ZDROWIE

Jak przebiec 15 kilometrów? – relacja

SONY DSC


Nie planowałam pisać tego tekstu. Ale wczoraj wieczorem wydarzyło się coś, czego się zupełnie nie spodziewałam i nie mogę tego nie opisać na blogu. Mianowicie – przebiegłam 15 kilometrów i zaraz Wam powiem jak przerażające to było przeżycie.

Od dwóch tygodni nie biegałam. W zasadzie przez ostatnie kilkanaście dni zajmowałam się czytaniem książek, blogów i pisaniem tutaj. Dlatego kiedy wczoraj zdecydowałam się wyjść z domu, nie celowałam w więcej niż sześć kilosów. Ale niespodziewanie mam dla Was relację z biegu na piętnaście. Z biegu, którego nie chciałam zrobić.

Początki jak to początki – ruszasz i nie gadasz. Oglądasz krajobrazy, słuchasz muzyki. Przebierasz nóżkami i czekasz na cud. Gorzej, kiedy on nie nadchodzi.

Przy czwartym kilometrze jedyne, czego chciałam to odwrócić się na pięcie i wrócić spacerkiem do domu.
Czemu tego nie zrobiłam? Bo świadomość, że od dwóch tygodni nie ćwiczyłam krzyczała do mnie „czas coś ze sobą zrobić, więc się nie poddawaj lamusie!”.

Za siódmym kilometrem zorientowałam się, że… nie wiem gdzie jestem. Serio. Weszłam w jakiś las i zastanawiałam się jak zrealizować kilka pomysłów związanych z blogiem. Bieganie ma to do siebie, że jak zaczniesz myśleć to Ci nie przeszkadza. Po prostu, zapominasz o tym, że Twoje nogi się poruszają w jakimś szybszym niż zazwyczaj tempie i sobie siedzisz w swojej głowie razem z nowymi zajawkami i rozkminami.

No i mnie to wyprowadziło na manowce. Jak się zgubiłam to opublikowałam na Instagramie zdjęcie:

bieganie

 

Wypluwając płuca traciłam nadzieję. Czy jeszcze kiedyś wrócę do domu? Czy zobaczę jeszcze rodzinę? Czy będę miała okazję doczytać książkę, którą zaczęłam? Wznosiłam oczy ku niebiosom, „dopomóż, borze” – mówiłam. Las ciągnął się i ciągnął, a ja miałam coraz mniej siły. Mimo wszystko biegłam dalej – cóż mi innego zostało?

Jakiś kilometr dalej ujrzałam coś dziwnego. W środku lasu moim oczom ukazał się jakiś wielki budynek. Uśmiech pojawił mi się na twarzy, serce zaczęło szybciej bić. Tabliczka mnie zaciekawiła:

2014-09-14 18.38.23

 

Może to grupa wsparcia dla zagubionych biegaczy? Czy ktoś mi tu pomoże? Wysłucha? Mogę się wypłakać na czyimś ramieniu? Ucieszyłam się. Pomyślałam – tak, dowiem się jak wrócić do domu! Powiedzą mi gdzie jestem! Porozmawiamy o życiu, śmierci i tym, że bolą mnie już nogi.

I wtem… nagłe zderzenie z rzeczywistością.

Niedziela.

Zamknięte.

Kompletnie załamana przystanęłam, zmieniłam piosenkę na wolniejszą i przemieszczałam się dalej truchtem, rozmyślając nad moim marnym losem. Endomondo powiedziało, że biegnę już dziewięć kilometrów. Wcale nie chciałam tyle biec.

Było ciężko, ale się nie poddawałam. Inni najwyraźniej tak:

2014-09-14 18.45.03

Na widok sznura poważnie się przeraziłam. Jak bardzo człowiek musiał być zdesperowany tą trasą, że podjął takie kroki? Przestało być wesoło.

Ale!

Wtem zobaczyłam w oddali światło. To było światło nadziei, jak nic! Przyspieszyłam. Zrozumiałam, że okrążyłam miasto. Woah, dobiegłam do latarni.

Wiem, wiem, nareszcie wiem gdzie jestem! Jedenaście kilometrów na liczniku a ja oszacowałam, że do domu zostały jakieś dwa.

No i ta myśl… przecież nie skończę na 13. Głupia liczba, nieokrągła. Pobiegłam więc dłuższą trasą, bo do końca mnie posrało. Nogi bolały, stawy skokowe błagały o litość, płuca nie miały nawet jak prosić o uregulowanie oddechu. Ale co.

Poza tym, przypomniało mi się coś istotnego! Kominek pisał, że jego rekord to 15. No to zapaliła się lampka, że kuurde,

ja go nie pobiję!?

Jak dobiegłam to było 14,6. Czy Wy też tak macie, że nie możecie skończyć z takimi liczbami? No przecież to się nie godzi. Cały trening w plecy. Zero przyjemności. I wtedy nie wiem – ruszyć gdzieś jeszcze czy nabić licznik w okolicy domu? Dlatego zawsze moje trasy na Endomondo na końcówkach wyglądają, jakby ktoś je poprawiał markerem.

I, kurwa jego mać, tak się staram, umierająca przebieram nóżkami tylko po to, żeby z 14,9 zrobiło się nagle 15,01? Zawsze tak jest, no zawsze!

Pomyślałam, żeby dobić do 16,00, ale była zbyt duża szansa, że stanie się to samo. A poza tym aż tak to mnie jeszcze nie popierdoliło.

Jak Komin pobije i rzuci rękawicę to będzie kolejne wyzwanie, teraz mam dość.

trasa

 

 

Czas odpowiedzieć na pytanie, które sama sobie zadawałam przez długi czas.

Jak przebiec 15 kilometrów?
Wyjść z domu, zacząć biec i wrócić po piętnastu kilometrach.

(tip: zgubienie się pomaga. I trochę wiadomość od Kominka.)

 

  • Rafał Szczech

    Brawo! Piętnastka to już nie żarty. Ja za każdym razem, jak biegnę, to przypominam sobie o malutkim iPodziku, którego kiedyś sprzedałem, a który tak bardzo przydałby się podczas biegania. Bieganie z cegiełką telefonową to nie to samo :/.

    • Żarty nie żarty, dziś nie mogę się podnieść z łóżka :D
      iPodzik nie ma Endomondo, więc odpada i tak. Ale ja ubolewam nad brakiem „etui” do telefonu zaczepianego na przedramię, przez to muszę biegać w bluzie z zapinanymi kieszeniami.
      Dzięki!

      • Rafał Szczech

        Dlatego został sprzedany, ale faza na Endo już mi minęła, więc teraz już nie potrzebuję telefonu, a tylko plumkania na słuchawkach.

        Kup sobie takie, przecież są! :D

        • Eeetam, ja muszę wiedzieć ile przebiegłam i w jakim tempie, chociażby dla analizy :) Tak to bym zawsze wracała po 4km i nie ogarniała, że wypada biegać też dłużej.
          Są, są, wiem! Za każdym razem z zazdrością patrzę jak inni mają – a ja po prostu zawsze zapominam kupić -,- serio.

          • Agnieszka Piątkowska

            Jest ten zegareczek do Samsunga S5 właśnie do biegania i ćwiczeń :D

  • Yoanna BJ

    Ha ha! Ja też kiedyś dobijałam do jakiejś okrągłej liczby bo głupio wyglądało…

  • Kasia Dropińska

    Ja, jak dobiegałam do 10 km w okolicy mojego bloku, to potem już nie biegałam tylko spierdalałam przed dzikiem :(

    • O, nieźle. Ale w sumie… jakbym ja spotkała dzika to on by raczej spierdalał przede mną. Po bieganiu wyglądam jak potwór. :D

      • Kasia Dropińska

        Znam ten uczuć tak mocno! Hahaha :D

  • Można też przez nieuwagę niedokładnie wyznaczyć trasę przed biegiem i po fakcie zorientować się że z zaplanowanych 10km zrobiło się np 12km. Tak było w moim przypadku. Trzeba przyznać, że 12km w porównaniu z moją normalną 7km trasą to wyczyn. Wróciłam do domu padnięta! : D

  • wege

    Gratulacje :D. Ja od roku sie zbieram, zeby wyjśc pobiegać, ale jakoś ciepłe łóżeczko i komputer pełen gier mnie nie mobilizują :>. A co do tego zgubienia się to nie mogłaś włączyć GPSa i pomóc sobie mapą?

  • Oj tak, to uczucie, kiedy liczba kilometrów nie jest pięknie okrągła. Ha, i przy okazji zauważyłam, że jesteś z moich okolic :)

Przeczytaj poprzedni wpis:
goji
Jagody goji – rewolucja w dietetyce

Dziś mam dla Was smaczny tekst. I zdrowy oczywiście.  A nawet bardzo - bo o najzdrowszych owocach świata, jagodach goji, o których...

Zamknij