KULTURA I MEDIA LUDZIE

Dlaczego ateiści obchodzą Święta?

swieta1


Ubieramy choinkę, kupujemy prezenty, robimy tradycyjne potrawy i siadamy do wigilijnej kolacji. A w boga nie wierzymy. 

Niedawno napisałam post Po co w szkole jest religia?. W jednym zdaniu wyjaśniłam tam, że jestem ateistką, co wywołało burzę maili, pytań na Asku i wiadomości na Facebooku.
Często zadawanymi pytaniami były te w stylu: a obchodzisz Święto Zmarłych? A chodzisz do kościoła na śluby i pogrzeby bliskich? A w Wielkanoc strzelasz do ludzi ze święconką? A co robisz w Wigilię?

Wielu ateistów w naszym kraju, w tym ja, święta obchodzimy. Na przykład te Bożego Narodzenia. Dlaczego?

Prawie zawsze jest tak, że część rodziny jest wierząca. Logiczne więc jest, że dostajemy zaproszenie na kolację wigilijną.

Czy ze względu na nasze poglądy powinniśmy odwrócić się, odciąć od najbliższych i zostawić ich samych sobie na czas, który jest dla nich w jakiś sposób ważny? Nie.

Czy to, że bóg jest dla nas postacią tak samo abstrakcyjną jak krasnoludki wystarczy, by powiedzieć „babciu, nie przyjdę, mam wyjebane na Was i Wasze święta, bo mnie nie dotyczą”? Nie.

swieta2

Głównie chodzi o rodziny. Jesteśmy ich częścią i to, że dla nas 24 grudnia to takie samo wolne jak 1 maja (tylko zimniej, nie ma flag i na Polsacie leci Kevin), nie jest dostatecznym argumentem na to, żeby ich obrazić, sprawić przykrość czy odizolować się.

Jest ustawowo wolne, więc świętujemy i spędzamy czas z bliskimi. Możemy zrobić im przyjemność, usiąść razem przy stole, zjeść dobre jedzenie, podarować sobie prezenty, więc czemu nie?
No i hej, ta cała otoczka wokół grudnia jest w porządku!

Święta są spoko

Poza tym wszystkim, to jest po prostu fajny czas. Wydaje mi się, że nie musi chodzić o narodziny Jezusa, sianko i trzech króli, żeby móc nazwać święta tradycją, taką jak grobbing na początku listopada czy zalewanie pały 31 grudnia.

Jest jakaś magia związana ze strojeniem choinki, szałem w sklepach, tymi kiczowatymi ozdobami w całym mieście i siadaniem do wigilijnego stołu. Strasznie dziwnie byłoby się odcinać od tak mocno zakorzenionej i specjalnej tradycji.

 

Właśnie dlatego szukam prezentów i myślę o tym, jak się najem i obiecam, że nigdy więcej nic nie włożę do ust. Ot, taka magia Wigilii. Bo wiecie, może ja boga nie potrzebuję, ale święta będę miała.

  • zmd

    Mam identycznie, święta są spoko, rodzinne spędy, które sporo ludzi hejtuje, bo nie we wszystkich domach odbywa się to na luźno, tak jak każdy by chciał, ale ja zawsze cieszę się, że znów wszyscy spotkamy się przy stole, bo niestety niewiele okazji w ciągu roku jest do spotkań z całą rodziną, wiadomo.

  • Bardzo podoba mi się ten punkt widzenia, choć nie jestem ateistą i w pełni go rozumiem. I bardzo dobrze, że w taki sposób do tego podchodzisz i tak to praktykujesz. Jest wspomniana magia i atmosfera, a radość po przedświątecznych gonitwach bardzo dobrze się konsumuje w same święta, z rodziną. Przynajmniej ja tak mam. Z resztą poza tą otoczką jest też tradycja, czyli dla mnie coś, co trudno logicznie wyjaśnić, ale po prostu jest. Bez niej byłoby jakoś pusto i cieszę się, że pozostawia ona miejsce na punkt widzenia ateistów, jaki przedstawiłaś. Wszak, Edward Stachura pisał kiedyś „Dla wszystkich starczy miejsca, pod wielkim dachem nieba”.

    • Dlaczego ateiści obchodzą święta? Bo mogą! Tekst właśnie zainteresował mnie z innego powodu – mojego ślubu. Afera z moimi naukami przedmałżeńskimi rozniosła się po całej Polsce, a wszyscy zadawali mi pytania: „dlaczego, skoro jesteś ateistką, brałaś ślub w kościele? Jak tak mogłaś, to hipokryzja!”. Na tak głupie pytania odpowiadałam też głupio: BO TAK!

      • Ateiści zazwyczaj nie mają problemu, żeby brać ślub kościelny i zapewne pytania o to jak tak mogłaś zrobić i zarzuty, że jesteś hipokrytką padały w większości od osób wierzących. Gdyby było specjalne miejsce na takie uroczystości dla osób nie
        wierzących w Boga, to nawiedzeni katole by nawet nogi tam nie postawili. :)

        • Ola

          No nie bardzo. Ja jako ateistka ślubu kościelnego nie wezmę, dla mnie to obraza religii, obraza ludzi wierzących, no i oszukiwanie samej siebie. Chyba że jako osoba niewierząca.

          • Tu się zgadzam.

          • Dokładnie, ślub to jednak coś więcej i nie zrobiłabym tego. Sam fakt, że musiałabym iść do kościoła, płacić księdzu jest niefajną dla mnie perspektywą, a co więcej tak, byłoby to dla mnie mocno niezręczne no i zalatujące hipokryzją. Jeśli ślub to cywilny.

          • Dokładnie ;)
            Nie lubię hipokryzji.

    • Tak jest, tradycja jest spoko ;)
      A co do ślubów – wiesz, ślubowanie czegoś przed bogiem, w którego nie wierzę już jest ponad mnie. Ale! To tak: jeśli mój facet byłby też ateistą – nie poszłabym do kościoła, bo to moim zdaniem hipokryzja – jak w święta się nie modlę, tylko stoję obok tak te całe ceremonie na ołtarzu nie są dla mnie. Skoro deklaruję się jako ateistka to chyba byłoby coś ze mną nie tak, gdybym obiecywała coś bogu, modliła się do niego itd., nie?
      Ale z kolei: jeśli mój facet by wierzył w boga i chciałby wziąć ślub kościelny to jest opcja, że jedna osoba mówi regularne formułki a druga zamiast „ślubuję Bogu blablabla” jest ślubuję Tobie :) i z czymś takim nie miałabym problemu, bo czemu miałabym? Znajoma taki ślub brała, po prostu nie przyrzeka się wtedy nic przed bogiem, a to wydaje mi się logiczne i normalne.

      • Dominika Łach

        Jak są dwie osoby wierzące i biorą ślub w kościele, to też mówią „ślubuję Tobie..” :D Taki mały edit, żeby nie było nieporozumień :)

        • Tak? Ups.
          Ale zmienia się jakoś te formułki, coś tam się ślubuje temu z chmur ;)

          • Dominika Łach

            A racja :D Na końcu jest taka formulka, ze tak mi dopomóż Panie Boże itd. Czyli mamy wszystko zgodność :D

      • Catnip

        Mówisz o konkretnym Bogu- Bogu chrześcijan (tak przynajmniej to odbieram), to czemu piszesz z małej litery? To trochę jak imię,Ty też nie podpisujesz się hania sywula.

        • Z tego co mi wiadomo, to nie jest imię.
          A o mitologicznych (też konkretnych) piszesz bogowie. W czym chrześcijański jest lepszy?

  • Ana

    Po prostu: nie obchodzicie Bożego Narodzenia, tylko święta i dzień wolny od pracy. I super. Święta są przecież dla wszystkich.
    Szkoda tylko, że nie każdy ma takie zdrowe podejście jak Ty. Gorzej, gdy zaczyna się „nawracanie” z religii na ateizm przy okazji świąt albo, co nie tyle gorsze, a po prostu śmieszne, gdy ci a- zaczynają się burzyć, że „przez katolików” sklepy pozamykane, bo święto, a tu w lodówce tylko światło. A rozumek gdzie był dzień przed świętem? A 1 maja i 11 listopada? To żadne kościelne wielkie święta (choć może 1 maja jest dość istotny), a też sklepiki pozamykane, bo czerwona kartka w kalendarzu.
    PS: Gdzie pracujesz, że masz 24 grudnia ustawowo wolne? Zmieniam pracę! ;)

    • Jestem blogerką! Nie pracuję!

      Nie lubimy oszołomów, czy to w kwestii jedzenia, religii, muzyki czy innych takich. O, a jutro będzie o jeszcze innych.
      Nawracanie kogoś na swój punkt widzenia jest głupie, jeśli dana rzecz nie robi krzywdy innym. Bo jeśli robi to nie ma innego wyjścia, trzeba nawracać.

      • Ana

        I te oszołomy nie dość, że są wszędzie, to zwykle są najgłośniejsze. Ot, daleko szukać nie trzeba, ot, np. na takim wczorajszym marszu w Warszawie…

  • Joanna

    Miło przeczytać wreszcie jakąś merytoryczną odpowiedź ateisty na to dlaczego „obchodzi” święta i to nie szerokim łukiem :) Ja jestem katoliczką, nie mylić z moherem :) Bóg jest dla mnie sprawą filozofii, pojmowania świata i przekonań, a katolicyzm zbiorem zasad, które szanuję. Ale nie wymuszam na otoczeniu myślenia tak jak ja, od nachalnej ewangelizacji są inne wyznania.
    Chciałam Ci tylko powiedzieć, że nie ma nic złego w obchodzeniu Bożego Narodzenia przez ateistów czy innowierców, bo Jezus był postacią historyczną. Jeśli nie uznajesz jego boskości to przecież nie ma nic niewłaściwego w świętowaniu jego urodzin z całą kulturową otoczką. Z drugiej strony Twoje uczestniczenie w wybranych świętach religijnych zawsze daje nadzieję, że się w końcu nawrócisz, (taki żart) :)
    A tak w ogóle świat byłby fajniejszy gdyby niewierzący próbowali mi wytłumaczyć, dlaczego według nich Boga nie ma czyli de facto ja nie mam racji, zamiast nazywać mnie katolem, ciemnogrodem i zacofańcem, a pozostałe wyznania, przestały zabijać między sobą. Każdy ma prawo wierzyć w co chce, ale ma też obowiązek szanować przekonania innych.

    • Jak chcesz wytłumaczenia to posłużę się cytatem Dawkinsa, który tak dobry, że nie muszę dodawać nic więcej:
      „Odkryłem, że całkiem dobrą strategią, gdy ktoś pyta mnie, czy jestem ateistą, jest uświadomić mu, że on również jest ateistą, wszak nie wierzy w Zeusa, Apollona, Amona Ra, Mitrę, Baala, Thora, Wotana, Złotego Cielca ani w Latającego Potwora Spaghetti. Ja po prostu poszedłem o jednego Boga dalej.”

      +dzięki :) Spoko, lubię myślących ludzi. Nawet, jeśli wierzą w boga, heheee.

      • Joanna

        Etam myślałam, że podasz mi jakieś swoje argumenty ;)) Richard jest genialnym biologiem, „Samolubny Gen” świetnie się czyta, ale nigdy nie nauczy się, że Bóg jest jeden :)))) jakkolwiek go nazwać, chociaż z Latającym Potworem trochę przesadził.

        Natomiast Boga przyjmuje się lub nie, niezależnie od tego jakie funkcjonują argumenty za czy przeciw. Na wiarę. Wśród naukowców jest równie wielu ateistów co wierzących, zatem niesłusznym jest założenie, że Bóg jest zbiorową halucynacją (słowa Dawkinsa), a wiara cechą małych umysłów. Ja bardzo lubię cytat Blaise’a Pascala (tego od jednostki ciśnienia):
        „Jeżeli wierzysz, możesz zyskać wiele: zbawienie i życie pośmiertne, a gdyby Boga nawet nie było – nic nie tracisz. Jeśli zaś nie wierzysz – wiele ryzykujesz, bowiem jeżeli Bóg istnieje – tracisz wszystko”.

        Moja wiara nie jest co prawda asekuranctwem, czy kwestią ekonomii, to bardziej kwestia pokory wobec nieskończoności, ale nie jestem tu po to by kogokolwiek nawracać, więc na tym skończę.

        • Ale ja też nie jestem tu po to, żeby Cię nawracać. Wierzcie sobie nawet w Latające Potwory, nic mi do tego. Tylko mnie zostawcie w spokoju jeśli o ten temat chodzi :)

          I nie, bóg nie jest jeden. Możesz wierzyć w jednego, ale jest ich wielu. Razem z tym od Spaghetti. Czemu niby przesadził? Są ludzie, którzy w to wierzą, w czym ich wiara jest gorsza od katolickiej?

          • Joanna

            No to nie ma go, czy jest ich wielu? ;)
            Pastafarianizm nie jest oficjalna religią, ruch powstał w opozycji do czegoś, na zasadzie „no bo czemu nie”. Więc pytanie czy wiara w LPS jest lepsza od katolickiej to jak pytanie o to, w czym wiara w cokolwiek, nie wiem – burgera, jest lepsza od katolickiej lub islamu albo buddyzmu. Natomiast jeśli komuś daje to szczęście, spokój i inne profity to niech sobie wierzy w św Mikołaja, krasnoludki czy ZUS, jego spawa po co do tego mieszać Boga :))

          • Nie wiem, czy rozumiesz – dla mnie wiara w ZUS i burgera jest tak samo racjonalna jak w boga.
            A to co jest oficjalne to serio nic nie znaczy. Religia wpisana w urzędzie to nadal tak samo abstrakcyjna rzecz jak ta niewpisana. To jakbyś powiedziała, że para bez ślubu jest gorsza od pary ze ślubem. Bo nieoficjalnie.

            Dla mnie boga nie ma, ale wiem, że wierzy się w wielu. Więc katolicki jest na tym samym poziomie co każdy inny. I burger.

        • Cytat z Dawkinsa jest o tyle dobry, że można wierzącemu przedstawić analogiczne pytanie: dlaczego nie wierzysz w Zeusa? Dlaczego nie w Odyna? Dlaczego nie w Allaha? Oczywiście tutaj powodem może być wiara w innego boga, ale dlaczego ta jedna święta księga jest prawdziwsza od innej świętej księgi (znasz wszystkie religie świata, żeby tak twierdzić)?

          Ostatnie jest też powodem, dla którego zakład Pascala nie ma sensu: bo nie uwzględnia miliarda różnych religii. Bóg katolicki jest w miarę miłosierny, znacznie więcej się ryzykuje nie wierząc w jakichś groźniejszych i mniej łaskawych bogów. Nikogo to nie przekona do zmiany religii, nie wspominając już o tym, że nie da się uwierzyć w coś innego na zawołanie.

          Ciężko jest powiedzieć dlaczego się nie wierzy, bo moim zdaniem powodu po prostu nie ma. Nie wierzy się i tyle, nie przekonuje nas żadna religia (brak przekonania dotyczy też wierzących w „jakichś” bogów, ale nie konkretną religię). Ja sama nie umiem stwierdzić, czy jeszcze wierzę w jakiegoś boga, czy już nie. U mnie zaczęło się jednak od katolicyzmu, a potem odrzuciłam wszystkich bogów i bożków, którzy wysyłają ludzi do różnych odpowiedników piekła tylko dlatego, że ktoś urodził się na innych współrzędnych geograficznych i został wychowany w innej wierze. A w resztę już z zasady nie ma obowiązku wierzyć. ;)

        • moonriselan

          Piękne jest to, co napisałaś. Dziękuję.

      • Marcin Tumasz

        Hania zgadzam się w 200% ;-)

    • Obchodzenie urodzin Jezusa jako postaci historycznej miałoby sens, gdyby Boże Narodzenie obchodzone było w rzeczywistą datę jego urodzin. Nie wyobrażam sobie ochodzić urodzin Słowackiego w dzień urodzin Mickiewicza – historycznie. Zdecydowanie więc robimy to dla rodzin w ich religijne, a nie historyczne święto.

  • Nie rozumiem ludzi, którzy mają z tym problem albo nie ogarniają.. Czy katolicy nie poszliby na ślub znajomych wyznających inną wiarę? Nie poszliby na uroczysty obiad do rodziny, jeśli okazałoby się, że to z okazji jakiegoś „obcego” święta? Myślę, że by poszli.

    • Ego niektórych ludzi by na to nie pozwoliło.

    • Ada Pieńkowska

      Może też chodzić o to, że dla nich są to święta Bożego Narodzenia, nie pracy, nie Sylwester, ale święta dość mocno związane z religią. O ile w ślubie chodzi głównie o miłość dwojga ludzi i tu wyznanie ma niewiele do powiedzenia, o tyle dla chrześcijan sensem grudniowych świąt jest wiara, dlatego ciężko im zrozumieć obchodzenie tych świąt mimo braku wiary.

  • No tak, zaraz po grobbingu zaczyna się shopping ;-)

    A święta i ja obchodzę. Ja, czyli zatwardziały ateista. I to z takich samych pobudek, jak Twoje.

  • moi

    nie wiem dlaczego ludzie mylnie kojarzą święta bożego narodzenia. święta bożego narodzenia jak sama nazwa wskazuje są po to, aby uczcić przyjście do nas syna bożego, wyższego ducha, który chciał nam przekazać „jak żyć”, aby być szczęśliwym i aby inni byli szczęśliwi z nami- czyli generalizując jak nie być wrednym niezadowolonym bucem. wierząc czy nie wierząc w Boga, Jezus to postać uznawana w każdej największej religii świata, ciekawe wzmianki o nim można znaleźć w wielu źródłach, niekoniecznie w źródłach pochodzenia chrześcijańskiego. jezus urodził się w „rodzinie” bardzo małej (2+1), bo w jakiejś na tamte czasy urodzić się musiał, bo inaczej ciężko było by mu przetrwać w tamtych czasach, nie wspominając już nawet o samej Marii. skąd więc interpretowanie świąt bożego narodzenia jako święta rodzinnego i na jeszcze większe nieszczęście święta zakupowego? najważniejsza jest sama idea, którą Jezus chciał przekazać. ludzie skupiają się w ogóle na jakiś błędnych ideologiach w ten czas. Jezus mówił o miłości do wszystkich ludzi, a nie tylko bliskich nam genetycznie, a już nie mówię o wszechobecnej czci rzeczy, która w ten czas jest nasilona. przecież to całkowicie mija się z tą ideologią.
    podejście ludzi do świąt tym samym jest dla mnie szalenie niezrozumiałe.

  • Świąt nie obchodzę, ale wiem, że moim rodzicom na tym zależy, więc spędzam te dni z nimi w miarę możliwości (jeśli tylko mogę pojechać do mojego rodzinnego miasta). Nikt mnie nie zmusza, żebym z tej okazji szła do kościoła, śpiewała kolędy, czy w ogóle wierzyła w całą tą religijną otoczkę. Ale korona mi z głowy nie spadnie, jak wyśle kartki do znajomych i podzielę się z rodzicami opłatkiem, składając życzenia. No i jestem strasznie sentymentalna, a święta kojarzą mi sie z dzieciństwem, więc co roku się staram się choć na chwilę wrócić do tych czasów.

  • Pingback: Ada! To nie... a pieprzyć! - hania.es()

Przeczytaj poprzedni wpis:
ok4
Chcesz zmienić świat? Najpierw fryzjer!

Wielkie zmiany w życiu prawie zawsze zaczynają się od włosów. Dwie godziny w salonie i świat leży u Twych stóp.

Zamknij