcu już pisałam tu – stroje kosztują tysiące, lekcje i wyjazdy setki. Generalnie totalnie się nie opłaca i blogerzy wygrywają.

BLOGERZY 2:2 TANCERZE

wawa3

ZAROBKI

Na tańcu i na blogu da się zarobić (a tu o tym, że lubię pieniądze). Ale ilu blogerów w Polsce jest w stanie utrzymać się tylko z tego? Może jeden procent. A jak to jest z tancerzami? Nie lepiej.
W obu grupach zarabiają albo najlepsi, czyli odsetek, albo ci robiący rzeczy tanie i na ilość – to blogerki, które biorą z połykiem każdą kampanię za dwie stówki, to mistrzowie techniki tańca latynoamerykańskiego, którzy uczą Makareny w salce na osiedlu. Meh. Więc nadal

BLOGERZY 2:2 TANCERZE

ZDROWIE

No właśnie, ci pierwsi będą często (nie, nie zawsze) mieli lepsze sylwetki. Powiedziałabym:

BLOGERZY 2:3 TANCERZE

Ale nie chcecie widzieć rentgenów tancerzy. Popsutych stawów, przeciążonych kręgosłupów i ponaciąganych ścięgien. Dlatego cóż:

BLOGERZY 3:3 TANCERZE

IMG22300

KONKURENCJA

W jakimś stopniu występuje i tu i tu, ale w tańcu znacznie bardziej i bezpośrednio. Tam jesteśmy oceniani, sędziowie porównują nas i na tej zasadzie są określane wyniki. Teoretycznie jest to zdrowa rywalizacja, ale czytając fora i podsłuchując rozmowy w szatniach po turniejach wiadomo, że to zażarta konkurencja, która psuje wielu ludzi.

W blogosferze tego nie ma. Tak, każdy chce być najlepszy. Każdy chce zrobić jak najlepszą kampanię, mieć jak najwięcej lajków, szerów i innych followersów, ale nie walczymy między sobą. Każdy z nas walczy za to o czas czytelników, ale to, że czytacie kogoś innego nie oznacza, że nie przyjdziecie też do mnie. Dlatego jest tu spokojniej i na pewno zdrowiej.

BLOGERZY 4:3 TANCERZE

IMPREZY

Dobra, tu nie ma co dużo mówić. Tancerze roznoszą imprezy i wymiatają na parkiecie. Z blogerami też się super bawi, ale fajniej z nimi usiąść i pogadać niż próbować robić pozy z Dirty Dancing.

BLOGERZY 4:4 TANCERZE


 

Teoretycznie mamy remis, bo fajnie nam wyszło, że ludzie niezależnie od tego jaką, ale jeśli mają pasję i się w nią angażują – są super. I mogą obrócić ją w styl życia, zawód i coś więcej. Ale dodam coś od siebie.

Wybierając to, w co się angażujecie rozważcie dokładnie to, z czym Wasz wybór się wiąże i podejmijcie dobrą decyzję.

spokój

Ja przestałam tańczyć turniejowo, a zaczęłam blogować i stwierdzam teraz, że na ten moment bardziej mi to pasuje. Chociażby ze względu na zdrowszą rywalizację, zdrowie i wydatki. Nie wpakujcie się w coś, w co po dziesięciu latach, zainwestowanych dziesiątkach kafli i tysiącach godzin stwierdzicie, co Was nie jara i męczy.

Które Wam by bardziej pasowało? Imprezowanie na parkiecie czy spędzanie godzin przed komputerem? Zdrowe stawy czy zajebista technika salsy? A może jeszcze coś innego?

  • Bloguję nieśmiało, ale piszę zawodowo, więc godziny przed komputerem to dla mnie codzienność. I to codzienność, którą kocham, więc nie zamieniłabym jej na żaden parkiet i nawet najbardziej zajebistą technikę salsy.

  • Ja wolę blogowanie, po jednej sztuce tańca moje kolana by sie połamały :D

  • Mimo że zacząłem blogować, to zostanę przy tym.

  • Nie widziałaś chyba, jak tańczą blogerzy. A przynajmniej nie widziałaś, jak ja tańczę. Powinno być 5:3, zdecydowanie :)

Przeczytaj poprzedni wpis:
zajawa bez logo
KOMIKSES #3

Zakładam, że oglądacie seriale. Dobre seriale. Takie, którymi się żyje i na czas oglądania których wchodzi się totalnie w ich świat.

Zamknij