LUDZIE

Beka z wirtualnych zniczy

świeca


Zrobiła się popularna, naturalna i fajna na tyle, że jest mi wstyd, że idziemy w tę stronę.

Kiedy umrze ktoś, kto jest znany szerszej widowni, możemy zaobserwować w społeczeństwie kilka częstych reakcji. Jedna z nich to… beka ze wszystkich, którzy śmią w jakikolwiek sposób wyrazić swój smutek i żal. Niesamowicie mnie to wkurwia, a trochę jest mi wstyd.

kto płakał po mufasie?!

Kreujemy sobie coraz bardziej nierealny świat, w którym nie ma uczuć i emocji. Przestajemy o nich mówić, bo wydają się brzmieć banalnie, bo to niemodne, bo każde okazanie słabości może zostać wyśmiane, hasztag beka że wszystkiego.

No i tylko lamusy płakały po Mufasie, a poza tym wiadomo, że każdy musi umrzeć, więc nie ma co rozpamiętywać. A w ogóle to prawo do zadumy, nostalgii, komentarza mają tylko najwięksi fani i rodzina, inni nie mogą być poruszeni, im nie wolno, oni się nie znają. To strasznie krzywdzące podejście i pcha nas – jako ludzi, nie robotów – w straszną, złą stronę.

Ja ze śmiercią sobie nie radzę. Też prawda, że jestem człowiekiem nadwrażliwym i znoszę tego typu wieści bardzo ciężko – tym bardziej, jeśli ktoś zostawił po sobie coś, co szanuję, podziwiam, dawał jakąś nadzieję, inspirację.

Często się zastanawiałam, czy to przychodzi z wiekiem, czy może z liczbą pożegnanych osób, które miały swoje miejsce gdzieś w okolicy naszej klatki piersiowej.

Nie wiem, ale wydaje mi się, że nie mija nigdy. Szczerze mówiąc, nie wyobrażam sobie jak można się z tym pogodzić. Że ktoś po prostu umiera, odchodzi i już go nie będzie, nie można nic z tym zrobić. A bezsilność jest przecież najgorsza. Na ten moment mnie to przerasta.

W przypadku niektórych ludzi zapominamy, że nie są nieśmiertelni.

Informacja o odejściu ludzi, z którymi miałam jakikolwiek kontakt nawet przez chwilę, paraliżuje mnie na dłuższy czas (tak było u mnie choćby z Amy Winehouse, której poczynań dokładnie nie śledziłam, ale jednak wiedziałam kim jest, czasem jej słuchałam, bardzo szanowałam i to wystarczyło).

***

Jest mi przede wszystkim zwyczajnie przykro, gdy umiera ktoś, kogo ceniłam, lubiłam, kto wydawał mi się świetnym człowiekiem. Ba! Od tygodnia przeżywam śmierć kogoś, kogo znałam tylko przez dwieście stron książki, ale już zdążyłam się do niego przywiązać.

I mam do tego pełne prawo, a wszyscy, którzy śmieją się z przeżywania tak naturalnej emocji jak smutek po stracie, powinni zastanowić się nad tym, co jest bardziej nieludzkie.

  • Agnieszka Piątkowska

    Po Mufasie płaczę do tej pory przy oglądaniu Króla Lwa.

  • Niezwykle wręcz denerwują mnie internetowe dramy. To coś co mnie kompletnie przytłacza, czego całkowicie nie rozumiem.

    Umiera ktoś kto był popularny, mniej lub bardziej, ale wystarczająco żeby pisały o tym media.
    W efekcie przez internet przelewa się fala tego typu świeczek, fanpagey itd.

    Ogromną porażką mojego życia byłoby, gdyby moi przyjaciele, gdybym zmarł dajmy na to w wypadku samochodowym na moim wallu umieszczali tego typu symbole.

    Ale to zwyczajne spłytczenie relacji, zminimalizowanie obowiązku kontaktu z drugim człowiekiem. Bo świeczka jest łatwiejsza, a sumienie uspokojne.

    Za tydzień nikt o tym nie pamięta.

    • Ale nikt nie mówi, że to spłyca przeżywanie czegoś w sumieniu. Taki gest to zwyczajne publiczne wyrażenie swojego smutku i żalu, a prawdziwy problem robi się wtedy, kiedy tak silne emocje w sobie tłumimy. Wydaje mi się, że w tych czasach robimy to coraz częściej i pewnie dlatego depresja nazywana jest chorobą XXI wieku.
      Czy tweet Duncana Jonesa (syna) „Very sorry and sad to say it’s true. I’ll be offline for a while. Love to all.“ i informacje na fanpage’ach wielkich muzyków, jego przyjaciół, to dla Bowiego porażka? Nie uważam tak.

      • To zupełnie inna sytuacja. To przemyślany, smutny komunikat.

        Zostawienie [*] to coś zupełnie innego.
        Nie stanowi ujścia emocji. Nie stanowi publicznego wyrażenia smutku. Like pod profilem „zbieramy lajki dla zmarłej XXX” nie stanowi wyrazu smutku.

        Jest żenujące.

        Szczera rozmowa z przyjaciółki o takiej tragedii, łzy, czy po prostu chwila zadumy to właśnie silne emocje, których nie powinniśmy tłumić.

        Świeczka zostawiona w necie pod względem psychologicznym nie stanowi ujścia emocji (przynajmniej dla mózgu) a stanowi jedynie substytut.

        • A świeczka zapalona na grobie? Na ulicy w miejscu wypadku? Pod pomnikiem etc czym się różni od tej wirtualnej? Zmarłemu prawdopodobnie lata i powiewa czy ktoś mu zapali świeczkę, położy kwiatka czy będzie chodził w czerni albo odprawi mszę. To wszystko żywi robią dla siebie, bo chcą pokazać innym że cierpią albo chcą podzielić się z innymi swoim bólem,który czasem jest ponaf ich siły, inni chcą zaś pokazać, że czyjaś śmierć ich poruszyła, że ta osoba która zmarła, miała dla nich jakieś znaczenie, chcą po prostu uczcić jej pamięć. Jedni pójdą na pogrzeb, inni się pomodlą do tego czy innego boga, a jeszcze inni zapalą świeczkę zwykłą czy wirtualną albo w jeszcze inni sposób wyrażą swoje uczucia, przemyślenia czy uwagi. Jeżeli ktoś Cię nie obraża ani w inny sposób nie włazi Ci w drogę, to nic Ci do tego,co robi i jak to robi – tak uważam ja.

  • Hanka, nie wiem gdzie ty żyjesz, ale jakie „kreujemy sobie coraz bardziej nierealny świat, w którym nie ma uczuć i emocji”?

    Ludzie przecież rozpamiętują, wspominają, rozmawiają, płaczą. Po prostu niech robią to, a nie, wrzucają zamiast tego emotkę znicza. Bo to jest spłycanie. Dodałem i bajlando. Smutek w postaci trzech bajtów.

    Dla mnie to jest zrobotyzowane. Utarty, bezmyślny schemat.

    • Nie nie, nie zrozumieliśmy się.
      Mi nie chodzi o to, żeby stawać w obronie ludzi, którzy bez chwili zastanowienia i bez emocji stawiają nawias kwadratowy pod czarno-białym zdjęciem i wychodzą. Mnie wkurzają ci, którzy mówią „przecież kiedyś musiał umrzeć”, „dajcie spokój z tym przeżywaniem”, „teraz Ci smutno, a pewnie jego płyt w domu nie masz”, „nagle wszyscy go kochają, bo umarł”. Tych komentarzy jest pełno, takich śmiejących się z uczuć i wątpiących w nie, a mnie to przeraża.

  • Daria

    Śmieszył mnie ten wpis przez 2 dni. Potem umarł Rickman, który jest symbolem mojego dzieciństwa, którego ogromnie cenię i szanuję. I pierwszy raz w życiu płaczę, bo umarł ktoś sławny.

    • O widzisz, tak to jest. Śmieszy, śmieszy, bo empatia nie jest zbyt prosta, a potem nagle działa na Ciebie i wreszcie rozumiesz.

Przeczytaj poprzedni wpis:
ludzie anglia
Kilka przystanków

…przed poznaniem.

Zamknij