LUDZIE MOTYWACJA PSYCHOLOGIA

20 minut na zmartwienia

zmartwienia


Wielkie sukcesy, cudna rodzina, idealna miłość, duże pieniądze. Wszystko super, ale jak się cieszyć ciągle się martwiąc?

Wkurzająca sprawa. Od zawsze mnie denerwowało to, że zamartwianie się było nieodłączną częścią mojego życia. Kiedyś zdarzało się, że spędzałam godziny nie robiąc w zasadzie nic poza przejmowaniem się jakimiś czarnymi scenariuszami zupełnie bez powodu. Jak miałam piętnaście lat i trochę mniej ogarniętości w sobie, zamiast padnięta na podłodze na melanżu, leżałam na łóżku wizualizując sobie jak nie wychodzi mi to, co sobie zaplanowałam, nie zdążam z niczym i wszystko się wali.

kobieta japonska

Przy tym od zawsze doskonale wiedziałam to, co powinniście wiedzieć i Wy – takie martwienie się nie ma zupełnie żadnego sensu, nic nie wnosi, a tylko mnie źle nastawia, dokłada kolejnych problemów zdrowotnych i ogólnie uprzykrza życie.

No ale wiadomo, „eee, przestań, nie martw się” jest tak skuteczne jak powiedzenie „eee, przestań, nie trzęś się” choremu na padaczkę. Nie działa.

koniec!

Mogliście zauważyć, że jestem osobą, która lubi praktyczne rozwiązania, prostotę i efektywność. Nie znoszę stagnacji, tkwienia w jednym punkcie, a uwielbiam działanie, załatwianie spraw i tak samo kocham mieć kontrolę nad swoim życiem. Dlatego właśnie pewnego dnia postanowiłam jakoś rozwiązać moją tendencję do tworzenia sobie zmartwień i ogarnąć swoje życie bardziej niż Rozenkowa mieszkanie.

Jestem wielką fanką planów krótkoterminowych. W sensie: nigdy nie wiem, czy nagle nie zdecyduję się zdobyć 200.000$ w dwa dni, ale zawsze mam rozpisane to, o której będę czytać książkę, robić obiad, czy wezmę prysznic.

Skoro codziennie planuję sobie czas na pracę, sprzątanie i spanie, może trzeba zaplanować też okienko na zmartwienia?

Jeśli coś wkrada się niepostrzeżenie w wolne dziury pomiędzy planami i rozprasza, rozwala, psuje, to znaczy, że brakuje mu swojego miejsca. Jeśli podjadacie zakazane słodycze – zaplanujcie raz na kilka dni słodki posiłek. Jeśli zasypiacie dziesięć razy w ciągu dnia – zaplanujcie drzemkę. Tego typu rady znajdziecie w milionach artykułów, więc idąc tym tropem stwierdziłam, że będę zapisywać sobie dwadzieścia minut na zmartwienia. Ale nie tak przy okazji, nie po cichu, nie troszkę.

Na maksa!

Przez dwadzieścia minut skupiam się tylko i wyłącznie na zmartwieniach. Martwię się wszystkim, co tylko przyjdzie mi do głowy. Wszystkim! Upewniam się, że przez ten czas nie robię zupełnie nic innego, tylko maksymalnie się przejmuję. A co mi tam! Jeśli czuję, że przestaję się martwić, a ustalony czas jeszcze nie upłynął, wracam do zadania. Zgodnie z planem, to zgodnie z planem i już. Dwadzieścia minut.

a potem?

A po tym czasie nie zapominam zupełnie przestać się martwić i wrócić do życia. Kontynuuję swoje zadania, ale nie pozwalajam, by wkradało się do tego przejmowanie się jakimiś naciąganymi problemami. Jeśli jednak one bardzo chcą się gdzieś tam wpleść i zaczynają przeszkadzać w realizowaniu planów, robię kolejne dwudziestominutowe okienko. Na początku potrzebowałam dziennie kilku – trzech, czterech, ewentualnie czterdziestu – ale potem sukcesywnie je niwelowałam do jednego. I działa.


Nie konsultowałam tego z żadnym psychologiem i innym magikiem, więc jeśli jakiś specjalista chce mnie teraz zatłuc młotkiem – sorry. W zasadzie wiecie: skutek jest taki, że w ciągu dnia martwię się o jakieś 23 godziny i 40 minut mniej.

Jak dla mnie bomba.

  • BK

    yay, genialne. muszę wyprobować.

  • Dobra metoda. Spróbuję ją zastosować bo jestem mistrzem wymyślania czarnych scenariuszy i zamartwiania się – bardzo często czymś co nie ma żadnego znaczenia. Ale ja swoje.
    Takie rozkminy najczęściej przychodzą kiedy nie mogę zasnąć, wtedy mam przed oczami całe życie: przeszłość, teraźniejszość wraz z każdym problemem i przyszłość. Spróbuję twojego sposobu i może mi pomoże ale znajdę dla niego czas na pewno wcześniej niż przed snem ;D

  • W sumie dobry pomysł. Muszę spróbować kiedyś i przekonać się, czy na mnie też zadziała :D

    • Najlepsze jest to, jak sobie rozpisuję plan dnia i mam tam „praca, sprzątanie, pisanie tekstu, martwienie się”. Hasztag spoko, hasztag niemogęrozmawiaćterazsięmartwię.

  • Brzmi to dla mnie troszkę nienaturalnie. No bo jak przez 23 h i 40 min przestać martwić się. Myśli krążą w głowie czasami uciekając spod naszej kontroli. Jeśli Tobie to wyszło to może tak się da. Dobre zadanie do wypróbowania samemu.

    • No jak się wymykają, to robię okienko. :D Nie wiem, może to nie jest właściwa metoda, ale who cares, skoro działa.

  • AJD

    Jeju, to martwienie się jest okropnie uciążliwe. Mówisz, że Twój sposób jest naprawdę skuteczny? :P

  • Adrianna Kopczyńska

    Martwić się przez 20 minut? To awykonalne.

    • Że za długo?

      • Adrianna Kopczyńska

        He he, sprytnie. Za krótko. Przez 20 minut to ledwo co zdążę się przestawić na tryb „zmartwienia” a co dopiero zacząć jeszcze rozmyślać.

  • Twoja metoda wymaga bardzo dużo samokontroli.
    Przeważnie nie mam z tym problemu. Z drugiej strony czasami kiedy wkręci mi się jakiś dołek ciężko jest go pożegnać, dlatego wszystko co złe staram się zabijać w zalążku :)

  • Wanda Pawłowska

    przeczytałam ’20 minut na zmartwychwstanie’ i mniej więcej do połowy tekstu zastanawiałam się o co kaman haha ^^

  • Maciej Cąderek

    Łomatko, jak wpis nie jest pierwszy to go można nie zauważyć – dopiero na fejsie zobaczyłem, że jest nowy tekst.

    • Przecież jest pierwszy.

      • Maciej Cąderek

        U mnie nie, wchodzę na główną i pierwszy jest tekst „Świat dzieli się na mężczyzn i macice”.

        • Daj mi znać na priv jaka przeglądarka and shit, ok?

  • Martyna Rojek

    Czytałam niedawno o tej metodzie na okienko na martwienie się i podobno jest polecana przez psychologów, so no worries. Dla mnie tam szkoda jakiegokolwiek czasu na użalanie się ;)

  • Ja to bym się pewnie nakręciła tak, że przez resztę dnia nie robiłabym już niczego innego :P A jeśli lubisz sobie planować – polecam Asanę <3 Genialne rozwiązanie dla miłośników wszelkich list do odhaczania.

    • Wygooglowałam, otworzyłam i… woah, czotusiędzieje. Poogarniam, dzięki. :)

Przeczytaj poprzedni wpis:
ciaza
Świat dzieli się na mężczyzn i macice

Bo jedynym życiowym celem każdej kobiety jest przecież urodzenie i wychowanie gromadki dzieci.

Zamknij