LUDZIE WEGETARIANIZM

20 tekstów, które usłyszy każdy wegetarianin

owoce


Dziś 1. października – inauguracja pierwszorocznych, dziewiąty dzień jesieni i… międzynarodowy dzień wegetarianizmu! W związku z tym temat będzie skupiony na wegusach. A raczej na tym, co musimy wysłuchiwać od całego świata.

Już mówiliśmy sobie o 10 tekstach, które słyszy każdy wytatuowany. Jak widać tatuaże to niejedyne odstępstwo od normy, które wywołuje wielkie poruszenie i zdziwienie.
Jeśli jesteście wegusami z pewnością doskonale znacie poniższe teksty – jak wiele razy już je słyszeliście? Jeśli nie – przeczytajcie ten tekst, zrozumcie jak nudno jest słuchać tego samego każdego dnia i dowiedzcie się, czego z pewnością nie mówić. Będzie ich 20 – dziś polecimy z pierwszą dziesiątką, a jutro opublikuję pozostałe (są już tutaj). No to co, zaczynamy!

1. Skąd bierzesz białko?

A skąd bierze je goryl, który też nie je mięsa? O jego niedobory nikt się jakoś nie martwi…
Nie kombinując – biorę je z soczewicy, cieciorki, jarmużu, brokułów, soi i różnych innych roślin. Nieźle, co?

2. Rośliny też cierpią!!1

Tak, a jabłko płacze jak ściągam je z drzewa. Pomidory się żegnają zanim zrobię sałatkę, spirulina ma przeze mnie depresję a jagody goji piszą petycje o humanitarne zrywanie. Zgodnie z ogólną wiedzą naukową rośliny nie czują bólu, choć są zdolne do reakcji autonomicznych. Ale przecież Ty wiesz lepiej.

3. Jak Ty to wytrzymujesz? Ja bym tak nie mógł/a.

A ja bym nie mogła jeść mięsa. No i co, będziemy się prześcigać kto bardziej i lepiej nie może? Hej, dzięki za troskę, ale nie jest to dla mnie katorga, nie męczę się, nie płaczę po nocach i nie śnię o schabowym. To mój świadomy i indywidualny wybór. Taki sam jak Twój jeśli chodzi o jedzenie. Odwal się od mojego talerza.

amku

4. A jak znajdziesz męża?

Hehe, babcia jest załamana, bo na pewno całe życie będę sama skoro nie wcinam padliny. Też myślę, że to niemożliwe. Jak można być z kimś takim? Wszyscy wegetarianie to ludzie źli, tragiczni i w ogóle ble. A przecież najważniejsze w szukaniu miłości jest spełnianie kryterium odpowiadającego za jedzenie steków.

5. To musi być strasznie drogie.

Teraz trochę bardziej poważnie, bo ludzie serio nie zdają sobie sprawy z tego, że nie, wegetarianizm nie jest droższy od tradycjonalnego jedzenia. Mięso jest drogie, szczególnie to dobrej jakości. Sezonowe warzywa i owoce kosztują grosze, kasza, ryż, makaron to też nie jest duży hajs. Jedzenie na mieście kosztuje często mniej niż mięsne, a kupienie sobie czasem tempehu czy innych cudów to nie są wydatki codzienne i też nie jakieś gigantyczne.

6. Ale nie jesz mięsa tak w ogóle?

Nie, tylko trochę. W poniedziałki i czwartki lubię sobie wciągnąć wątróbkę. Ehm.
Wiecie, wegetarianie nie jedzą mięsa „tak w ogóle”. Hardkor, nie?

7. I pewnie spędzasz godziny w kuchni.

Ja akurat nie, bo nie lubię. Ale owszem, wegusy często dużo gotują, ale nie dlatego, że tak trzeba. Po prostu sprawia im to przyjemność. Z tego co mi wiadomo, niektórzy mięsożercy też to lubią. Ja niekoniecznie, więc jestem w kuchni tyle, ile zajmuje przygotowanie posiłku. I nie trwa to dłużej niż zrobienie dania mięsnego.

maliny

8. W sumie to dlaczego nie jesz mięsa?

No i teraz się zaczyna. Żeby uniknąć gadki o etyce, bólu i cierpieniu, religii, zdrowiu, białku i lepszym samopoczuciu najczęściej wybieram opcję najprostszą i najkrótszą odpowiedzi na to pytanie. Bo nie. Po prostu. Kiedy ktoś mówi to tylko po to, żeby na mój wywód zaraz odpowiedzieć „pff, bezsens” (dziewięć na dziesięć), to dla niego nie jem mięsa bo nie i już.

Jeśli jednak pytający jest zwyczajnie zaciekawiony (przypadek jeden na dziesięć) – chętnie wyjaśnię jak to jest. Bo chcę być zdrowsza, nie zamierzam przyczyniać się do uboju zwierząt i chcę zmieniać świat. Well…

9. Daj spokój, świata nie zmienisz.

A właśnie, że zmienię i już Wam o tym pisałam. Jak nie czytaliście to nadróbcie, bo to fajny tekst i doskonale odpowiada na to pytanie.

10. To z Tobą w ogóle nie można wyjść zjeść na miasto?

Wielkie zaskoczenie, ludzie prezentują szok i niedowierzanie, kobiety upadają, mężczyźni wytrzeszczają oczy w wielkim zdziwieniu, ale… są w knajpach dania bez mięsa. Nawet nie trzeba chodzić do specjalnych wege miejsc, serio. W pizzerii są pizze z warzywami, w naleśnikarni naleśniki z owocami a w pierogarni pierogi z kapustą. Albo z truskawkami. Damy radę! Nawet często w kebabie w nocy dostaniemy falafele.

 

Na dziś tyle. Jakich zabrakło dziś? Jak dobrze znacie powyższe teksty?
Druga część i drugie dziesięć tekstów czeka na Was tu, sprawdźcie koniecznie.

Świętujemy dzień oszołomów ludzie, yay! No to ja idę na miasto. Na burgera. Warzywnego. Ha!

  • I kolejne: Ale ryby to chyba jesz? ;)

  • Aga

    Punkt 6 rządzi! :) A jakież zdziwienie na twarzy rozmówcy, kiedy mówię, że ryby i takie tam to dla mnie też mięso, to dopiero prowokuje myślenie! :) :) :)

  • Ani

    te pytania slysze praktycznie caly czas ;p i jeszcze wmawianie ze jak bede w ciazy to przeciez bede musiala jesc mieso bo dziecko bedzie go potrzebowac i bede miala zachcianki z miesem zwiazane :)

  • Agnieszka Piątkowska

    Wątróbka – fuuuuuuu! Nigdy nie lubiłam, ze wzgledu na zapach i nieapetyczny wygląd, a lekcje biologii obrzydziły mi już ją do reszty. Szczególnie stwierdzenie „wątroba to śmietnik albo oczyszczalnia ścieków organizmu. Wszystkie toksyny, leki, alkohol itp są przez nią filtrowane i zostają tam”.

    Hm, pytanie o ryby według mnie może być uzasadnione, bo wszyscy wiemy, że w religii katolickiej mięso ryb (ale to głupio zabrzmi xD) zostało uznane za nie-mięso, dlatego jest jedzone na święta i w dni postne :P
    Sama czasem mam serdecznie dosyć mięcha i robię sobie wege-dzień :D Na śniadanie chlebuś z serkiem do smarowania i warzywami, na obiad mrożone warzywa na patelnię. Przeraża mnie „mięso” w McDonald’s (bo to nie mięso tylko cała tablica Mendelejewa), przerażają mnie parówki (nie mięso tylko MOM – wszystko zmielone jak leci) i przerażają mnie jajka z oznaczeniem trójkowym – klatki. Sama mam te względy etyczne, dlatego kupuję wiejskie jaja od szcześliwych kurek, gdzie sobie chodzą, skubią trawkę i robaczki, robią co im się podoba. Na święta nie jem karpia (serce ściska się z żalu jak widzę te karpie w tych ciasnych wanienkach, jak potem na żywca są pakowane do siatek i wleczone do domu, dusząc się), tylko już martwego łososia.
    Każdy ma swoje względy etyczne i smakowe i należy to szanować :)
    Wielki szacun dla wegetarian! :)

  • Monika D

    ej, no daj spokój, przeciez mozesz dać sobie na dziś dyspense na ten przepyszny smalczyk :DDDD

  • moje ulubione pytanie to „ale jak to owoców morza też nie jesz? przecież one nie myślą!”, a w jutrzejszej dziesiątce stawiam, że pojawią się następujące teksty::
    – przecież ludzie od zawsze jedzą mięso! tak jesteśmy uwarunkowani!
    – dieta bez mięsa jest niepełna, a przez to niezdrowa…
    – na pewno nabawisz się anemii!!!
    – szkoda, że nie można trenować nie jedząc mięsa… a na pewno nie obejdzie się wtedy bez białka w tabsach…
    – tak się martwisz o zwierzeta, a zjadasz im jedzenie, hehe
    zgadłam? ;)

  • Emil Zalero

    Co do punktu 4 to mężczczyzni weganie istnieją, wiec prosze przekazac babci żeby się nie martwiła.pozdrawiam, weganin Emil

    • Przekażę! Poza tym, mimo wszystko, nie wszyscy weganie mają zastrzeżenie, że ich druga połówka musi być też wege. Wiem, że sporo tak ma, ale nie wszyscy :)

      • Emil Zalero

        Musi być ciężko jak weganin musi ugotować mięso na obiad dla swojego partnera

        • Znam kilka par, w których jedno jest wege. :) Wtedy mięsożercy gotują sobie sami albo jedzą razem wege-posiłek. (przecież niecodziennie trzeba wsuwać schaby, nie?) I wydaje mi się, że taki układ jest okej.

          • U mnie to się sprawdza, gotuję roślinną podstawę obiadu, a facet sobie do tego smaży mięso. Albo i nie – moje wege dania też mu smakują i kilka razy w tygodniu je całkowicie bez mięsa. Sama mięsa nie muszę na szczęście dotykać.

          • Super układ! :)

        • Kasia

          A moja droga do bycia wege tak właśnie się zaczęła – mój partner nie jadł mięsa, a że mieszkamy w akademiku, nie miałam miejsca na gotowanie na dwa garnki. I po jakimś czasie zrozumiałam, że zwyczajnie nie muszę jeść mięsa. I nie jem :)

  • BennY88

    Czytając twój wpis zastanawiam się skąd tyle agresji w odpowiedziach na te pytania. Żyjemy w kraju, który nie radzi sobie z odmiennością i ludzie zadawali, zadają i zadawać będą tego typu pytania. Odpowiadając w ten sposób nie dość, że nie do końca odpowiadasz, to jeszcze zrażasz do siebie ludzi, zamiast ich edukować prowokujesz.

    • Marzena Dacewicz

      Nie jestem ich nauczycielką, żeby ich edukować. Szczególnie, że większość i tak mnie zaraz wyśmieje i zignoruje moje słowa.

      • O to to :) najczęściej to są pytania „na zaczepkę”.

        • BennY88

          Ok rozumiem, że męczą was ciągłe te same pytania, ale odpowiadając w ten sposób na pewno nie spowodujecie, że ludzie przestaną pytać. Trzeba bronić swoich przekonań ale nie w taki sposób, sposób, który nasila głupie komentarze itp. Ja jem mięso i tak samo jak inni zadawałem tego typu pytania. Rzadko kiedy otrzymywałem poważną odpowiedź i zadawałem je dale,, aż nie spotkałem ludzi którzy są teraz moimi przyjaciółmi i w normalny sposób przedstawili mi wegetarianizm.

          • Marzena Dacewicz

            po osobie naprawdę można poznać czy cię wyśmieje, czy potraktuje poważnie
            większość wyśmieje i naprawdę nie warto sobie na nich strzępić języka :)

          • BennY88

            Nie no spoko, nie chodzi mi o jasnowidzenie, czy ktoś jest taki czy taki :D Całe społeczeństwo wegetarian i wegan, chce przekonać ludzi do warzyw. A w tym wypadku odpieranie ataku atakiem jest bez sensu. Lepiej olać delikwenta, który zaczepia, niż wdawać się w potyczkę.

          • Marzena Dacewicz

            Bo faktycznie ludzie czasem nie wiedzą i tu się zgadzamy. ^^ Wielu rzuca podobne tekstu z czystej nieświadomości i to jest ok, ale koleżanka już wcześniej zwróciła uwagę, że zazwyczaj chodzi o tę zaczepkę. :/

          • BennY88

            Dla tego takich ludzi trzeba olewać, bo i tak nic nie zrozumieją.

          • Ana

            Oj, ale często weganie czy wegetaranie (dalej zwanie będą przeze mnie: wege-) też nie są święci i równie chętnie stosują zaczepki do mięsożerców. Szczerze przyznam, że chyba jeszcze nie trafiłam na naprawdę rzeczowe treści uświadamiające mięsożerców, dlaczego bezmięsni nie jedzą mięsa. Zwykle i niestety są to równie nieświadome, bo zasłyszane gdzieś kiedyś od kogoś, kto słyszał, że ktoś słyszał, że ktoś widział mocno ogólnikowe treści jak wyżej te Hani i: „zobacz jaki/a jestem super, bo nie krzywdzę zwierzątek”. Szkoda, że większość wege- w życiu zwierzątka nie miała, nie mówiąc o wizycie w schronisku czy na wsi w kurniku, o którym piszą. Ja naprawdę nie mam nic do ludzi, którzy żywią się inaczej niż ja – to ich wybór mniej lub bardziej świadomy, ale często gęsto uważają się za atakowanych, a to oni sami na siłę wmawiają otoczeniu, że ich dieta i styl życia są jedyne i słuszne. Hania, na szczęście, tego nie robi, ale miałam znajomego, który mocno agresywnie i niepytany atakował mięsożerców. Taką ideologiczną propagandę siał, że to było po prostu męczące i nie do zniesienia. Ile można?
            A, co ciekawe, w sieci stykam się niemal wyłącznie ze spisami durnych tekstów, które słyszą wege-. Czemu mięso- i wszystkożercy takich list nie robią? Mam wrażenie, że przy chocby powyższej argumentacji to oni powinni się tłumaczyć, nie wege-. Jednak wege- też używają durnych tekstów. Np. najgłupszy, z jakim się spotkałam, to o zakażeniach bakterią e.coli, bodajże e.coli. Że wegetarianie mają z nią rzadziej do czynienia, bo – cytuję – rośliny nie srają. OK, racja, rośliny nie srają, ale nawóz do tych roślinek to zwykle nie są bukiety róż :) Więc przy tak użytym argumencie to chyba jednak łatwiej ją złapać od niesrajacych roślin niż srającego mięsa :)
            PS: Przepraszam za wyrażenia :)

          • W zupełności się zgadzam, wśród wegusów jest masa oszołomów. Z moich obserwacji wynika, że mają oni problem z racjonalnym myśleniem i widzą świat przez wegańskie okulary. Ale to temat na osobny tekst.

            Ja znam wiele wegetarian (w zasadzie większość), którzy walczą pod cyrkami, chodzą do schronisk etc, więc się nie wypowiem na temat innych. Ale tak, często mają głupie argumenty.

            Co do takiego „nie jesz mięsa bo taka jest moda” to zobacz sobie drugą część tego zestawienia – http://www.hania.es/20-tekstow-wege-2/, tam jest wymieniony taki tekst.

            Czemu mięsożercy nie robią podobnych zestawień? A nie wiem, jak chcesz to rób :D Hmmm, może kiedyś zrobię „10 tekstów wege-oszołomów”? Nie no, daję spokój tematowi póki co, ale taka jest prawda, też nie podoba mi się postawa wege, którzy chcą na siłę nawracać innych, atakują wszystkich jedzących inaczej i mają argumenty z czapy.

            Jestem zwolenniczką patrzenia w swój talerz. Tu o tym pisałam:
            http://www.hania.es/odwal-sie-wege/

          • Ana

            I, niestety, te oszołomy, mocno negatywnie działają na postrzeganie diety roślinnej przez wszystkojedzących. Bo nie skupiają się na jej zaletach, a na wypunktowaniu, dlaczego to mięso jest złe. A nie jest. Człowiek jest ssakiem i wśród ssaków mamy wszystkie typy odżywiania.

            Poza tym mimo wszystko mam wrażenie, że mięso- w większości pytają roślinożerców z czystej ciekawości, nie w celu nawracania. To „edukowanie” bez zaproszenia częstsze jest właśnie w drugą stronę, choćby setkami takich list funkcjonujących w sieci. Przynajmniej każde z pytań, jakie przeczytałam u Ciebie na blogu, nie ma dla mnie negatywnego oddźwięku. Ot, jak pytanie: dlaczego słuchasz rocka zamiast popu? Obrażać się za to, że ktoś raczył zapytać? Że go interesuje Twój styl życia? To chyba dobrze – zamiast dziecinnego „zrozumcie, jak nudno jest słuchać tego samego każdego dnia”, spróbujmy po prostu po ludzku porozmawiać.

            A co do patrzenia w swój talerz – jestem za, co kogo obchodzi, co jem, a czego nie? Ale hasło ze zdjęcia „jadam rośliny zamiast padliny” jest zaprzeczeniem i tej teorii, i „nieoszołomstwa” wśród wege- – to jest zwyczajny atak na innożerców. Po co takie hasła?

          • O oszołomach – no cóż. Ale są też oszołomy mięsożerne, które mówią „wegezjeby powinni być wymordowane”. Nie poradzi się, wszędzie się znajdą dziwni ludzie.

            Niestety nie jest tak jak mówisz. Teksty, które napisałam są w dziewięciu na dziesięć przypadków wypowiadane w sposób Jak-Można-Być-Tak-Głupim-I-Nie-Jeść-Mięsa. Ale da się wyczuć kiedy ktoś pyta z głupią zaczepką („heheh mięso złe? jasne a niby czemu go nie jesz, zgłupiałaś?”). Jak mnie ktoś zagaduje ze zwykłej ciekawości to odpowiadam normalnie i merytorycznie, naprawdę.
            Po ludzku zawsze porozmawiam, ale na zaczepki odpowiadam zaczepkami.
            No i też niezbyt chcę ciągle gadać o tym samym. A np. teraz, kiedy obracam się w nowym towarzystwie i poznaję wielu ludzi każdy pyta mnie o to samo. Codziennie. Więc czasem mówię po prostu „wiesz co, nie chce mi się dziś tłumaczyć, pogadamy kiedy indziej, okej?” i wtedy spotykam się z „hehe jasne bo to po prostu takie głupie, że nie masz argumentów”.

            Hasło „jadam rośliny zamiast padliny” nie jest zaprzeczeniem teorii patrzenia innym w talerz. Nie jest też oszołomstwem, jest zwyczajnym wyrażeniem siebie. Równie dobrze Ty możesz ubrać bluzkę z napisem „jem mięso” i też mnie nie obrazi. Są ludzie, którzy noszą na piersi napis „jestem z Politechniki” i nie urażają ludzi z Uniwersytetu. To to samo.

          • Ana

            I doszłyśmy do sedna. Zupełnie mnie mnie dziwi reakcja nowego otoczenia, które zbywasz, bo „Ci się nie chce”. Jeśli ktoś zapyta i dostanie taką odpowiedź, co ma myśleć? Że taki wybór jest w pełni świadomy czy raczej właśnie jakąś modą czy widzimisię? Ja uznałabym to za to drugie. A przede wszystkim to na pewno jest reakcja na Twoją postawę. Bo mnie np. niewiele osób pyta, dlaczego wybieram sałatkę zamiast kawała mięcha. Albo odwrotnie. Taką mam ochotę i tyle – nikomu nie opowiadam, nikt nie pyta. Bo jak zaczniesz mówić, nie możesz potem twierdzić, że Ci się nie chce mówić dalej. I, moim zdaniem, stąd te nieporozumienia na linii diet. To nie konsekwencja zaglądania sobie do talerzy, a mówienia, co na tych talerzach jest. I stąd oszołomy. Po obu stronach barykady, oczywiście. To w sumie jak z religią i polityką :)

            I, eee… naprawdę nie widzisz różnicy miedzy „Jestem z Politechniki” a „jadam rośliny zamiast padliny”? Bo ja widzę ogromną. Pierwsze „hasło” jest neutralnym stwierdzeniem faktu, o drugim tego powiedzieć nie można.

          • Ale „mi się nie chce” jeśli mówię już godzinę i chciałabym pogadać o czymś innym czasem. Zawsze mówię, że jeśli naprawdę kogoś to ciekawi to chętnie wrócę do tematu np. dzień później. To całkiem normalne, że nie chce mi się gadać cały czas to samo, o tym samym i tak samo. Jestem człowiekiem, nie maszyną stworzoną do tłumaczenia ludziom o co chodzi z wegetarianizmem. Mam prawo nie chcieć opowiadać o moim jedzeniu.

            Nie, to też neutralne stwierdzenie faktu ;)

          • Ana

            Słowem: tzn. że raczej nie żyjesz na co dzień swoim wegetarianizmem, swoim stylem życia. Bo np. ja o rzeczach, które lubię, do których jestem silnie przekonana i w które wierzę, mogę rozmawiać godzinami :)

            Nie, to nie jest neutralne stwierdzenie faktu. Między wydźwiękiem (i znaczeniem) słów „padlina” i „roślina” jest pewna subtelna różnica. Neutralne byłoby „jadam rośliny zamiast zwierzyny” :) Bo gnijących roślinek przecież nie jada nikt.

          • O dokładnie, doszłyśmy do czegoś. Wegetarianizm to nie jest coś, co przysłania mi całe życie, są też inne rzeczy. Jestem do niego silnie przekonana, lubię go, bronię swojej pozycji i jej nie zmieniam, ale chcę rozmawiać też o czym innym, bo interesuje mnie wieeele fajnych rzeczy niezwiązanych z jedzeniem.

            Patrz, definicja z Wikipedii:
            „Padlina – określenie zwierzęcych zwłok.”. Zgadza się? Zgadza się. Więc jest to po prostu nazwanie rzeczy po imieniu. Mięso to padlina. To słowo wcale nie jest przekombinowane.

            A zwierzyna to sobie skacze po łące :)

          • Ana

            O, i super. Ale pytanie o wegetarianizm nigdy nie bierze się z powietrza. Muszą zaistnieć czynniki, które temat do niego sprowadzają. Więc to nie jest tak, że nie ma innych tematów, tylko że akurat ktoś go zainicjował. A po potrzebie stworzenia ww. listy domyślam się, że raczej nie ktoś, kto chciał rozmawiać o pogodzie :)

            A co do Wikipedii… cóż, jeśli to dla Ciebie wyłączne i wystarczające źródło informacji, niech będzie. Niestety, ja mam przypadłość słownikową i dlatego padlinę rozpatruję tu raczej słownikowo i to – jak wyżej pisałam – w kontekście znaczenia wydźwięku tego słowa. A roślina też z definicji rośnie, a nie leży sobie na talerzu i czeka na konsumpcję. Brniemy dalej? ;)

          • Jeśli ktoś pyta żeby się czegoś dowiedzieć to normalnie tłumaczę ;) I myślę, że większość wege-populacji tak robi.
            Ale pytania „żeby wkurzyć” sprawiają, że odpowiadam mocniej. To chyba całkiem normalne.

    • Ale ja nie chcę ich edukować. Chcę tylko sobie żyć jak chcę i jeść co chcę nie wysłuchując codziennie tych samych tekstów. Poza tym w większości są głupie i jakby ktoś użył mózgu przez 30 sekund to sam by sobie odpowiedział, a ja nie lubię dyskutować z ludźmi, dla których chwilowe ruszenie głową to coś niespotykanego.

    • Joanna Balaklejewska Wilson

      Nie doszukalam sie w artykule Hani agresji. Odpowiedzi sa proste, konkretne z lekka nutka prowokacji, ale o to chyba autorce chodzilo. Kciuk w gore za fajny wpis ;)

  • sania

    Zamiast pytania często spotykam się z raczej mało śmiesznym (wbrew opinii wypowiadajacego) stwierdzeniem że przecież schabowy/kiełbaska/mielony/wątróbka to niemięso;)
    I męża da się znaleźć ;)

  • steliyah

    Nie jem mięsa odkąd pamiętam. Rybę miałam raz w ustach- w czasie ciąży, dla świętego spokoju- nie jem i już. A) nie smakuje mi. B) naoglądałam się za dziecka świniobicia etc. C) za bardzo kocham zwierzęta.
    Tak więc większość pytań towarzyszy mi.. od zawsze. Człowiek jakoś uczy się z tym żyć.
    JEDNAK w czasie ciąży nagonka ze strony mięsożerców była zwyczajnie nie do wytrzymania.
    Stado nawiedzonych babć tylko gadało, niby do siebie „ale jak to tak, nie jeść mięsa, przeciez to samo białko”, oraz mój faworyt ” jeśli nie chcesz zrobić tego dla siebie, ZRÓB TO DLA SWOJEGO DZIECKA”. Mając tego po kokardy, poszłam zrobiłam badania krwi, rutynowo oczywiście. No i mój lekarz prowadzący spojrzał na nie, stwierdził, że „nie jedna pacjentka mięsożerna chciałaby mieć tak wzorowe wyniki”, dodał, że to bardzo rzadko spotykane wśród mięsożernych ciężarnych. Wróciłam do domu, pomachałam wynikami wszystkim przed nosem i od tego momentu mam spokój.
    Moje dziecko je mięso, tj. jeśli nie chce jeść, to nie je.. Wychodzę z założenia, że będzie miało wybór, o który ja walczyłam odkąd zaczęłam być świadoma pewnych rzeczy.
    Będzie chciało zjeść czisa w maku, śmiało.. droga wolna. Któregoś dnia siądę z moim synem i opowiem mu, pokaże jak wygląda schabowy zanim jest schabowym na talerzu, jak powstają kurczaczki z KFC. Później sam zadecyduje co z tym zrobi.

    • O, i bardzo dobrze z tą ciążą!
      Ja dziecku mięsa nie dam, ale to już temat na osobny tekst. Jeśli to moje dziecko to ja jestem odpowiedzialna za jego wychowanie i to, w jakich poglądach dorasta. Czy to religia czy żywienie, a nie podam mu czegoś wbrew mojego sumienia, z czym się nie zgadzam.

      • steliyah

        Też tak myślałam, dopóki sama w ciąże nie zaszłam. Mam kilku takich znajomych, którzy są wege zanim jeszcze się urodzili, bo tak zadecydowali ich rodzice. Chwała im za to! Niestety wiedzą z czego co powstaje, ale zdarza im się jeść mięsne rzeczy w ukryciu. Tak jak kiedyś ja paliłam papierosy po kątach, tak oni opychają się hamburgerami itp.
        Dlatego ja chce żeby sam mógł zadecydować. Oczywiście serce mi skacze kiedy grymasi przy mięsnych daniach, szczególnie przy babciach. Mój syn ma niespełna 2 lata, także jest jeszcze na etapie jedzenie wszystkiego, łącznie z paproszkami które znajdzie na podłodze. Podrośnie, wtedy się pomyśli.
        Przypuszczam, że gdyby dostępne były książki wegetariańskie specjalnie dla dzieci łatwiej by się było przerzucić na zdrowy, szczęsliwy styl życia już wcześniej. Będąc rodzicem też nie zawsze jest czas na wymyślanie nie wiadomo jakich potraw dla dziecka..

        • Emi Gra

          Poprzez „książki wegetariańskie dla dzieci” masz na myśli kucharskie czy takie do czytania, edukacyjne, itp.? Co do kucharskich – to są strony poświęcone daniom bezmięsnym dla dzieci, pełno tam łatwych, zdrowych posiłków. A co do tych drugich, to już coraz więcej takich książeczek się pojawia, większość za granicą, ale tłumaczenia powinny pojawić się w polskich księgarniach, bo ruch V jest coraz prężniejszy w PL. Znalazłam jedną: http://lubimyczytac.pl/ksiazka/179264/dlatego-nie-jemy-zwierzat :)

        • To już Twój wybór jako matki i nic mi do tego, nawet jeśli ja bym podjęła inny. :) Co prawda sytuacja wydaje mi się trochę dziwna, ale to nie moja sprawa.
          A co do tego, że będzie chciał spróbować bo zakażesz – tak samo jako rodzic zakazujesz (chyba?:D) dźgać innych nożem, ale czy to znaczy że jak dorośnie to spróbuje?

          Jest sporo takich książeczek, mój siostrzeniec ma 3 latka i chętnie je czyta. Nie ma żadnego problemu z tym, że np. w przedszkolu dzieci jedzą co innego, co jest super akurat ;)

          • steliyah

            Hm, przyznam się szczerze, że ciągle bałam się właśnie tego jak Mały pójdzie do przedszkola i tam wiadomo.. Ja mam okropne wspomnienia, szczególnie jeśli chodziło o kolację i kanapki z.. pasztetem. Obgryzałam tylko skórki, które nie były tym posmarowane.
            Oczywiście, wtedy były inne czasy. Może rzeczywiście muszę zapomnieć o swojej traumie, teraz tak jak mówisz częściej się mówi o weganizmie i wegetarianizmie, może nie ma co sie spinać.
            Jeśli chodzi o te zakazywanie, to nie od dziś wiadomo, ze zakazany owoc najlepiej smakuje, ja nie mówie, że tak robią wszystkie dzieciaki wege od zawsze, podałam tylko przykład moich znajomych. Z tym dźganiem nożem to troche przesada :P Chociaż, wczoraj widziałam program, że 22 latek zabił 16 latka, ot tak.. żeby wiedzieć jakie to uczucie. Takie czasy.
            A jak to wygląda ze strony mięsożernej częsci rodziny? Akceptują fakt, że Maluch nie je mięsa? Bo u mnie to chyba będzie największy problem. Teściowa i dziadkowie mojego męża są po prostu nawiedzeni.. :P Jestem bardziej niż pewna, że w ich przypadku byłaby to walka z wiatrakami.

          • U nas Mały nie ma z tym problemu. W sklepie przy dziale z mięsem mówi „tego nie jemy”, biegnie do innego działu i mówi „chcę tofu” ;)

            Jasne, babcie mówią że takie to dziecko biedne i długo namawiały moją siostrę by podawała mu mięcho, ale już dali spokój. Zrozumieli, że nie mają co walczyć, bo i po co. To dziecko mojej siostry i ona decyduje teraz o tym co on je, więc je zgodnie z jej poglądami. Wystarczy pokazać, że się wie co się robi i tyle. Ludzie boją się tych, którzy są pewni siebie i mają własne zdanie.

  • Gej Bryls

    Bardzo słaby tekst. Nie dziwię się, że wegetarianie i weganie uważani są za czubków – reprezentuje ich banda krzyczących fanatyków lub gorzej. Tu akurat nie przebija się fanatyzm, bo nie przebija się nic. Tak samo odpowiedziałby kałożerca: jem gówno, bo tak. Zdrowsza raczej nie będziesz, choć faktycznie mięso w brzuchu gnije i syfi, radykalne odstawienie białka zwierzęcego nie jest wskazane. Przykro mi, nie jesteś gorylem, ani innym roślinożercą. Natura stworzyla cię jako istotę MIĘSOŻERNĄ, czy ci się to podoba, czy nie. Więc o zdrowiu lepiej się nie wypowiadaj, bo znam wielu „zdrowych” z sińcami pod oczami. PS. Do krzyczących: jem mięso (wliczam w nie rybę i inne takie) kilka razy w roku. Nie lubię go. Nie jadłem 10 lat wcale.

    • Monika Chmielewska

      Człowiek jest istotą wszystkożerną, gdyby był mięsożerną nie mógłby w ogóle żyć na diecie bezmięsnej. Na diecie bezmięsnej żyje normalnie, na diecie tylko mięsnej długo nie pociągnie.

      • Gej Bryls

        Wszystkożerną? Smacznego. To czemu na bezmięsnej nie pociągnie? Znam mięsożerców pełną gębą i jakoś ciągną. Nie mają sińców pod oczami, jak znajomi wegetarianie, acz, jak podkreślam, sam jadam mięso „od święta”. Niemniej najbardziej poruszają mnie argumenty o uboju zwierząt. Wierz mi, że biorąc kilka bezdomnych sierściuchów ze schroniska, uczyniłem więcej dobrego, niż ty nie jedząc mięsa całe życie uczynisz.

        • Kasia Dropińska

          Niektórzy wybierają wegetarianizm bo nie chcą przyczyniać się do takiego a nie innego traktowania zwierząt, w ogóle do zabijania- nie zawsze jest to „chęć zmiany świata”. Po prostu „nie jest to zgodne z moim sumieniem”. Uważam, że ten „odłam”- wegetarianizm, weganizm- jest tak mały, że „zmiana świata” nie będzie się zawdzięczać się naszemu pokoleniu. Aczkolwiek ziarnko do ziarnka… A co do (nie)zdrowych wegetarianów, to, jeśli sińce mają pod oczami, to widocznie nie umieją odpowiednio uzupełniać składników odżywczych, albo po prostu prowadzą niezdrowy tryb życia.

      • Guest

        A najbardziej to człowiek jest drapieżnikiem. Wrrrr

      • Gej Bryls

        A najbardziej, to człowiek jest drapieżnikiem. Wrrr

  • Monika Chmielewska

    Jakieś naburmuszone te odpowiedzi, spięte i w stylu – odwalcie się. Ja tak nie rozmawiam, zawsze staram się pokazać mięsożercom ile jest możliwości i nakłonić ich do zmniejszenia ilości spożywanego mięsa, żeby jedli mięso rzadziej ale lepszej jakości. Wtedy wszyscy się ze mną zgadzają i zaczynają myśleć o zmianie swojej diety.

    • Ale ja nie chcę nikogo nawracać tylko żyć sobie w spokoju. Pod spodem w komentarzach już się do tego odniosłam ;)

      • Ja Ona

        a ja z ciekawości spytam, póki jeszcze nie znalazło się w drugiej 10 głupich pytań ;)
        mimo
        wszystko proszę o poważne potraktowanie pytania, bo dla mnie dość
        istotne i nie złośliwe w żadnym z możliwych kontekstów… mianowicie –
        co z jajkami???

        • Agnieszka Piątkowska

          Jajka są nieakceptowalne w WEGANIZMIE, nie w wegetarianizmie.

          • Ja Ona

            no właśnie wiedziałam, że w którejś opcji są nieakceptowalne…
            jednym słowem, chodzi o to, żeby kry były z godnością traktowane, tak?
            a co z faktem, że mogłyby zostać kurczaczkami?? Przysięgam, to nie fanatyczne pytania, z cyklu ochrony życia, po prostu ciekawią mnie odpowiedzi osób, które prowadzą taki „styl” życia

          • Monika Chmielewska

            no jeśli masz same kury to nie ma opcji żeby kiedyś te jajka zostały kurczakami :D

          • Ja Ona

            hmmm… no nawet jakby logiczne ;)

            całkiem dobry argument, o którym nie wiedzieć dlaczego nawet nie pomyślałam… chyba powinnam się doedukować..
            nielogicznie, przyjełam na logikę, że skoro jajko jż jest, tzn, że może się z niego wykluć kurczak… dzięki za odp

          • Monika Chmielewska

            no, jajko kury to jej menstruacja lub potomstwo, nie tak jak u np gadów, że to tylko ich potomstwo ;)

          • Ja Ona

            właśnie doczytałam w innym artykule :)
            człowiek jednak uczy się całe życie :))) wato więc pytać, nawet o rzeczy, które zdają się byc oczywiste

          • łał, punkt za podejście. :)

          • Marzena Dacewicz

            z takiego jajka kurczaka nie będzie xd

          • Agnieszka Piątkowska

            Jeśli chodzi o jaja to sama (nie jako wegetarianka ale jako osoba szanująca godny byt każdego żywego stworzenia) kupuję tylko z chowu ekologicznego albo z wolnego wybiegu. Klatkowe – fuj. Niech sobie ta kurka pobiega po zielonej trawce, niech będzie szczęśliwa, a nie żeby siedziała w ciasnej klatce nigdy nie widząc nieba…

        • Monika Chmielewska

          jeśli są eko i bez faszerowania antybiotykami to powinno być ok

        • Klaudia Karkoszka

          Ja odpowiem jako weganka. Tu nie chodzi o okres kury jakby się mogło wydawać, ale głównie o koguty. Kogut jest niepotrzebny w produkcji jajek, a siłą rzeczy część z wyklutych pisklaków to płeć męska. Takie osobniki są w hodowlach mielone żywcem, tak zwyczajnie. Nawet jeśli jest sobie babeczka na wsi i ma swoje kury to też przyczynia się (oczywiście w o wiele mniejszej skali) do redukcji kogutów, bo na taką gromadkę powiedzmy 20 kur nie ma ani jednego koguta zazwyczaj (albo jest 1, albo kilka jeśli ktoś hoduje w dużej mierze na mięso). A przecież nie można powiedzieć kurom żeby rodziły same przydatne kury. Więc o ile stanowisko wegetarian to skupienie się na tym żeby kura która przetrwała miała przynajmniej szczęśliwe życie tak już weganie biorą pod uwagę również te „odpadki produkcyjne”. Sama byłam wegetarianką z 7 lat i tego nie rozumiałam, a właściwie wypierałam to ze świadomości. Co do hodowli trzeba jeszcze dodać, że pisklakom na żywca przycinane są dzioby (bardzo unerwione) no i warunki są ogólnie… tragiczne. Polecam obejrzeć jakiś film jak to wygląda, tak po prostu żeby wiedzieć co się je i wiedzieć co się tam dzieje.

      • Monika Chmielewska

        ja też nikogo nie nawracam, przecież nie napisałam, że zachęcam do przejścia na wege. Po prostu frustracja bije z tych odpowiedzi, równie dobrze można by mówić każdemu – moja sprawa odwal się chcę żyć w spokoju.

        • Wojciech Por

          Sorry, ale powyżej napisałaś wprost: „nakłonić ich do zmniejszenia ilości spożywanego mięsa”. Co to jest jak nie nawracanie? Po ponad 15 latach obcowania z mięsożercami najbardziej w porządku podejściem wg mnie jest wzajemne niewpieprzanie się sobie do talerzy. Ty nie namawiaj mnie na kotleta schabowego, ja nie będę cię namawiał do kotleta sojowego. Jesz mięso – twoja sprawa, nie jem mięsa – moja.

    • Agnieszka Piątkowska

      W sumie wystarczy powiedzieć – nie lubię mięsa, nie smakuje mi.

      • Monika Chmielewska

        jeśli chcemy mieć spokój to wystarczy tak powiedzieć, jeśli chcemy żyć w lepszym (bardziej tolerancyjnym) świecie to trzeba się trochę postarać – sam się nie ulepszy

        • Anna Krztoń

          Nie wiem, czy to wystarczy jeśli „chcemy mieć spokój”. Przeważnie wywołuje to lawinę kulawej argumentacji, że przecież nie ulepszymy świata, że zwierzęta nadal będą ginąć etc. Jeśli chcemy mieć spokój to chyba najlepiej nic nie mówić :)

      • Klaudia Karkoszka

        Jest wiele wegetarian, którzy smak mięsa lubią. Ofkors nie takiego surowego, wyszarpanego kłami jeszcze z futrem, ale dobrze przyrządzone jest zwyczajnie dobre. Chodzi właśnie o to, że są inne powody, dla których się go nie je. No, ale nie ma w sumie sensu ludzi nawracać, argument „bo nie” jest faktycznie wystarczający ;d

    • Marzena Dacewicz

      słysząc podobne teksty codziennie niektórzy tracą cierpliwość

      • Monika Chmielewska

        uważam, że jeśli zrezygnowało się z mięsa z powodów 1) troski o życie zwierząt, 2) troski o ekologię – to powinno się jednak starać dotrzeć do tych męczących nas ludzi i nie wymiękać. Jeśli natomiast przeszło się na wege ze względów zdrowotnych (zwiększenie wydolności organizmu, mniej chorób bakteryjnych), to można używać odpowiedzi takich jak w artykule

        • Lech Madej

          A ja uważam, że nieważne wege czy mięscożerca, każdy ma prawo mówić jak mu wygodnie i nie musi to być warunkowane powodem dla którego się przeszło na daną dietę.

          • O, dzięki. To raczej indywidualna sprawa i dajmy sobie luz :)

      • Utrata cierpliwości jest w tym tekście bardzo dobrze wyczuwalna. Niestety teksty pisane pod wpływem frustracji często są słabe i przemawiają tylko do innych sfrustrowanych osób. Sam się na tym ileśtamkrotnie przejechałem. Kiedy emocje mi opadną, nie lubię tak pisanych tekstów, niechętnie się do nich przyznaję i dostrzegam, że czytelnicy też nie zareagowali na nie zbyt dobrze.

        Takie wyliczanki bronią się, jeżeli ma się do siebie i świata spory dystans lub chociażby w tych krótkich komentarzach do najczęściej spotykanych tekstów przemyci się dobre i dobrze uzasadnione argumenty (co wymaga bardzo wprawnego pióra, bo przestrzeni na ich obronienie jest mało). Trzeba się przyłożyć, postarać… i na czas pisania zapomnieć o tym, jak nudne i frustrujące jest słuchanie wiecznie tego samego. Bo inaczej po prostu zaleje się czytelnika tą frustracją i, co gorsza, znudzeniem.

  • Atma

    Kiedy zaczynałam odrzuacać mięso nie było internetu. Działałam instynktownie…To były czasy komuny, kiedy niewiele w ogóle można było w sklepach dostać…Był to szok dla otoczenia… Ale skończyła się własnie trzecia dekada mojego wege stylu życia i jest dobrze….

  • Gej Bryls

    Aaaa! Brakuje tekstu „ale z ciebie pedał”.

  • „Nic nie przyniesie większej korzyści ludzkiemu zdrowiu oraz nie zwiększy szans na przetrwanie życia na Ziemi w tak dużym stopniu jak ewolucja w kierunku diety wegetariańskiej.” ~Albert Einstein

    To jest jedyny argument jaki do mnie przemawia :D
    (Nadal jestem zdeklarowanym mięsożercą, gdzie mi tam do Einsteina) :D

  • Anna Krztoń

    Nigdy nie zrozumiem z czego wynika ta spinka mięsożerców na wegetarian czy wegan. Kumpela na dyplom robiła ilustrowany wege przewodnik to dowiedziała się, że „chyba je tylko papier”. Ale i tak największy szok przeżyłam na spotkaniu z Olgą Tokarczuk w Kinoteatrze Rialto, w Katowicach. Spotkanie odbyło się w ramach Klubu Myśli Ekologicznej – jego część była poświęcona książką pani Tokarczuk, a część ekologii i jej poglądom na ten temat (w sumie u niej się to łączy, bo jej ostatnie książki głównie tego dotyczą). Był czas na pytania dla publiczności – i przez chyba godzinę ludzie ja maglowali z jej poglądów, szczególnie z wegetarianizmu – prawie każdy na sali próbował jej udowodnić, że „się myli”. Kobieta jest wege od ponad 20 lat, więc pewnie przerabiała wszystkie te pytania tysiąc razy, chodź odpowiadała na wszystkie cierpliwie. Pamiętam, że z koleżanką byłyśmy zażenowane całą tą sytuacją – nie było w pytaniach z publiczności przyczynku do inteligentnej wymiany poglądów, tylko stare, ordynarne „moja racja jest najmojsza”.

  • Maria

    Zgadzam się. Wszystko zrozumiałe i logiczne, ale styl tych wypowiedzi nadęty do granic możlwiości.

  • Najczęstsze pytanie mojej mamy: „Zjesz z nami zupy? Tam mięsa prawie nie ma, gotowane na gnacie”. Z innymi potrawami podobnie. Żeby się nie kłócić po prostu mówię, że nie jestem głodna i sama coś później upichcę. Dobre jest to, że jak więcej vege żarcia upichcę i mamie nie chce się gotować wszyscy jedzą ‚moje’ : D

  • Jadeitea

    Skąd ja to znam… :D Zabrakło dla mnie „A ryby jesz?”, „Człowiek jest mięsożerny, przecież ma kły!” (vide goryl, z zębiskami kilkakrotnie większymi od ludzkich) oraz „Kiedyś przez jakiś czas nie jadłem mięsa i prawie dostałem anemii”. Staaaandard.

  • Maria

    Eh, goryle to akurat jedza tez larwy, poczwarki, mrowki, slimaki i inne bezkregowce…A co do zdrowego odzywiania to sama nie wiem..w warzywach i owocach jest tyle chemii ze sobie tego nawet nie wyobrazamy… A pod plantacje soi to wycina sie ciagle lasy amazoniskie aby ta soje do Europy eksportowac:(

    • Hagane

      Ale jest prosty przelicznik, 1kg wołowiny wymaga wyprodukowania 10kg soi, a ile zje jeden człowiek takiej soi dla swojego zapotrzebowania? Znacznie mniej :) To masowa i przemysłowa hodowla generuje tak olbrzymi popyt i wizja zysków motywuje takie bezmyślne istoty do wyrzynania lasów i miliardów istot rocznie.

      • Maria

        zgadzam sie 100%. tylko niech mi nikt nie wciska kitu ze jedzenie warzyw jest zdrowe, i jedzac warzywa, w tym soje, bronimy przyrody itd…bo obecnie wrzuca sie tyle chemii, ze nie ma co sie oszukiwac – nawet nie wiemy co jemy…pestycydy, herbicydy, i inna chemia sa lane litrami na wszystko…w mieso jasne tez..I kurde, nie ma jak inaczej…moja mama chciala mniec sad ekoligiczny – nie uzywac opryskow – nikt nie kupowal jablek, gruszek z jej sadu -owoce male, z grzybem..czeresnie i sliwki z robakami… A wracajac do soi to ja akurat mieszkam w Brazylii i widze na wlase oczy te przeogromne plantacje soi i niedobrze mi jak slysze jaka to soia wspaniala…

  • Zarówno tekst o wytatuowanych ludziach, jak i o wegusach mnie dotyczy. Jestem i jednym, i drugim :) Owszem, często również słyszę podobne testy, ale staram się na nie odpowiadać racjonalnie i -przede wszystkim – sympatycznie. Wytłumaczenie mięsożercy swoich racji, nawet jeżeli robi to się któryś raz z kolei tego dnia, ma sens. A nóż widelec ktoś pomyśli „ma dziewczyna rację”?

    • To znaczy, że jesteś bardzo cierpliwa. Ja nie. ;)

  • MacDom

    Z jednej strony babcia może się martwić, bo nas vege jest mniej aniżeli więcej. Więc może statystycznie trudniej… szczególnie, że pewnie więcej kobiet jest świadomych w tej materii niż nas facetów… Z drugiej strony, myślę sobie że związek dwóch vege już na starcie ma spory fundament, kwestie która wzmacnia, łączy… Trochę jak na zasadzie religii, wspólnej wiary etc…

    Samemu życzę sobie właśnie poznania innej wegetarianki :)) Wspólne zakupy, gotowanie, obiad z padlinożercą jakoś tak mi średnio pasują… :))

    • Natalia Ozdoba

      Mój chłopak jest mięsożercą i nie przeszkadza mi to za bardzo – sam sobie gotuje, ewentualnie gotujemy wspólnie podstawę (makaron, sos) a do tego on dorzuca sobie mięso a ja tofu. Ewentualnie jemy wegański posiłek oboje :) Moim marzeniem jest to, że może pewnego dnia zrezygnuje on z mięsa, a może nawet z produktów odzwierzęcych. :) Już teraz ogranicza spożywanie mięsa gdy je ze mną. Gdybym była z innym wege, nie miałabym poczucia, że może, jednak, istnieje maciupeńka szansa, że ktoś moim śladem pójdzie i jeszcze jedna osoba zostanie wegetarianinem/weganinem. :)

  • Magdalena Marzec

    ja najczęsciej spotykam się z pytaniem czy jem ryby :) nie wiem skąd pomysł, że ryba to nie zwierzę/mięso

    • Monday

      Już Ci mówię skąd…bo w Polsce jest tradycja ściśle związana z religią (debilnie tłumaczona, że w poście chodzi o mięso), że w piątek jest post i nie je się mięsa, za to ryby wcina się na kilogramy właśnie w piątki! :)

  • chudy

    Planujesz jakieś Q&A? W sensie, na asku, albo jakiś live z odpowiedziami? ;)

    • A jest na to zapotrzebowanie? :) Jeśli ktoś faktycznie by chciał brać w tym udział to no problem, zrobię (=założę Aska pewnie, to najprościej).

      • chudy

        Myślę, że chętni by się znaleźli. Mnie tam zawsze coś nurtuję i mam ochotę zadać pytanie. Ale nie zawsze chce mi się pisać w komentarzu. Ask to praktyczne rozwiązanie. Zawsze możesz np. odłożyć ciekawsze pytania i odpowiedzieć na kilka w ramach wpisu na blogu. ;D

        • Skoro tak to na dniach ogarnę sprawę ;)

          • chudy

            To git ;) I potem przydałoby się dodać jakiegoś linka na głównej po prawej, co nie? :D

          • bez offtopów już, na pewno się znajdzie na fanpage. A potem gdzieś tu mu zrobię miejsce.

  • @disqus_14rXpqbXVn:disqus addnąłem Cię na fb by Ci podrzucić poprawioną wersję Stylish popular posts – spolszczone + pokazuje komci ilość w kółeczku, nawet w kolorku akcentu blogaska, a Ty zlewka. #problogerpomagaamatoromaleniebopoco ;/

  • Ja potrzebuję jednej odpowiedzi, któa zawsze mnie nurtuje a nie mam kogo zapytać, gydż wśród moich znajomych sami mięsożercy:
    KURY- NIE!
    RYBY – TAK?
    I jak to jest z tym bólem u ryb.

    • Tu odpowiedź:
      http://www.hania.es/20-tekstow-wege-2/

      a o ludziach, którzy jedzą ryby (tj. zwierzęta) a nazywają się wegetarianami będzie za jakiś czas :) spoiler: nie są wegetarianami.

      • dobrze wiedzieć. dzięki za odpowiedz. Moja dawna sąsiadka karciła mnie kiedys za to, że tlukłam schaboszczaka ;-) mówiąc, że to zwierzę płakało. sama uwazala sie za wegetarianke, ale uwaga: wg niej kury i ryby nie czuja bólu! :-D

        • Zwierzęta czują ból. Ryby i kury to zwierzęta.

          Głupia sąsiadka.
          Nie dość, że oszołom bo nawraca innych to oszołom bo nie wie podstawowych rzeczy w temacie, w którym się wypowiada. Oszołom do kwadratu – radzę omijać szerokim łukiem.

          • Anna S-B

            Zgadzam się, masakra jakaś. Ja jem ryby, nazywam siebie pescowegetarianką i przyjmuję na klatę, jeżeli ktoś stwierdzi, że nie uważa mnie za wegetariankę. Ale nigdy nie powiem, że ryby nie czują bólu. Chore i już.

          • O, to łap to: http://www.hania.es/nazewnictwo/ :D
            Ja mam gdzieś co kto inny je, ale nie umiem znieść jak ktoś jest głupi.

          • Anna S-B

            Hahaha :) niezłe. Pozdrawiam

      • aga

        W koncu ktoś to napisał. HALO!- wege nie jedzą ryb. Uwielbiam to: „Aa ty nie jesz mięsa, to może zjemy rybę?”

    • A ryby mają bardzo niski próg bólu, czytałam że porównywalny do ludzkiego. Więc hej, to głupoty.

  • Turbo-lajk! :D

  • Asia Czerkawska

    generalnie po przeczytaniu tego tekstu (10 pytań i odpowiedzi) odnoszę wrażenie, że wege to chamy i najlepiej gdyby w ogóle się do nich nie odzywać na żaden temat … kiepsko…zwłaszcza, że znam całkiem fajnych wegetarian

    • Do tego gryziemy.

    • Fajna

      Odniosłem podobne wrażenie.
      A pisanie autora w stylu: „2. ROŚLINY TEŻ CIERPIĄ!!1” dokładniej chodzi mi o : „!!1”
      stworzyło otoczkę, i pokazało jak wegetarianie (lub sam autor) wywyższa się nad ludźmi jedzącymi mięso.

      Wegetarianin – spokojny, ogarnięty. O wszystkim wszystko wie. Widzi świat taki jakim jest.
      Mięsożerca – gimbaza, nieumiejętność normalnego pisania, dziecinne zachowanie.

      Jest to stały szablon.
      MY – dobrzy, jedynie my widzimy świat otwartymi oczyma. Widzimy jak go naprawić, i kto co źle robi.
      ONI – Oczy zawiązane opaską. Brak świadomości, aktualny stan psychiczny ukształtowany przez „władze” „większość” itp. Nieliczne jednostki nawracają się na dobrą drogę, ale i tak większość jest już na samym starcie przegrana.

      Stały szablon w:
      Prawica VS Lewica
      Marihuana VS Alkohol
      Wegetarianie VS Mięsożercy
      Ateiści VS Reszta Polski.

      Taki obraz stara się kreować autorka :)

      Wszystko ma swoje + i –
      Nie trzeba tworzyć swojej małej propagandy. My… OK. Inni?… potrafią zadawać tylko debilne pytania, bez jakiegokolwiek ładu i składu. Więc MY musimy na te debilne pytania mądrze odpowiedzieć.

      • Dziękuję za głęboką analizę psychologiczną. Chujowa. Tak samo jak mówienie mi, co muszę – bo nic nie muszę.

        No, a teraz już sobie idź.

        • Elałke

          Zastanawiam się, czy jesteś bezczelna i prowokujesz, czy jesteś po prostu głupia.

    • Mięta

      Zgadzam się z wami. Jestem wegetarianką, ale nie podoba mi się to, jak większość wegetarian starają się na siłę zmienić talerze innych.

      Ludzie! Mięsożercy akceptują nasze talerze, wy akceptujcie ich!

      • Mam w dupie wszystkie talerze, które nie są moje.

      • Anna S-B

        Jestem pescowegetarianką i czasem spotykam się z podobnymi pytaniami, czasem również żartobliwym wyśmiewaniem tego, co jem. Znam też kilkoro wegetarian i jakoś żaden z nich nie zmienia niczyich talerzy.Więc nie generalizuj, że wszyscy wegetarianie tak robią. A te odpowiedzi są bardzo kulturalne. Czasem aż się prosi, żeby były znacznie gorsze. Bez przesady, będziemy się teraz trząść nad każdym mięsożercą, bo broń boże nie można mu głupio odpowiedzieć na głupie pytanie? To niech się wysili i zada kulturalne i inteligentne. Są mięsożercy, którzy to potrafią. I są tacy, którzy nie akceptują naszych talerzy, nie widzę powodu, żeby się z nimi cackać. Zwykle olewam :D Haniu, podobają mi się Twoje odpowiedzi :) Pozdrawiam znad fasolowego burgera :P

        • Zazdraszczam burgera, yummy! :)
          I dzięki, dobrze mówisz.

  • Łojek Bez Ciśnień

    Dla mnie podstawowym sensownym argumentem przeciwko kupowaniu mięsa jest fakt, że do wyprodukowania 1 kg mięsa potrzeba 10 kg protein roślinnych co podwyższa ceny żywności w trzecim świecie. Tam co 3,5 sekundy umiera z głodu dziecko. Kupowanie mięsa to nie tylko mordowanie zwierząt ale przede wszystkim ludzi!

  • Haha Haniu, ja bym tak nie mogła :P A jak ktoś myśli, że wege jest droższe, to chyba nigdy w mięsnym nie był albo kupuje jakiś szajs Oo

  • „Odwalcie się od mojego talerza” – otóż to! Sam jestem nieuleczalnym mięsożercą, ale obiema rękoma podpisuję się pod takim oświadczeniem. To jest w ogóle niezły slogan na jakąś kampanię reklamową, czy coś.

  • Ivett Todua

    Ja też uważam, że odpowiedzi są godne zbuntowanej nastolatki, chodzi mi oczywiście o ton.

  • dobrymjud

    nie jestem wegetarianką, ale aktualnie nie jem mięsa i patrzyłam na ten tekst z lekkim przymrużeniem oka, bo nie spotkałam się z żadnym z tych tekstów… do czasu, kiedy nie pojechałam do domu ;) trio tata&brat&babcia nadrobili za wszystkich znajomych!

  • rogal

    Uśmiałam się i jednocześnie czułam zażenowanie, bo przypominały mi się te wszystkie momenty (niezliczone) kiedy zadawano mi jedno z powyższych pytań.. ale tekst naprawdę fajny i prawdziwy (niestety).
    PS. zapomniałaś o pytaniu : a badasz się?
    Pozdrawiam :)

  • Agułka

    Ja jeszcze usłyszałam-to co Ty będziesz jeść w ciąży? :o :D

  • Mięta;

    Nie podobają mi się odpowiedzi na pytanie 3, 4 oraz 5.
    Po pierwsze: dajesz się prowokować;
    Po drugie: niepotrzebnie naskakujesz na mięsożerców. W ten sposób nie kreujesz dobrego wizerunku wegetarian :P

    • Ojej. ;)

      • ClearlyNot

        Komentarz „Ojej. ;)” o ile interpretuje właściwie, ma mieć wydźwięk ironiczny, tego, że się przejęłaś tymi uwagami, co tak na prawdę nie ma miejsca? Masz strasznie antagonistyczne podejście do ludzi moim zdaniem, Z jednej strony chcesz aby świat był lepszym miejscem, działasz w jakiś sposób aby to osiągnąć, a z drugiej strony wykorzystujesz każdy pretekst do mocnej, wulgarnej, często przesadzonej krytyki. Trochę się to ze sobą gryzie. A tak btw to, kim się otaczasz (jak piszesz debilami) to wyłącznie Twój wybór.
        Queen of fucking everything! Huh. Za parę lat spojrzysz na te wpisy z zażenowaniem.

    • emolite

      Mi się za to bardzo podobają odpowiedzi na pytanie 3, 4 i 5, a także 1, 2, 6, 7, 8, 9 i 10. Odpowiedź na pytanie 2 rozbawiła mnie do łez :)

    • lola

      dobry wizerunek wegetarian? przeczytaj co napisałaś, dziewczyno. to że ktoś nie przyczynia się do krzywdy zwierząt samo w sobie jest dobre. A że ludzie tego nie widzą to jest zwyczajna głupota. Nikt nie musi kreować wizerunku wegetarian, bo żyjesz dla siebie a nie dla innych. Ludzie którzy cię wyśmiewają, oceniają, mają cokolwiek do powiedzenia i tak umrą, więc nie widzę sensu w marnowaniu życia na tworzenie wizerunku tylko po to żeby się komuś przypodobać.

  • Pingback: A Jezus jadł ryby – czyli co usłyszałem odkąd zostałem wegetarianinem | Wróbel na wolności()

  • Pingback: TOP 8 – Najzdrowsi ludzie polskiej blogosfery | Grochem o Garnek()

  • Jak powiesz, że nie jesz mięsa to jeszcze nie jest tak hardkorowo. Spróbuj wytłumaczyć, że jajek, mleka i sera też nie ;)

  • też Hania

    haha świetne! pomijam, że napisane zgodnie z prawdą, to jeszcze znakomitym językiem, że zaczęłam Cię lubić nie tylko dlatego, że mamy tak samo na imię. :D jesteś super! :*

  • Aleksandra

    Przeczytałam trochę twoich tekstów i ręce mi opadły. Jak można mieć w sobie takie pokłady jadu i nienawiści?! Nic ci nie pasuje, na wszystko narzekasz, przecież „ty wiesz lepiej”. Nie znam cię, ale wydajesz się zgorzkniałą i smutną osobą. Może trochę więcej empatii? Nie mówię tego złośliwie, tylko trochę mi smutno. Miłego dnia.

  • Pingback: Blue Coaster33()

  • Pingback: weight loss techniques()

  • Karolina Papczyńska

    Uwielbiam ten wpis. Sama jestem wegetarianką od dziecka – czyt. od kiedy zaczęłam myśleć samodzielnie. Obecnie mam męża i jakoś nie przeszkadza mu to, że nie jem mięsa – a wręcz przeciwnie, on ma podwójną porcję :D Do pytań dodałabym jeszcze dwa:
    „Ale ryby jesz?” (taaaa, bo ryby to oczywiście warzywo, a nie mięso)
    „Przeszło Ci to już?” (uwielbiam traktowanie wegetarianizmu jak focha albo grypy, że może ot tak sobie nagle przejść).

    • O, super, że mąż tak spoko podchodzi. :) Ryby są w drugiej części ujęte – http://www.hania.es/20-tekstow-wege-2/
      A „przeszło Ci już?” jest tak tragiczne… :D Fakt, że też o tym zapomniałam!

      • Kamila Pełka

        To ulubione pytanie mojej babci i o tyle o ile tolerowałam to kiedy pytała przez pierwsze dwa miesiące zwłaszcza że miałam wege okres jako nastolatka, to teraz już mnie to irytuje ,

  • Z chłopakiem robimy mały eksperyment i nie jemy mięsa już miesiąc. I serio – zdążyliśmy się nasłuchać wszystkich tych tekstów. Gotujemy bardzo różnorodnie i jak dotąd pysznie, ale nasi znajomi przy każdej okazji pytają „jak to wytrzymujecie” i próbują wyciągnąć na burgera. Ostatnio nawet na imprezie koleżanka prawie siłą próbowała wcisnąć nam kabanosy. Jakby powiedzenie „nie jem mięsa” było płachtą na byka i wszyscy próbowali nas przekonać że to STRASZNY BŁĄD. Czuję się jak lesbijka której ktoś mówi że nie spotkała prawdziwego mężczyzny :P

  • Pingback: stream movies()

  • Pingback: watch movies online()

  • Ewelina

    Mój chłopak nie rozumie wegetarianów, ja się nie ustosunkowuję zbytnio, bo to nie mój interes co, kto ma na talerzu. Sama lubię mięso, ale jem go niewiele – tak zakłada moja dieta i tego się trzymam (uzgodniona z dietetykiem of kors,:D ). Dwa plasterki wędliny, około 100 gram mięsa do obiadu i tyle. Znając tyle przepisów na różnego rodzaju szejki, koktajle, sałatki, dania obiadowe z niewielkim użyciem mięsa, jestem przekonana, że jakby zabrać mi te mięso, które mam, to bym przeżyła. Kocham wszelkiego rodzaju pasty na kanapki, wtedy obchodzę się bez mięsa. I rozumiem, że takie zachowanie może wkurzać, ludzie nie potrafią myśleć w inny sposób niż w swój własny, jeśli wiesz o co mi chodzi, niczym koń klapki na oczach i do przodu. Irytują głupimi pytaniami…. Ja odkąd jestem na diecie, czyli już prawie dwa miesiące słyszę „Najadasz się tym? Tak bez… całej piersi kurczaka?” Albo „Ej, jak ty dajesz radę bez czekolady? No weź kawałeczek!” Może to trochę inna sytuacja, ale ludzie wpieprzają się w swój talerz, bo oni tak robią, to i my musimy…

    • Hahah dokładnie, jeśli oni coś robią, to Ty musisz tak samo, no bo jak to tak! Twój sposób na pewno jest gorszy, wiadomo.

      • Ewelina

        Ekhem. Powinnaś była mnie teraz zjechać bo jem mięso. Zapomniałaś? :D

        • Fakt. JAK MOŻESZ JEŚĆ MJENSO, JESTEŚ MORDERCĄ, MASZ KREW NA RĘKACH!

          • Ewelina

            Od razu lepiej brzmisz… Jak normalny człowiek. :D

  • Fajny tekst! Lekko i z humorem. Mogłabym taki napisać: czemu siedzisz z dzieckiem w domu? Nie nudzi cię to? Nie chcesz iść do pracy i uciec od pieluch i wycierania kup? I teksty nie masz życia, nie chodzisz na imprezy, a seks to tylko na filmach widujesz…. eh.. ludzie :D Niektórym nie dogodzisz ;)

  • Kamila Pełka

    Ludzie zawsze znajdą jacyś problem. Moi znajomi przywykli ;).Związki nie zależą od tego co kto je , ja nie jem mięsa ,a wiele moich znajomych je ,wiele też nie je i nikt nie robi z tego problemu. Mój chłopak i współlokatorka często chodzą ze mną jeść i nie ma problemu.

  • miXUEM

    3 teksty, który usłyszy każda osoba od wegetarianina:
    1. […]jestem wegetarianinem/-nką[…]
    2. […], bo jestem wegetarianinem/-nką
    3. Jestem wegetarianinem/-nką, więc[…]

  • Pingback: Miesiąc detoksu - efekty - hania.es()

  • Pingback: Bycie samemu jest super - hania.es()

  • Pingback: Cyrki są chore - hania.es()

  • Judyta

    Bardzo dobry tekst. Osobiście popieram całą ideę i znam kilku wegetarian, sama niestety nie wyobrażam sobie przejścia na taką dietę z tej prostej przyczyny, że zwyczajnie lubię mięso i nie chcę sobie go odmawiać, ale w moim przekonaniu oprócz samego nie jedzenia zwierząt, warto robiś coś jeszcze, co doraźnie pomoże zwierzętom jeszcze żyjącym – np. pomagać w schronisku, angażować się w różne akcje charytatywne, przygarnąć psa, zaadoptować kota. Zdarzyło mi się spotykać ludzi, którzy zaczynali nawracać cały świata naokoło: „bo jedzenie mięsa to zło, przestań, nie mogę patrzeć na martwe zwierzę na twym talerzu”, ale kiedy zadawałam im pytanie, co takiego oprócz nie jedzenia mięsa i nawracania świata robią doraźnie, jak pomagają, czy może uratowali jakiegoś kota jak ja, to usta nagle się zamykały.. No cóż. Warto robić coś więcej niż tylko głosić szlachetne idee :)

    • Niech każdy robi co chce, tak najzwyczajniej w świecie. W sensie: każdy krok w stronę robienia dobrych rzeczy jest dobrym krokiem i tyle. :) Jedni nie jedzą mięsa, inni wyprowadzają psy z schronisk na spacery – nie wiem, czemu jedni mieliby mówić, że są od innych lepsi, bo robią coś więcej.

  • Adrianna Mikolajczyk

    zabrakło nieśmiertelnego „a ryby jesz?” :)

  • dzejson

    głupich tekstów? Logiczne pytania, na które żaden wegetarianin nie poda logicznej odpowiedzi. „Bo tak!” to żadna odpowiedź

  • pytajnik

    tak bardzo wyjebane mam na to dlaczego ktoś nie je mięsa, że aż ciężko mi to wyrazić słowami.

  • Dareios

    Chyba napiszę podobny artykuł, tzn „20 głupich odpowiedzi jakie podaje każdy wegetarianin”. Tekst z gorylem na pierwszy rzut – człowiek to nie goryl. Pomijając już to że goryle żywią się także mrówkami i termitami to nie słyszałem aby chodziły do sklepu i kupowały żywność wzbogaconą w witaminę B12, ani komponował posiłki z różnych produktów tak aby uzupełnić wszystkie egzogenne aminokwasy. Bo soja, soczewica itp owszem, mają białko, ale nie mają wszystkich aminokwasów i dlatego wartość BV ich białka jest niższa niż mięsnego.

  • Pingback: Court: jej były - hania.es()

  • Pingback: 10 najgłupszych argumentów mięsarian - hania.es()

  • Monique

    Czytając to i ogólnie tego ‚bloga’, przypomniał mi się pewien żarcik, zatem:
    ‚Jak dowiesz się, czy poznana osoba jest wege?
    Jesli będzie wege, sama ci o tym powie’ – Wiadomo w jakim kontekście…

  • Klaudia

    pytają czy tak wgl nie jesz mięsa , bo nie każdy jest 100 % wege, ja znam laskę która twierdzi że jest weganką zamawia pizze bez sera, a później przy mnie wcinała normalna bez zastanowienia :D nie każdy umie się oprzeć :P

  • Pingback: Wegańskie słowotwórstwo - hania.es()

  • konan zdobywaca cipek

    wegetarianie popelniaja wiecej przestepst. maja sklonnosc do pedofilii oraz innych zboczen. ogolnie to oszolomy idebile jebniete

  • „A tym w ogóle da się najeść?” To bym dodała :)

  • Ja jestem 30 letnim gosciem, jestem wegetarianinem od wielu lat, i jakoś żyję.

  • Jowiszon Blog

    Może nie jestem typową wegetarianką, bo nie jem mięsa ze względu na różne chrząstki, żyłki… Kiedyś natrafiłam i wisiałam z głową w kiblu przez pół dnia, więc serdecznie dziękuję. Ale znam na pamięć te wszystkie głupie teksty, czy pytania. I weź tu się wytłumacz. Mówię prawdę i uderza mnie fala śmiechu „weź przestań, nie bądź nienormalna”. Sorry, ale nie moja wina, że brzydzą mnie żyły, ścięgna, chrząstki. A tak swoją drogą, to też mi szkoda zwierzątek. Widziałam u babci na wsi, jak zabijała kurę na obiad. Patrzyłam na to mięso na talerzu i nie ruszyłam.

  • Pingback: Jak tyją Polacy? - hania.es()

  • Pingback: Jak nie przytyć w święta? - hania.es()

  • A z drugiej strony, to tak jak już ktoś tu wspomniał – słyszysz te teksty, booo….
    (Jak rozpoznać wegetarianina? Sam ci powie!)
    Ludzie – i padlinolubni, i wegetarianie – mają wielką tendencję do pierdolenia o czyimś talerzu oraz chwalenia się swoim. Boże, a co mnie to!

    Ludziom trzeba luzu :) i zajmowania się sprawami ISTOTNYMI :)

    • Lucyna

      To co ma się na talerzu ni należy do istotnych spraw. Zależy od tego nasze własne zdrowie i życie, a także w przypadku „mięsolubstwa” życie innych istot, które człowiekowi nic nie zawiniły. Wspólne gotowanie, to fajny element spotkań towarzyskich. Dobra kuchnia

    • Lucyna

      To co mamy na talerzu należy do istotnych spraw, bo zależy od tego nasze zdrowie i życie, a także w p przypadku „mięso – lubów’ , życie niewinnych istot, które nic człowiekowi nie zawiniły. Wspólne gotowanie, to też przyjemny element spotkań towarzyskich. Dobra kuchnia wymaga inwencji twórczej i w rozmowie na ten temat potrzebe jest zachowanie jakiegoś poziomu. Każda monotematyczność jest nudna, a słowa – jak u pani typu ” pierdo…..” to także modna ostatnio – niby nadająca ekspresji wymowie – monotematyczność i ewidentny brak inwencji twórczej w wypowiadaniu się.

      • Lucyna, jeśli dla Ciebie to, co JA mam na talerzu należy do istotnych spraw, no to cóż – pozostaje mi współczuć :) (P.S. Dziękuję za Pani komentarz – jest Pani idealną ilustracją tego, co miałam na myśli)

        • Lucyna

          Ja również dziękuję – za ładniejszy ton wypowiedzi. Nie sądzę jednak, abym przystawała do opisywanego przez Panią obrazu. Użyłam sformułowania – „mamy na talerzu” – nie „macie”. To prawda, że przeszkadza mi, jeśli czyjeś całe życie jest jedną kolacją na czyimś talerzu, bo różnica między jedzeniem mięsa, a nie jedzeniem go, to nie różnica w gustach typu to moja sprawa w jakim kolorze bluzkę noszę, bo decydujemy o czyimś życiu i cierpieniu ale rzadko o tym rozmawiam, a jeżeli – to tylko z kimś, z kim warto strzępić sobie język. Jako samotny wilk w kwestii weganizmu – wszyscy dookoła mnie to niestety mięsożercy – raczej to ja jestem atakowana tekstami typu: – Po co się

        • Lucyna

          Ja również dziękuję za wypowiedź w ładniejszym tonie.Jednak wątpię, abym przystawała do Pani opisu, ponieważ po pierwsze użyłam sformułowania „mamy na talerzu” i jako samotny wilk w kwestii weganizmu – rodzina i wszyscy dookoła mnie jedzą mięso – to raczej ja jestem atakowana. Oczywiście,że przeszkadza mi, jeśli na czyimś talerzu jest czyjeś całe życie, jako jedna kolacja i rzecz ta niej jest kwestią gustu typu – to moja sprawa w jakim kolorze bluzkę założyłam – mówimy o czyimś życiu i śmierci, ale rozmawiam o tym tylko z kimś, z kim warto. Współczuć należy tym, co znaleźli się na talerzach w tym świecie luzu i istotnych spraw – ja mam się cało i dodrze.
          W dniu 23 sierpnia 2016 14:03 użytkownik Disqus napisał:

          • Mam dobrą radę, która oszczędzi Ci na przyszłość bycia atakowaną – nie wcinaj się w talerze innych, a odpłacą Ci tym samym ;)

          • Lucyna

            Nie zrozumiałaś mnie.Nie ” wcinam się w czyjś talerz”, a podejmuję dyskusję – jeśli warto, kiedy ktoś mnie zaatakuje i z samymi atakami nie mam problemu, wręcz przeciwnie, przy dobrym humorze miewam doskonałą zabawę z formułowaniem ripost, niejednokrotnie zabawnych. Zareagowałam na Twój post, bo brzmiał dla mnie sprzecznie i niekonsekwentnie, bo niby – Boże, a co Cię to i jesteś ta nie wcinająca się, a obrażasz uogólniając – dwie grupy ludzi. Ja, jak mnie nic to, to siedzę cicho, a jak mnie coś, to nie odpuszczam. Tak już poważnie, cierpienie zwierząt, jak wielu innym ludziom, nie jest mi obojętne. Ludzie, którzy będą demonstrować w sobotę w Szczecinie i wielu miastach świata – ja się wybieram do Duisburga, bo mam najbliżej – walczą o to by prawnie zakazano rzezi i „holokaustu na talerzach”, czyli chcą , aby prawo wcięło się ludziom w talerze – mam nadzieję, że tego dożyję. Pozdrawiam – dziewczyno o dobrym sercu.

          • ,,Nie wcinam się w czyjś talerz” vs. ,,walczą o to by prawnie zakazano rzezi i „holokaustu na talerzach”, czyli chcą , aby prawo wcięło się ludziom w talerze – mam nadzieję, że tego dożyję”.

            Nie chcesz jeść mięsa – nie jedz. Inni chcą – ich wybór.

            Mój komentarz odnosił się do powyższego tekstu – streszczając pokrótce: wegetarianie słyszą docinki na temat swoich wyborów żywieniowych bardzo często właśnie dlatego, że sami czują się uprawnieni do docinania innym. Uważają się za ,,wyższą klasę ludzi” (widzę, że Ty też masz takie przekonanie, wnioskując z Twoich innych komentarzy). Podsumowując: nie chcesz komentarzy na swój temat, pragniesz tolerancji? Nie komentuj i toleruj. To tyle – na ten temat się wypowiadałam.

            Do sensu wegetarianizmu, moralnej oceny zabijania zwierząt etc. się tutaj nie stosunkowałam, bo to dłuższy i znacznie bardziej zawiły temat.

          • Lucyna

            Znowu mnie nie zrozumiałaś.Widzę, że najpierw muszę odnieść do słowa tolerancja. O jakiej tolerancji Ty mówisz? Łatwiej mi będzie odwrócić sens słowa. Nietolerancyjnym według mnie jest ktoś, kto nie toleruje czegoś, lub kogoś za to, że po .prostu jest, albo jaki jest. Zła nie tylko nie należy nie tolerować, ale wręcz należy z nim walczyć. Wychowałam się wśród zwierząt, są inteligentne i krwawią tak samo jak my, a ich życie nie jest dla mnie mniej warte od życia ludzi, więc nie toleruję zabijania ani jednych, ani drugich, co poza tym ma ktoś na talerzu mnie nie interesuje. Weganin, który podejmie wysiłek, żeby nie przyczyniać się do zabijania, czy tego chcesz, czy nie jest lepszym człowiekiem , od tego, który z powodu swej wygody zrobić tego nie chce, a że prawo mu jeszcze na to pozwala – Ty możesz dywagować na temat wyboru. Abolicjonista też kiedyś nie był tolerancyjny, walczył i się nie poddawał, choć niejednokrotnie słyszał: – Nie chcesz mieć murzyna niewolnika to nie – ja chcę, mój wybór, a wtedy nawet kościół czarne życie uważał za gorsze, jak teraz gorsze i uprzedmiotawiane jest to włochate, czy skrzydlate. Dobrze, że nie był tolerancyjny i wcinał się w czyjeś podwórko, bo do dzisiaj pan z niewolnikiem mógłby zrobić co tylko zechce. Nie uważam się za lepszą od innych ludzi – uważam się za lepszą od Lucyny, która wcześniej jadła mięso i zazdrościła wytrwałości weganom – wtedy według niej lepszym od niej. Stawanie się lepszym, myślę, że jest obowiązkiem każdego z nas. Mięsożerców nie uważam za gorszych, bo za takich musiałabym uważać własne dzieci, które kocham i które sama na mięsożerców wychowałam, bo kiedyś nie do końca wiedziałam, że można inaczej.

  • Michal Zielinski

    Ale to nie są głupie pytania. Przynajmniej większość. Skąd „zwykli ludzie” mają wiedzieć co i jak?

Przeczytaj poprzedni wpis:
motylek
Motylek

Pewnego dnia dostałam wiadomość. Wyjęłam telefon z kieszeni i odczytując ją poczułam, jak do oczu napływa mi pełno wielkich łez.

Zamknij